21.10.2023, 12:03 ✶
– Bardzo przepraszam – powiedziała Vivianne, uśmiechając się do Alanny z zakłopotaniem. Starała się być dobrą gospodynią i zadbać o swoich gości, ale ludzi w domu było sporo, a ona była z jednej strony bardzo podniecona całą imprezą, z drugiej podenerwowana, że coś pójdzie nie tak. Nie, nie spodziewała się żadnego ataku, niczego podobnego, po prostu zastanawiała się, czy dadzą radzę zaprezentować wszystko dokładnie tak, jak chcieli i przekonać nie tylko zgromadzonych, ale i reporterów, że mugole potrafią być niesamowicie przemyślni. – Wyleciało mi z głowy, a nie widzę stąd plakietki bez okularów. Wiedziała pani, że okulary też wymyślili mugole? Niestety, niektórych wad wzroku nie jest w stanie naprawić na stałe nawet magia i wtedy… Och, przepraszam, na pewno panią zanudzam – powiedziała, znowu się do niej uśmiechając. Bo tak, była po prostu sympatyczną osobą, bardzo zafascynowaną mugoloznastwem. Chyba nawet po niemal dwóch latach trwania wojny, nawet po grozie Beltane, wciąż nie zdającą sobie w pełni z powagi sytuacji i z tego, co działo się w tej chwili w Anglii.
Pani Harris spoglądała na kobietę, gdy ta urwała i po prostu stała.
Nie miała pojęcia, jaka burza trwała w jej głowie.
Nie wiedziała, że właśnie ważyły się jej losy.
Że wydano na nich wyrok i że nie tylko jej mąż miał zginąć, ale ona miała być tej śmierci winną. Że Alanna – Clare początkowo chciała jedynie doprowadzić tu do wybuchu i ewentualnie ran, zamiast zabijać. I że w tej chwili zmieniła zdanie, że oto doświadczała tutaj przełomowego momentu w życiu.
Potrząsnęła głową, kiedy zaklęcie przestało działać. Moment na zaszczepienie sugestii w jej głowie pojawił się… i rozwiał jak sen złoty. Pani Harris otworzyła usta, niepewna, co się właściwie stało. Roztarła skronie.
– Och… tak, tak oczywiście – zapewniła nieobecnym tonem, kiedy Alanna, a raczej pani Fletchley powiedziała, że faktycznie pójdzie posłuchać o działaniu telewizora. Nie próbowała jej zatrzymywać, bo i czemu by miała? Była skonsternowana, niepewna, co się stało, ale założyła, że może to ze stresu. Odwróciła się z powrotem do szafek, sięgnęła ponownie po różdżkę. Na stole zaczęły piętrzyć się talerzyki, filiżanki, herbata zabulgotała w czajniku – elektrycznym, oczywiście, bo chciała podać herbatę przygotowaną tym mugolskim sposobem. Pan Harris tymczasem entuzjastycznie opowiadał historię o powstaniu telewizora, o tym, jak ten działa, przytaczał dane i snuł historie o tym, jakie mają programy telewizyjne mugole, co w nich można zobaczyć. Pozwalał sobie nawet na fantazje o tym, co można by osiągnąć, gdyby telewizory nie psuły się na skutek użycia magii i były w każdym czarodziejskim domu – jakie informacje mogliby sobie nawzajem przekazywać czarodzieje. Zanim przeszli do kuchni na herbatkę i ciasteczka Clare miała moment, w którym mogła się wymknąć i teleportować… i cóż, powinna go wykorzystać.
W końcu było dość jasne, że śmierciożercy najpóźniej godzinę, dwie po konferencji prasowej zorientują się, że zadanie nie zostało wykonane. A wtedy może od razu nie założą, że zdradziła – wszak Alanna Carrow zawsze była wierna jak pies i znana ze swojej nienawiści do mugoli – ale że coś poszło nie tak. I zostanie wezwana, aby udzielić wyjaśnień. Jeżeli więc chciała uciekać, te dodatkowe czterdzieści minut, gdy wszyscy będą czekali na koniec prania, aby obejrzeć, jak brudne rzeczy w koszu na pranie stają się czyste całkiem bez użycia magii, mogło zdecydować o jej być lub nie być.
