Jak on mógł? Teraz będzie jej tutaj opowiadał o tym, czym zajmowała się Brenna? Najłatwiej przenieść oskarżenia na kogoś innego, zrzucić winę, a siebie wybielić. - Połączył mnie z tobą i wcale nie jest lepiej!!! - Niby mogło być gorzej, ale to, co aktualnie przeżywała wystarczało, była pewna, że więcej by nie zniosła i tak już w ostatnim czasie stała się chodzącym kłębkiem nerwów. Po co robiła ten wianek, w jakim celu w ogóle bawiła się w to podczas Beltane, tym bardziej, że jej nie dotyczyło to święto. Jak zawsze zupełnie niepotrzebnie chciała trochę oderwać się od codzienności, a teraz nie mogła uciec przed konsekwencjami. Powinna być rozsądniejsza.
- Oj, tak bardzo mi was szkoda. - Wysyczała przez zęby. No jasne, skoro pierwsze drzewo ich nie zabiło, musieli wpakować się w następne. Nie byliby sobą, gdyby nie odpuścili. Jak próbować się zabić, to na całego. Skoro za pierwszym razem nie wyszło. Figg oddychała głęboko, musiała pamiętać o tym, żeby to robić, bo bała się, że za bardzo się zapowietrzy. Ścisnęła mocno pięści, gotowała się w środku i najwyraźniej szybko nie miało się to zmienić.
Przystanęła, gdy się ponownie do niej odezwał. Siedział sobie na tym taboreciku i najwyraźniej nie do końca rozumiał o co jej chodziło. kochanie zabrzmiało dla niej bardzo, ale to bardzo lekceważąco. Mógł zauważyć kurwiki, które pojawiły się w jej oczach. Jeszcze chwila, a panna Figg zamieni się w smoczyce ziejącą ogniem.
- W dobrej wierze, ty zawsze działasz w dobrej wierze, czyż nie? - Starała się, żeby ton jej głosu był lekki, jednak szło jej to raczej dosyć ciężko. - Durna Nora, siedzi w cukierni i się martwi, nie ma nic lepszego do roboty. Jakaś głupia jest, ojej, jak mogłem to przewidzieć, może gdybyś zaczął choć trochę myśleć, to by do ciebie dotarło, że masz jedno życie i musisz na nie uważać!!! - Uniosła się ponownie, nadal jednak utrzymywała dystans między nimi, bo bała się, że zrobi mu krzywdę. Ciekawe, czy wtedy też poczułaby, że jest on w niebezpieczeństwie. Nie do końca miała pojęcie, jak działała ta więź.
- No, nie powinniśmy, ale niestety to czujemy. - To była myśl. Musiała odezwać się do Elliotta i zawiązać z nim jakiś pakt, może we dwójkę byłoby im łatwiej przemówić Longbottomowi do rozsądku, że też wcześniej na to nie wpadła. Nie sądziła, że ta więź będzie dla niej takim ciężarem. Sama z siebie bardzo się o wszystkich martwiła, kiedy dochodził do tego rytuał - cóż, było to dla niej naprawdę dużo. Nie potrafiła skupić się na niczym innym i nie wiedziała, jak sobie radzić z emocjami, które ją wypełniały.
Zaczęła się uspokajać, jednak Erik najwyraźniej tego nie chciał. Pojawił się zupełnie znikąd i uniemożliwił jej odreagowanie. Wykorzystał swoją przewagę, nie była w stanie nawet doskoczyć do jego ręki. - Jak nie w pracy, to kiedy, jakbyś nie zauważył, ja ciągle jestem w pracy!!! - Uniosła się nieco, po raz kolejny.