— To prawda — odpowiedział. Kapłan, wróżbita lub ktokolwiek zainteresowany zjawiskami "paranormalnymi" byłby mile widziany w obecnej sytuacji. Niestety byli tylko oni, a żaden z nich nie wydawał się posiadać wystarczającej wiedzy w tym zakresie.
— Rzeczywiście, bycie aurorem to ryzykowna praca, szczególnie w takich czasach. Myśli pan, że takie widmo pokazałoby się, gdyby on jeszcze żył? To by było dopiero dziwne. Ale kto wie, może tylko miał ciężki wypadek — rzekł z naturalnym uśmiechem.
Obszedł krzew wokół. Wszystko wyglądało tu zupełnie normalnie. Zerwał źdźbło trawy rosnące w pobliżu widmowego krzewu i schował do kieszeni płaszcza. Zbada to później.
— Wie pan, to nie pierwszy raz, gdy spotyka mnie coś dziwnego w tej okolicy. Nie słyszałem wcześniej o takich wydarzeniach w Dolinie Godryka, więc to chyba faktycznie ma związek z Beltane... Jestem bardzo ciekawy, co Voldemort zrobił, by uzyskać taki efekt. To nie wygląda jak zaplanowane działanie. Bardziej jakby rozbudził jakieś ukryte moce drzemiące wewnątrz tej ziemi.
Był wyraźnie podekscytowany zachodzącymi zmianami. Trochę jakby Voldemort otworzył właśnie nowy park rozrywki dla nerdów.
— Akurat rozglądam się nowym mieszkaniem... Być może powinienem poszukać coś w okolicy. Życie tutaj musi być niesamowicie ciekawe teraz.
Czarodzieje zmagali się z ciągłym napięciem w związku z wydarzeniami z Kniei a Marquez pozostał Marquezem. Był głupi, czy tylko głupi? To już czas pokaże.