Pasja, zainteresowania, hobby. Nudy. Wielu ludzi się nudziło. Wielu czarodziei - niezależnie od statusu krwi. Wielu też zapadało w chandrę, jakby żyli w wiecznym śnie zimowym. Ogarniała ich szarość i nijakość, dlatego próbowali szukać kolorów. Jak dotąd Laurent spełniał swój cel i... wyławiał te kolory dla nich. Raz lepiej, raz gorzej, raz bardziej trwale, innym razem będąc tylko kwiatem jednej nocy. Nie rozumiał jednak, jak w tym świecie, w którym było tyle interesujących rzeczy, można się nudzić. I jeśli czym się zajmujesz, bo się nudzisz, to nie interesuje cię to? Po twarzy Laurenta i jego oczach zza okrągłych okularów widać było skupienie i zainteresowanie kierowanymi do niego słowami. Trochą jakby wykonywał teraz obliczenia matematyczne przed tablicą i na szybko rozpisywał sobie wzory, żeby potem móc ułożyć odpowiednio liczby, jakie się pojawiały. To, z jakąś... nonszalancją to powiedziała, tak naturalnie, albo może właśnie - zaczepnie? Ludzie czasem kochali udawać, że coś jest im obojętne, podczas gdy rzeczywistość prezentowała się zgoła inaczej. Analizował to. Analizował ją. Jej nudę, którą przykrywała mugolami. To zaś, co powiedziała potem i co zaprezentowała tylko utwierdziło go w przekonaniu, że to nie była żadna obojętność. To było poszukiwanie uczuć. Zastrzyków emocji od tańczenia na krawędzi, od bawienia się cudzym kosztem. Co mu się już wcale nie podobało, szczególnie, że bawiła się na granicy bardzo niebezpiecznego świata. Mugole byli groźni. Stanowili zagrożenie dla świata czarodziei, a ich węszenie potrafiło prowadzić do bardzo przykrych tragedii. Prowokowała, żeby zobaczyć reakcję czy może mówiła całkowicie szczerze? Nie potrafił powiedzieć. Ten błysk był jak wyzwanie, które prosiło się o odpowiedzenie.
- Lubisz bawić się uczuciami i zostawać niedopowiedzianą tajemnicą, która zostawia tylko posmak róż i malin na krańcu języka? - Powoli się wyprostował - bo siedział nieco pochylony w jej kierunku, kiedy też spoglądał na fiolki, ich ilość, porównywał naklejki z tym, co miał tutaj napisane. Teraz zgiął kartkę i odłożył ją na stolik. Tak, to prawda - w biznesie trzeba wypaść jak najlepiej. Ponieważ reputacja była czymś, co było ciężko kupić, a jedno złe słowo wystarczy, żeby stracić bardzo lukratywnego klienta. Wystarczy, że coś mu się nie spodoba. Że masz złe opinie polityczne, że krzywo na niego spojrzysz, albo będziesz popierać charłaków. To nie był łatwy świat.
- Dziękuję za komplement. - Poważny nastrój został przecięty tą gładką - jego zdaniem - wstawką. Podniósł się z fotela, zostawiając chwilowo kobietę samą, żeby podejść kilka kroków do biurka i poszukać tam kwitów do Gringotta, które akurat na wierzchu nie leżały. Więc nawet nie zauważył, że to było jej nie wiem, jak się zachować. W zasadzie Olivia zdawała się tańczyć bardzo gładko na tym spotkaniu, utrzymując zainteresowanie i jednocześnie je przyciągając - a o to w zasadzie chodziło. A przynajmniej w jego pojęciu tego spotkania. - Przyzwyczaiłem się już do mroźnych wiatrów, ale nawet one nie byłyby mnie w stanie wygnać w głąb lądu, a tym bardziej do Londynu czy innego miasta. - Cuchnących, śmierdzących miejsc, gdzie więdły kwiaty. On tam wiądł. Jego matka też tam... zwiędła. Podpisał kwitek i z uśmiechem zadowolenia wrócił do stolika, kładąc go na stoliku i przesuwając w kierunku rudowłosej damy. - Proszę bardzo w takim razie. Puszczę sowę jeszcze do banku, by nie było wątpliwości. Skoro więc formalności mamy za sobą... to jeśli dopiłaś herbatę i się rozgrzałaś możemy podejść do abraksanów. - Zgodnie z tym, co jej obiecał. Nie miał fenomenalnej pamięci i jak każdemu człowiekowi zdarzało mu się zapomnieć. Tego jednak nie zapomniał. - Zostań. - Zwrócił się tutaj do Dumy, który już uniósł łeb, kiedy jego pan ewidentnie zamierzał wyjść.