20.10.2023, 14:36 ✶
Już prawie doskakiwała do winkla, gdy nagle na swoim ramieniu poczuła mocne szarpnięcie. Gotowa do walki odwróciła się gwałtownie, unosząc dłoń do ciosu. Widząc jednak, że to nie żaden obcy człowiek, tylko ten mniej obcy, na którego wpadła, opuściła rękę. Szarpnęła tylko ramieniem, żeby ją puścił.
- Bo co? Oni potrzebują pomocy, mamy stać bezczynnie, gdy zaczynają się zabijać? - może trochę przesadziła, bo nikt chyba się nie zabijał, ale charakterystyczny trzask szkła podpowiadał im, że było grubo. I mimo iż nie miała żadnego planu, to naprawdę chciała pomóc. Problem w tym, że nie do końca wiedziała w jaki sposób.
Zza rogu wypadł mężczyzna, odziany w mugolskie ubrania. Padł na ziemię, trzymając się za zakrwawiony łuk brwiowy. Zza niego wybiegła kobieta, chyba cała, ale gnała tak, jakby ktoś ją gonił. Co zresztą było bardzo możliwe, bo sytuacja się zaogniała.
Olivia kucnęła przy mężczyźnie i położyła mu rękę na ramieniu. Ostrożnie, żeby czasem się nie przestraszył.
- Pomogę panu, tylko niech pan zejdzie z ulicy, tu jest niebezpiecznie - powiedziała, rzucając spojrzenie na Olliego. - Pomożesz, czy będziesz stał i się gapił?
Bo jak to drugie, to równie dobrze może sobie iść. Ona teraz musiała zadbać o to, żeby ściągnąć mężczyznę z ulicy - charłaka, sądząc po tym, że nie nosił szat, a grupa kontrmarszowa je miała.
- Bo co? Oni potrzebują pomocy, mamy stać bezczynnie, gdy zaczynają się zabijać? - może trochę przesadziła, bo nikt chyba się nie zabijał, ale charakterystyczny trzask szkła podpowiadał im, że było grubo. I mimo iż nie miała żadnego planu, to naprawdę chciała pomóc. Problem w tym, że nie do końca wiedziała w jaki sposób.
Zza rogu wypadł mężczyzna, odziany w mugolskie ubrania. Padł na ziemię, trzymając się za zakrwawiony łuk brwiowy. Zza niego wybiegła kobieta, chyba cała, ale gnała tak, jakby ktoś ją gonił. Co zresztą było bardzo możliwe, bo sytuacja się zaogniała.
Olivia kucnęła przy mężczyźnie i położyła mu rękę na ramieniu. Ostrożnie, żeby czasem się nie przestraszył.
- Pomogę panu, tylko niech pan zejdzie z ulicy, tu jest niebezpiecznie - powiedziała, rzucając spojrzenie na Olliego. - Pomożesz, czy będziesz stał i się gapił?
Bo jak to drugie, to równie dobrze może sobie iść. Ona teraz musiała zadbać o to, żeby ściągnąć mężczyznę z ulicy - charłaka, sądząc po tym, że nie nosił szat, a grupa kontrmarszowa je miała.