- Radzę sobie, ale dzięki. - Ważyła eliksiry tak hobbystycznie? Lestrange z tych eliksirów słynęli. Hobby jednak można mieć różne. Tak jak można robić też różne rzeczy, żeby sobie dorabiać i mieć więcej pieniędzy na własne przyjemności. Pod warunkiem, że jeszcze masz czas te galeony na coś wydawać. Aurorom przydałaby się częściej jakaś integracja, ale z drugiej strony każdy wie, jakby się to skończyło. Ten nie może, ten ma robotę, tamta chce poświęcić czas dzieciom, bo go nie ma za wiele - i tak to się by kończyło. Jakoś sobie przędliśmy te życie, byle tylko brnąć do wyznaczonego celu. Żeby zaś nie skupiać się na pracy? Nooo... tak. Znaleźć właśnie zajęcie, które pochłania myśli i nie pozwala na to, żeby głowa ciągle tkwiła w jednym punkcie, jakim była praca. Że siedzisz w pracy i myślisz o niej, wracasz i robisz to samo. Mniej myślał w pracy o pracy niż w domu - dziwne? Może. Papierki były bezosobowe. Pozbawione emocji, życia, kolorów. Można je podpisać i nie zastanawiać nad nimi. Można popsioczyć albo dopisać "T" w wielkim kółeczku, wystawiając ocenę trolla przez ilość narobionych błędów dla żartów, żeby potem Harper cię goniła, bo bazgrasz po rządowych dokumentach. Tak, zrobił już taki numer. - Tooo... jakby koło ciebie ktoś ze znajomych zaczął palić opium, kiedy siedzicie w barze - co byś zrobiła? - To, że nie mógł zobaczyć, czy kłamczy, czy mówi prawdę było wspaniałe. Nie przeszkadzało mu to, że mogła go tu kłamczyć z góry na dół, bo ciężko było powiedzieć, kiedy żartuje, kiedy nie, czy coś zmyślała, czy zawsze była szczera - problem byłby w sprawach poważnych. Natomiast przy lekkich rozmowach jak to? Ludzie z oklumencją, chociaż zawsze mieli coś do ukrycia jednocześnie byli wspaniale... ludzcy? Obcy jak obcy, ale Taki Alastor chociażby - przy nim można było odpocząć. Najprościej ująć, że hej - wystarczy nie sprawdzać kolorów! Ale to tak nie działało. Nie było takie proste. I przede wszystkim byłoby głupim nie korzystać z posiadanego daru.
- Jak idziesz do biblioteki to ciężko się zamknąć w pokoju. - O to mu w zasadzie chodziło z wpadaniem tutaj w stroju sprzątaczki - że przyjdzie tak do pracy, bo akurat będzie wracała skądś tam i nie będzie chciała, żeby wszyscy i wszystko jej przeszkadzali, żeby ją zaczepiali, żeby ją pytali. Rany nie goją się dobrze, kiedy ciągle są nacinane na nowo i memłane. Jej niby oczywiste stwierdzenie było w sumie miłe. Zrobił taką dziwną minę, wyginając wargi w takim wyrazie "och, okej!", potwierdzając właśnie to, że dla niego to nie było takie "oczywiście". Można mieć za nic, co kto o tobie myśli. Czystokrwiści szczególnie potrafili troszczyć się o swoją reputację, chociaż byłoby milej, gdyby to nie o to chodziło. - Lubię słuchać tego shit talku, jaki uprawiają ludzie, ale niczego z tego nie biorę do siebie. - Uspokoił ją. - Zresztą znając Brennę to jakby kradła z kimś kurtkę to po to, żeby mu dać dziesięć nowych, więc. - Rozłożył ręce i nimi wzruszył, dając znać, że może i w plocie padło jej imię, ale kompletnie się nad tym nie zatrzymał, nie pochylił, nie wziął do serca. Gdyby plotki dotyczyły czegoś bezpośrednio go interesującego, sprawy, zagadnienia Śmierciożerców - wtedy by drążył. Cała reszta gównianych plotek - machał na nie ręką. Natomiast wyjaśnienia dotyczące jej stanu psychicznego przyjmował na poważnie. Taką rzecz dobrze było wiedzieć.
Cain powoli opuścił różdżkę, pozwalając się poczuciu zagrożenia oddalić, kiedy Victoria zaczęła wyjaśniać, co właśnie ich spotkało. Albo raczej - co ona sama widziała, jak to było powiązane i tak dalej. Bo to, że to nie był Atreus, było oczywiste. To jest - dla niego oczywiste. Co najwyżej jakieś wspomnienie... na to wychodziło. Echo poprzednich wydarzeń.
- W porządku... - Powiedział już spokojnie, ale jeszcze napięcie w pełni nie zniknęło z jego głosu. Czy w porządku było? No... nie można było się dać zwariować, natomiast żadne zjawisko tego typu nie tworzyło sielankowego nastroju. - Okej. - Odetchnął i schował różdżkę, jeszcze raz taksując wzrokiem otoczenie. - Nooo... to mamy nasze... coś nadzwyczajnego. - Wsunął dłonie do kieszeni spodni, przyjmując powoli znów swobodną postawę.