20.10.2023, 22:59 ✶
– Zamroczyło mnie, ale chyba nie jest tak źle… Dzięki. – Apollo przyjął fiolkę, chociaż na razie jej nie wypił. Szkoda mu było marnować od razu eliksiru: chciał najpierw sprawić, czy świat nie przestanie sam z siebie tak mu skakać przed oczami. I faktycznie nie ruszał się spod drzewa, chociaż kiedy Michael „przejął” ich podejrzanego, a dwie kobiety zbliżyły się do domku, wyciągnął różdżkę, gotów w razie czego wesprzeć resztę zaklęciami.
A Brenna… wierzyła, że Tori przełamie to zaklęcie, ale wypadało jednak spytać, a nie kazać jej zapierdalać zdejmować czar. Ostatecznie takie polecenia mogła rzucać tylko do określonych osób. Oczywiście nie wątpiła ani że w to, że Victoria się zgodzi, ani w jej umiejętności, ale jednak ton należało dobierać do osób. (Chociaż niektórzy nie uwierzyliby w to, że Brenna to potrafiła. Potrafiła. Po prostu zwykle nie chciała. I miała trochę mniej oporów niż większość ludzi, bo podchodziła do kontaktów nawet z obcymi dość luźno. Ale miała jakieś tam granice. Czasem. Kiedy się jej tak widziało. Albo kiedy mama patrzyła. Przy Victorii chciała, ona nie była jak Heather czy Mav, żeby odzywać się do niej w taki sposób, nawet jeżeli wobec tych dwóch oczywiście robiła to po przyjacielsku...)
Czas rozpraszający zadziałał. Wokół drzwi wejściowych zamigotały błękitne światełka, a potem wygasły. Brenna, z uniesioną różdżką, rozświetloną przez lumos, ostrożnie zbliżyła się do domu. Nie spodziewała się tak naprawdę żadnych cudów, ale przyjmowała zasadę, że trzeba być gotowym na wszystko. Dlatego najpierw dźgnęła drewnianą powierzchnię różdżką, potem dotknęła ręką i wreszcie przyłożyła do niej ucho, nasłuchując. Nacisnęła w końcu klamkę i pchnęła drzwi, ale nie przekroczyła progu. Wyciągnęła jedynie różdżkę, aby oświetlić wnętrze podniszczonego domku.
Okazało się, że ta ostrożność być może ocaliła jej życie.
W środku nie czekała żadna magiczna pułapka, a jeżeli nawet, zaklęcie Victorii ją zniszczyło. Coś jednak poruszyło się, ledwo drzwi zostały otwarte. Z podłogi dźwignęła się istota, szara, wychudzona. Same kości, obciągnięte wysuszoną skórą, jakby pozbawiono je większości tkanek oraz krwi. Nieumarły. Co gorsza jeden z najbardziej niebezpiecznych nieumarłych, bo…
- Infernus!!! – krzyk Brenny, która rozpoznała stworzenie, poniósł się po okolicy. Cofnęła się gwałtownie, kiedy ten błyskawicznie ruszył u niej, machając różdżką. Wiedziała, że ten jest odporny na większość zaklęć, chciała więc przede wszystkim go spowolnić, bo tak jakby nie mogła zniszczyć domu (i dowodów), ale nie chciała, żeby stwór zabił ją na progu, i potrzebowała czasu na wycofanie… próbowała więc go skrępować magicznymi więzami.
Kształtowanie
A Brenna… wierzyła, że Tori przełamie to zaklęcie, ale wypadało jednak spytać, a nie kazać jej zapierdalać zdejmować czar. Ostatecznie takie polecenia mogła rzucać tylko do określonych osób. Oczywiście nie wątpiła ani że w to, że Victoria się zgodzi, ani w jej umiejętności, ale jednak ton należało dobierać do osób. (Chociaż niektórzy nie uwierzyliby w to, że Brenna to potrafiła. Potrafiła. Po prostu zwykle nie chciała. I miała trochę mniej oporów niż większość ludzi, bo podchodziła do kontaktów nawet z obcymi dość luźno. Ale miała jakieś tam granice. Czasem. Kiedy się jej tak widziało. Albo kiedy mama patrzyła. Przy Victorii chciała, ona nie była jak Heather czy Mav, żeby odzywać się do niej w taki sposób, nawet jeżeli wobec tych dwóch oczywiście robiła to po przyjacielsku...)
Czas rozpraszający zadziałał. Wokół drzwi wejściowych zamigotały błękitne światełka, a potem wygasły. Brenna, z uniesioną różdżką, rozświetloną przez lumos, ostrożnie zbliżyła się do domu. Nie spodziewała się tak naprawdę żadnych cudów, ale przyjmowała zasadę, że trzeba być gotowym na wszystko. Dlatego najpierw dźgnęła drewnianą powierzchnię różdżką, potem dotknęła ręką i wreszcie przyłożyła do niej ucho, nasłuchując. Nacisnęła w końcu klamkę i pchnęła drzwi, ale nie przekroczyła progu. Wyciągnęła jedynie różdżkę, aby oświetlić wnętrze podniszczonego domku.
Okazało się, że ta ostrożność być może ocaliła jej życie.
W środku nie czekała żadna magiczna pułapka, a jeżeli nawet, zaklęcie Victorii ją zniszczyło. Coś jednak poruszyło się, ledwo drzwi zostały otwarte. Z podłogi dźwignęła się istota, szara, wychudzona. Same kości, obciągnięte wysuszoną skórą, jakby pozbawiono je większości tkanek oraz krwi. Nieumarły. Co gorsza jeden z najbardziej niebezpiecznych nieumarłych, bo…
- Infernus!!! – krzyk Brenny, która rozpoznała stworzenie, poniósł się po okolicy. Cofnęła się gwałtownie, kiedy ten błyskawicznie ruszył u niej, machając różdżką. Wiedziała, że ten jest odporny na większość zaklęć, chciała więc przede wszystkim go spowolnić, bo tak jakby nie mogła zniszczyć domu (i dowodów), ale nie chciała, żeby stwór zabił ją na progu, i potrzebowała czasu na wycofanie… próbowała więc go skrępować magicznymi więzami.
Kształtowanie
Rzut W 1d100 - 42
Sukces!
Sukces!
Rzut W 1d100 - 3
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.