Chciał jego śmierci.
- P-panie Cain..? - Znów na krótki moment zagościła cisza. Cisza przerywana okrutnymi, bezlitosnymi plaśnięciami pięści Brenny o miękkie ciało uśmiechającego się mężczyzny. Nie krzyczał, bo nie zostało mu nadane do tego prawo. Miał się nie ruszać i czekać na swój marny koniec. Cisza - dopóki zza ich pleców nie dobiegł głos opiekunki sierocińca. Cain obrócił się w jej stronę z tym dzieckiem na rękach, na które padło jej spojrzenie. Zakryła swoje usta dłońmi, nie widząc z tej odległości, co się stało, że dziecko jest martwe, że ma jeszcze te szeroko otworzone oczy. Że już nie oddycha. Cain podbiegł do niej szybkim krokiem i ułożył dziecko przy drzwiach tak, żeby siedziało, nie odzywając się nawet słowem do kobiety i nie szukając z nią kontaktu wzrokowego. Palcami przesunął po dziecięcych powiekach, żeby je zamknąć, nim z różdżką wrócił do Brenny.
- Wystarczy. - Nie chciał go ratować. W jego głowie gościła głucha, zatrważająca cisza. Nie było tam miejsca na żal, na gniew, na nienawiść. Dzwoniła pustka wypełniająca się niedowierzaniem i zarazem zapełniona prawdą żywą, która nie chciała uciekać w kłamstwo - że już nigdy o tym nie zapomni. Brenna zapewne też nie. Nie wymażą wspomnienia Basila opadającego w śnieg. Kiedy Brenna nie zareagowała machnął różdżką, żeby wymierzyć zaklęcie w jej plecy. Zdrada. - Wystarczy. Zejdź z niego. - Wydał słowne polecenie kobiecie, pokonując dzielącą ich odległość. Czy ta bestia w ludzkiej skórze jeszcze w ogóle żyła? Było co ratować? Ponieważ... wcale mocno się nie śpieszył, gdy wracał. I zarazem śpieszył się, żeby ją zatrzymać. Życzył mu śmierci. Nie życzył Brennie śmierci na rachunku sumienia. Nawet jeśli była to śmierć kogoś takiego jak ten człowiek. Podbiegł resztę odległości, żeby złapać Brenne i obrócić ją w swoją stronę. Przytulić ją do siebie z całej siły, obracając od tego zwolennika, obracając od ciała Basila, przy którym teraz płakała zrozpaczona opiekunka. - Wystarczy... - Powtórzył ciszej, spoglądając znad jej ramienia na czarną szatę przyozdobioną teraz na białym śniegu krwią. Choćby miał się z nią siłować [z Brenną], choćby jego zaklęcie nie zadziałało - chciał ją od tego mężczyzny odciągnąć. Nie dać jej popełnić zbrodni. - Zapłaci gorszą cenę za swoją zbrodnię niż śmierć. - Obiecał jej cicho, całując ją w skroń.
Obiecał jej nie tak dawno temu, że następny Śmierciożerca padnie do niej na kolana. Tu nawet nie było na to miejsca.
Slaby sukces...
Sukces!