21.10.2023, 11:04 ✶
Nie myślała teraz o tym, dlaczego to zrobił, jak się czuł, co nim kierowało. Nie zastanawiała się, dlaczego chłopiec wyszedł do niego w noc, nie wpadła jeszcze na to, że dziecko od tygodnia mogło być już pod wpływem imperius, że samo zauroczone mogło poszukać tego człowieka i że sprowadziłoby go do innych dzieci. Nie przyszło jej nawet do głowy, że ich obecność miała znaczenie, bo gdyby się tu nie pojawili, jutro na miejscu znaleziono by osiem trupów, nie jednego. Nie zastanawiała się nad tym, co stałoby się, gdyby ich tu nie było, a chociaż smród czarnej magii uderzył ją w nozdrza – chyba wręcz umknęło jej, że któreś z nich omal nie zostało trafione cruciatusem.
W jej głowie, w jej sercu, pozostało miejsce wyłącznie na gniew i rozpacz. I palące poczucie winy, jedną jedyną myśl, kołaczącą się w umyśle: zawiodła.
Mężczyzna przez chwilę nie mógł się ruszać, sparaliżowany zaklęciem Caina, które trafiło w tej samej chwili, w której zderzyła się z tym draniem, a to dawało dość czasu, by wyrwać mu różdżkę, cisnąć ją gdzieś na siebie. To był ten moment, w którym Brenna powinna wyciągnąć kajdanki, odczytać mu jego prawa i upewnić się, że nie potrzebuje pomocy medyka, a potem wezwać na miejsce aurorów. Tak jak uczono ją w Brygadzie i przede wszystkim w Warowni, bo przecież nie bije się bezbronnych – i Brennie dotąd faktycznie nie wpadłoby do głowy zrobić czegoś takiego.
W tej chwili wściekłość jednak ją porwała, po raz pierwszy w życiu tak intensywna. Widywała w pracy różne rzeczy, miała do czynienia z mordercami, zboczeńcami, damskimi bokserami. Patrzyła w dym i widziała w nim śmierć. Musiała nauczyć się panować nad emocjami. Ale wojna dopiero się zaczynała i coś takiego, to była nowość: zamordowanie dziecka na jej oczach, dziecka, które powinna ochronić, i ten uśmiech na jego twarzy, który tak straszliwie chciała zmazać. Gdyby była w stanie myśleć logicznie, powiedziałaby, że nie szkodzi, potem powie się, że stawiał opór, ale w tej chwili nie obchodziłoby jej nawet, gdyby miała zostać wykopana z Brygady za to, co zrobi, nie mówiąc o degradacji.
Pięść uderzyła w uśmiechniętą twarz, raz, drugi, trzeci.
Czystokrwiści zbyt często wierzyli, że są nietykalni.
Nie byli.
W jej głowie, w jej sercu, pozostało miejsce wyłącznie na gniew i rozpacz. I palące poczucie winy, jedną jedyną myśl, kołaczącą się w umyśle: zawiodła.
Mężczyzna przez chwilę nie mógł się ruszać, sparaliżowany zaklęciem Caina, które trafiło w tej samej chwili, w której zderzyła się z tym draniem, a to dawało dość czasu, by wyrwać mu różdżkę, cisnąć ją gdzieś na siebie. To był ten moment, w którym Brenna powinna wyciągnąć kajdanki, odczytać mu jego prawa i upewnić się, że nie potrzebuje pomocy medyka, a potem wezwać na miejsce aurorów. Tak jak uczono ją w Brygadzie i przede wszystkim w Warowni, bo przecież nie bije się bezbronnych – i Brennie dotąd faktycznie nie wpadłoby do głowy zrobić czegoś takiego.
W tej chwili wściekłość jednak ją porwała, po raz pierwszy w życiu tak intensywna. Widywała w pracy różne rzeczy, miała do czynienia z mordercami, zboczeńcami, damskimi bokserami. Patrzyła w dym i widziała w nim śmierć. Musiała nauczyć się panować nad emocjami. Ale wojna dopiero się zaczynała i coś takiego, to była nowość: zamordowanie dziecka na jej oczach, dziecka, które powinna ochronić, i ten uśmiech na jego twarzy, który tak straszliwie chciała zmazać. Gdyby była w stanie myśleć logicznie, powiedziałaby, że nie szkodzi, potem powie się, że stawiał opór, ale w tej chwili nie obchodziłoby jej nawet, gdyby miała zostać wykopana z Brygady za to, co zrobi, nie mówiąc o degradacji.
Pięść uderzyła w uśmiechniętą twarz, raz, drugi, trzeci.
Czystokrwiści zbyt często wierzyli, że są nietykalni.
Nie byli.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.