To prawda, otoczenie przyprawiało o ciarki, szczególnie kiedy odtwarzało się wydarzenia, jakie miały tutaj miejsce, albo spoglądało na te drzewa. Co było jednak bardziej ujmujące to to, jak spokojnie było teraz. Każda wojna dzieliła się na bitwy mniejsze czy większe, a wydarzenia, jakie minęły pozostawiały echa. Te echa ludzie z widmowidzeniem mogli wyciągnąć na zewnątrz, czasem tonąć w nich jak niemal we własnych wspomnieniach, a niekiedy gubić się w niewyraźnych majakach. Spokój był jednak najgorszy. Pozostawione rany na ziemi w końcu zmazywał czas i nie było już niczego poza wspomnieniami w twojej głowie. Nie chciał wchodzić zbyt głęboko na polanę ognisk, mieszać się zanadto koło mugoli i Departamentu Tajemnic, który się gdzieś kręcił, chociaż to akurat głównie ze względu własnie na to, że wspomnienia, nawet jak były wyciszone, to potrafiły w najmniej odpowiednim momencie stawać się żywe. I chociaż nie był przywiązany do Victorii Lestrange to nie znaczyło, że był takim gnojem, żeby tylko dla ciekawości zacząć sobie podziwiać ten cały syf, jaki tutaj nastał. Teraz to już i tak wątpił, żeby było warto.
- Myślałem, że na samej polanie rzeczywiście będzie większa szansa na zobaczenie czegoś. - Sam by się zaś tutaj nie wybrał, może podpyta o to kogoś, kto rzeczywiście łaził po tych okolicach czy widzieli coś dziwnego, albo czy rozmawiali z mugolami, koło których mimo wszystko sam nie chciał się za bardzo tutaj kręcić. Z naciskiem na "tutaj", bo nie chciał zaraz być przez kogoś łapany i dopytywany, czy też to widzi! Takie słowa dało się dosłyszeć, kiedy się mijało więcej niż jednego mugola. Ale tak, wraz z tymi słowami nieco uniósł brwi, patrząc na tą... piękną... naturę. - Która pałęta się po Dolinie z odznaką aurora. - Właśnie taka to była sąsiadka. - Złoto, nie sąsiedztwo. - Kiedy człowiek może czuć się bezpieczniej niż mając samego glinę po drugiej stronie płotu? W okolicznościach, jakie mieli, to pewnie odpowiedź byłaby: mieszkając jak najdalej stąd. - Tak? - Uśmiechnął się do niej. - To już niepokojące, ale w takim razie, pani Rookwood, słyszałaś, że Dolohov dał dziewczynie na Beltane diadem, który zmienił ją w kurczaka? - Plotki się niosą i ludzie gadają, ile w tym prawdy? Pewnie tyle, ile w legendach. Ale Cain lubił plotki. Głównie właśnie przez ich absurdalność. Natomiast często starał się nie słuchać, z drugiej strony, ludzkiego pierdolenia, bo głowa mu pękała. Tak ze skrajności w skrajność. Czasami po prostu... nie chciał sobie odmawiać tej przyjemności pośmiania się z bzdurek, które były opowiadane. Bo jak okrutne czasy by się nie działy - słyszałeś o Dolohovie goniącym za dziewczyną, którą mu diadem w kaczkę przemienił, czy tam inną kokoszkę i co? Nie zabawne? Bo jego bawiło. I ludzi wokół też. Choć niektórzy jego fani byli chyba bardzo przejęci. - Wyjdź do ludzi to nie będę jedynym. Jak tak będziesz w biurze siedzieć to życie przegapisz. - A co by złego się nie działo i jakby nie mieli ponurych czasów - z tego życia trzeba było korzystać. Według Caina - tym bardziej dlatego, jak czasy ponure mieli. Nigdy nie wiedziałeś, kiedy zgaśnie. I nigdy nie wiedziałeś, kiedy zgaśnie życie człowieka obok ciebie.
- Nie, nie słyszałem. - Odpowiedział gładko, tak samo jak na wszystko inne. I tylko on sam wiedział, że było to kłamstwo. Wiedział. Słyszał. Czy brał to na poważnie? Jak było wspomniane - traktował plotki jak kawały. O niektórych się mówiło, szczególnie, kiedy ich sława rosła. To było bardziej naturalne niż te dziwaczne drzewa, jakie zostawili za plecami. - Aha, no dobrze... Zainteresowałaś mnie, mów dalej. - Zachęcił ją z uśmieszkiem, unosząc brwi w zdziwieniu, kiedy wspomniała o kradzieży. Chociaż zdziwiony nie był tak naprawdę, bo tak, było wspominane o kradzieży. Brenna kradnąca coś... mogłaby co najwyżej ukraść komuś starą kurtkę, żeby wcisnąć mu w ręce 10 nowych. - Słucham cię uważnie cały czas. - Chociaż nie potrzebowała tego zapewnienia, bo zdążył to nie raz i nie dwa udowodnić, że nawet jeśli coś robił, a ona mówiła, to słuchał i nie pozostawał jej słowom obojętny, ani nie słuchał na zasadzie "jednym uchem wpuszczam, a drugim wypada". Więc jeśli chciała mu coś powiedzieć - proszę bardzo. Może nawet lepiej tu niż w biurze, gdzie ktoś nawet przypadkiem mógłby usłyszeć, a tutaj słyszeć mogły co najwyżej ptaki i drzewa, szczególnie kiedy się oddalili.