Śnieg chował w swoim mroku tą mało-wielką zbrodnię.
Dłoń Caina sięgała po różdżkę wciśniętą za pas, gdy bezwładne ciało uśmiechającego się, spoglądającego na niego chłopca leciało na ziemię. Czarna szata mężczyzny wtapiała się w noc, lecz kontrastowała ze śniegiem w półcieniach tworzonych przez jaskrawe latarnie. Na twarzy tego mężczyzny nie było wstydu za grzech - było uniesienie. Kwitnące uniesienie, gdy jego różdżka z chłopca została zwrócona ku nim. Doznał katharsis. Śmierć przyniosła mu oczyszczenie, gdy wypełnił nią wolę swego Pana pragnąc dołączyć do grona Śmierciożerców i doczekać się Mrocznego Znaku na przedramieniu. Dla tego człowieka to był ideał. Słabość i niedoskonałość widział w takich jak oni - chroniących brudną krew przed eliminacją.
Błysnęły zaklęcia, a świat wrócił do normalnej czasoprzestrzeni dopiero gdy ciało dziecka dotknęło miękkiego śniegu.
Mężczyzna o długich, czarnych włosach wycofał się bezpiecznie, żeby zachować odległość między sobą a Brenną, ale to były fałszywe oczekiwania - kobieta szarżowała na niego jak wściekła tygrysica, której odebrano młode, gotowa do skoku, gotowa wbić w niego swoje kły i pazury. Zostawił ciało, które nie było mu do niczego potrzebne, ubierając się w szeroki uśmiech i błyszczące od podniecającej adrenaliny oczy. Szarpnął różdżką, a smród czarnej magii wypełnił powietrze i wzbił leżące na ziemi płatki śniegu w powietrze do tańca od ruchu dwóch rozgrzanych ciał. Nie było w tym piękna dla Caina, ale czarnoksiężnik odnajdował w tym melodię swego życia.
Wycelowana we wroga hebanowa różdżka błysnęła bladoróżowym światłem, trafiając w swój cel, by pół sekundy później ten zniknął z poziomu wzroku Bletchleya, gdy Brenna z całą swoją siłą (a miała jej całkiem wiele) wpadła na mężczyznę i powaliła go na ziemię, przygniatając do chodnika. Cain ruszył biegiem w kierunku dziecka. Padł przy nim na kolana i uniósł jego drobne ciało, by odsunąć się z nim od Brenny i milczącego zwolennika Czarnego Pana. Milczał - tylko dlatego, że oszałamiające zaklęcie go trafiło. Spoglądał w oczy Brenny z fanatycznym wyrazem twarzy, z uśmiechem - został wybrany. Jego Pan, nowy Bóg, dał mu misje, dzięki której mógł udowodnić swoją wierność. Tu nie było żalu za grzechy. Nie było wątpliwości.
Cain spojrzał na wciąż uśmiechającego się chłopca o pustych oczach. Jeszcze przed paroma chwilami były szczęśliwe. Bo znalazł ojca. Pewnie chciał się pochwalić nowym kolegom. A może to ten "ojciec" zaczarował go zaklęciem, żeby go przyprowadzić do innych sierot? Nie miało to żadnego znaczenia. Nie żył. Przez błąd, przez chwilę nieuwagi stracił swoje cenne życie.
Tam, gdzie była Śmierć nadzieja zanikała.
Za Caina
Sukces!
Akcja nieudana
Za Cruciatus NPC
Akcja nieudana
Akcja nieudana