Nadal byli w tej ładowni, a Stanley stał i przyglądał się całej sytuacji. Wszystko wydawało się być na dobrej drodze, aż nagle... huk. Świat zamarł. A już na pewno ten ich, ograniczający się do tego pokładu. Oni sami, zamknięci w czterech ścianach, pogrążeni w walce z żywiołem i samymi sobą. Czy to był już koniec? Gdzie dźwięk wody, gdzie jakiekolwiek słowa jego kompanów? Nie było nic. Głucha cisza - jakby umarli. Tak to wyglądało?
Borgin wiedział, że daleko mu do ideału czy dobrego człowieka, wszak już dawno jego zmysły zaczęły stąpać po najciemniejszych ścieżkach. Ale dlaczego musiał sobie przypominać teraz o tym? Jakby zupełnie nie miał teraz ważniejszych problemów. Co teraz? Każdy oddech był jak najcenniejszy prezent, a mimo wszystko tak ciężko było go zebrać. Ta cała morska woda - to wszystko jej wina. Już nawet nie był pewien czy to co ma na skroni to ona czy pot... ze strachu, wysiłku, ze wszystkiego. Jedyne na co było go teraz stać to zaciśnięcie mocniej dłoni na swojej różdżce.
Booong Dźwięk rozłamu, coś pękło. Sztuczka zadziałała? Na pewno ale nie można było mieć nic za darmo. Energia, która została wytworzona przez rozerwanie pereł musiała znaleźć gdzieś ujście... I tylko chyba chwała Merlinowi, że nie zostali rozerwani na strzępki w tym pomieszczeniu, a jedynie zostali trochę przepchani czy dostali morską falą. Żyjemy... Stanley spiął się mimowolnie jakby to miało coś pomóc. Na całe szczęście udało mu się ustać - Chyba nie - odparł Tośkowi, wycierając twarz w rękaw, chociaż ciężko to było nazwać wytarciem, a raczej przetarciem. Koszula była już dawno cała mokra - Prewett? - zapytał nerwowo, słysząc słowa kuzyna - Laurent?! Laurent! - krzyczał, rozglądając się za nim. Nie było go... i to nie było najgorsze, ponieważ nie było też jednego z topielców - Kurwa... Rób cokolwiek! - rzucił od niechcenia w kierunku młodszego Borgina, a następnie sam się rzucił do pokonywania kolejnych metrów w wodzie. Anthony musiał sobie radzić na razie sam, ponieważ ich foczka gdzieś zaginęła w akcji.
Gdzie jesteś?! Daj znak! Nie widząc innej możliwości, skierował swoją różdżkę przed siebie i postarał się ukształtować podmuch, który rozstąpi wodę na boki aby zobaczyć co się dzieje pod taflą. Stanley liczył, że może uda się pomóc Prewettowi, wszak tamten truposz nie mógł zniknąć sobie ot tak. Wierzył, a raczej bardzo chciał to robić i liczyć, że Laurent nie spanikuje albo że nie sparaliżuje go strach - musiał walczyć jeżeli chciał wyjść stąd żywo. Nie było innej opcji jak zrobić wszystko aby uratować. W najgorszym przypadku, jeżeli zawiedzie magia, będą zmuszeni do zanurkowania, chociaż to mogło być brzemienne w skutkach.
Dwa rzuty na próbe odepchnięcia wody na boki. Korzystam z kształtowania.
Sukces!
Sukces!
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972