Tego dnia w domu Harrisów wszystko przebiegło dokładnie tak, jak powinno. Przedstawiono mugolskie wynalazki, ucięto sobie pogawędki, a potem Vivianne i jej mąż razem stanęli przed prasą, aby streścić im przebieg spotkania i opowiedzieć o mugolskich wynalazkach. Żadnej śmierci, żadnej krwi, żadnych wybuchów.
Alanna Carrow, a raczej Clare Avery w jej ciele, wkraczała jednak na nową drogę. Czy miała być ciemniejsza czy jaśniejsza wobec tej, którą kroczyła dotąd…?
I czy miało to znaczenie?
W końcu od dawna była martwa.
Pani Harris spoglądała na kobietę, gdy ta urwała i po prostu stała.
Nie miała pojęcia, jaka burza trwała w jej głowie.
Nie wiedziała, że właśnie ważyły się jej losy.
Że wydano na nich wyrok i że nie tylko jej mąż miał zginąć, ale ona miała być tej śmierci winną. Że Alanna – Clare początkowo chciała jedynie doprowadzić tu do wybuchu i ewentualnie ran, zamiast zabijać. I że w tej chwili zmieniła zdanie, że oto doświadczała tutaj przełomowego momentu w życiu.
Potrząsnęła głową, kiedy zaklęcie przestało działać. Moment na zaszczepienie sugestii w jej głowie pojawił się… i rozwiał jak sen złoty. Pani Harris otworzyła usta, niepewna, co się właściwie stało. Roztarła skronie.
– Och… tak, tak oczywiście – zapewniła nieobecnym tonem, kiedy Alanna, a raczej pani Fletchley powiedziała, że faktycznie pójdzie posłuchać o działaniu telewizora. Nie próbowała jej zatrzymywać, bo i czemu by miała? Była skonsternowana, niepewna, co się stało, ale założyła, że może to ze stresu. Odwróciła się z powrotem do szafek, sięgnęła ponownie po różdżkę. Na stole zaczęły piętrzyć się talerzyki, filiżanki, herbata zabulgotała w czajniku – elektrycznym, oczywiście, bo chciała podać herbatę przygotowaną tym mugolskim sposobem. Pan Harris tymczasem entuzjastycznie opowiadał historię o powstaniu telewizora, o tym, jak ten działa, przytaczał dane i snuł historie o tym, jakie mają programy telewizyjne mugole, co w nich można zobaczyć. Pozwalał sobie nawet na fantazje o tym, co można by osiągnąć, gdyby telewizory nie psuły się na skutek użycia magii i były w każdym czarodziejskim domu – jakie informacje mogliby sobie nawzajem przekazywać czarodzieje. Zanim przeszli do kuchni na herbatkę i ciasteczka Clare miała moment, w którym mogła się wymknąć i teleportować… i cóż, powinna go wykorzystać.
W końcu było dość jasne, że śmierciożercy najpóźniej godzinę, dwie po konferencji prasowej zorientują się, że zadanie nie zostało wykonane. A wtedy może od razu nie założą, że zdradziła – wszak Alanna Carrow zawsze była wierna jak pies i znana ze swojej nienawiści do mugoli – ale że coś poszło nie tak. I zostanie wezwana, aby udzielić wyjaśnień. Jeżeli więc chciała uciekać, te dodatkowe czterdzieści minut, gdy wszyscy będą czekali na koniec prania, aby obejrzeć, jak brudne rzeczy w koszu na pranie stają się czyste całkiem bez użycia magii, mogło zdecydować o jej być lub nie być.
Tego dnia w domu Harrisów wszystko przebiegło dokładnie tak, jak powinno. Przedstawiono mugolskie wynalazki, ucięto sobie pogawędki, a potem Vivianne i jej mąż razem stanęli przed prasą, aby streścić im przebieg spotkania i opowiedzieć o mugolskich wynalazkach. Żadnej śmierci, żadnej krwi, żadnych wybuchów.
Alanna Carrow, a raczej Clare Avery w jej ciele, wkraczała jednak na nową drogę. Czy miała być ciemniejsza czy jaśniejsza wobec tej, którą kroczyła dotąd…?
I czy miało to znaczenie?
W końcu od dawna była martwa.
Koniec sesji