— Z ust mi to wyjęłaś — zawtórował jej, gdy skomentowała ich samobójcze tendencje. Może i lepiej, żeby wyrzuciła z siebie te wszystkie negatywne emocje? Gdyby się z nią spierał, tylko by ją bardziej nakręcał. — Wyobraź sobie, co by się działo, gdyby rytuał połączył cię z Brenną. Ona jest jeszcze gorsza pod tym względem.
Była podżegaczem, prowokatorką... Kierowały nią prawe pobudki, jednak nawet Erik miał wrażenie, że Brenna bierze na swe barki zbyt duży ciężar. Nie chciał jej powstrzymywać, jednak na swój sposób, rozdrabniała się. Działania charytatywne, praca zawodowa, pomoc Zakonowi Feniksa, wspieranie najbliższych. Jego siostra nie angażowała się w nic na dziesięć czy piętnaście procent. Gdy już się w coś pchała, to z całym impetem i z myślą, że co by się nie działo, to doprowadzi sprawę do końca.
I zazwyczaj jej się to udaje, pomyślał, wypuszczając powoli powietrze z ust. Obawiał się, że dzień, w którym jego siostra poniesie faktyczną porażkę, będzie bardzo brzemienny w skutkach. I to nie tylko dla jej urażonej dumy, czy zawieszonego śledztwa. Zwłaszcza teraz, gdy stawka tak znacząco wzrosła, wraz z atakiem Śmierciożerców na Beltane. Potrzebowali każdej pary rąk, jeśli mieli faktycznie przeprowadzić jakąś kontrofensywę. Nawet jeśli nie mogli zaatakować nikogo bezpośrednio.
— Technicznie rzecz biorąc, to przez jedno drzewo przejechaliśmy bo zdążyliśmy je zaczarować. Dopiero to drugie okazało się takie bardziej... hmm... pancerne — doprecyzował Erik.
Nie bardzo wiedząc, co ze sobą zrobić, gdy Nora zdawała się coraz bardziej rozkręcać, zamiast uspokajać, Longbottom przycupnął na niskim taborecie. Najpierw próbował założyć nogę na nogę, jednak pozycja ta okazała się na tyle niewygodna, że usiadł z szeroko rozłożonymi nogami, nachylając się lekko do przodu. To naprawdę nie jest jej dzień, skomentował w myślach. Ale co mógł na to poradzić? Nie mógł wywrócić całego swojego życia o sto osiemdziesiąt stopni i zamknąć się w piwnicy, dopóki ktoś nie wymyśli, jak odczynić magię z Beltane.
— Nora, kochanie — odparował bez wahania, zerkając na nią z niesmakiem, gdy siarczyście przeklęła. — [b]To się stało niespodziewanie. Jak miałem to przewidzieć? Poza tym działałem w dobrej wierze. Wiesz, reparo mogło niekoniecznie zadziałać na mugolski traktor. Liczyłem, że uda nam się z Aveliną i Brenną go uratować!
Było w tym nieco prawdy, ale była to też niezła wymówka. Oczywiście, gdy pędzili na spotkanie z pniem drzewa, przeszło mu przez myśl, że źle by było, gdyby zdezelowali traktor dziadka Paxtona już podczas pierwszego dnia urlopu... Ale przecenił też ich szanse. I pomysłowość. I umiejętności. Walczyli ze Śmierciożercami, walczyli z trollami, a mugolska machina miałaby ich pogrążyć? Niedoczekanie. Wbił wzrok w podłogę, postanawiając jednak nie dzielić się tę myślą publicznie.
— Przykro mi, że was na to narażam — wydukał w końcu, z lekkim ociąganiem, odnosząc się oczywiście do panny Figg i pana Malfoya. — Macie nieco spokojniejszą pracę i hobby od moich, więc nie dziwię się, że ten „radar” doprowadza was do szału. Zwykłe zmartwienia są wystarczająco. Nie powinniście jeszcze znosić dodatkowej dawki stresu przez działanie magii.
Wstał z miejsca i podszedł do Nory, aby odebrać z jej rąk kubek z whisky i unieść go wysoko ponad głowę blondynki.
— Jak mówiłem, jest mi przykro, ale pić w pracy ci nie dam. Wybacz.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