22.10.2023, 00:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.10.2023, 00:07 przez Brenna Longbottom.)
Brenna w swojej szafce upychała tak dużo rzeczy, że strach było ją otworzyć. Znajdowały się tam między innymi ubrania na przebranie – i to nie jedno, a kilka, bo nigdy nie była pewna, co akurat będzie potrzebne. Przynajmniej tyle, że kupiła niedawno mieszkanie i w niemagicznym Londynie… i chyba nadszedł czas, by zacząć przenosić nam część rzeczy, bo przecież w tej szafce wszystkich nie pomieści.
– W porządku – zgodziła się Brenna bez oporu, gdy Victoria wskazała, która z opcji bardziej jej pasuje. A potem ruszyła ku bramie najbliższej kamienicy, tak jakby miała zamiar ją pchnąć i wejść do środka. W istocie jednak, ledwo znalazła się we wnęce, w głębokim cieniu, i upewniła, że raczej szanse na to, że ktoś ją zobaczy są niewielkie, znikła z cichym trzaskiem.
Aportowała się iście popisowo. Chociaż w lokalu pełno było stołów, na których w tej chwili do góry nogami ustawiono krzesła, a poza nimi znajdowała się lada, Brenna zaś skoczyła na ślepo, nie mając pojęcia, jak wygląda lokal – wylądowała idealnie, w ciemnym kącie, nie wpadając zupełnie na nic. Uniosła natychmiast różdżkę, plecami przyciskając się do ściany i rozejrzała w tonącym w mroku pomieszczeniu, ale czarnoksiężnika jeszcze tutaj nie było.
– Włażę pod stół, a ty schowaj się za ladą – oceniła, kiedy Victoria tylko się pojawiła. – Mam nadzieję, że nasi go nie przepłoszą… – mruknęła, a potem jeszcze zerknęła na Lestrange i chociaż w ciemnościach nie dało się dostrzec, że się uśmiecha, to rozbawienie wkradło się do jej głosu. Mimo zdenerwowania, bo to nie tak, że w ogóle nie martwiła się sytuacją i tym, że mogą oberwać. Zwłaszcza że Tori może oberwać. – Prawie jak po egzaminach, kiedy chowałyśmy się przed Irytkiem – dodała, a potem już nie w ludzkiej, a zwierzęcej formie pomknęła pod najbliższy stolik. Jako ciemna wilczyca była trudniejsza do zauważania i mogła wejść do kryjówki, w której człowiek raczej nie mógłby się łatwo ukryć.
Minęła minuta.
Jedna, druga, trzecia…
Brenna, w wilczej formie, tego oczywiście nie wiedziała, ale na piętnaście minut przed umówionym terminem spotkania, rozległ się trzask. Tuż przy drzwiach.
Przybył gość honorowy.
A raczej…
…goście.
Bo trzasnęło dwa razy.
(teleportować się teleportuje, ale rzucam pod post, czy na coś wpadnie - im niższy wynik, tym słabsze lądowanie)
– W porządku – zgodziła się Brenna bez oporu, gdy Victoria wskazała, która z opcji bardziej jej pasuje. A potem ruszyła ku bramie najbliższej kamienicy, tak jakby miała zamiar ją pchnąć i wejść do środka. W istocie jednak, ledwo znalazła się we wnęce, w głębokim cieniu, i upewniła, że raczej szanse na to, że ktoś ją zobaczy są niewielkie, znikła z cichym trzaskiem.
Aportowała się iście popisowo. Chociaż w lokalu pełno było stołów, na których w tej chwili do góry nogami ustawiono krzesła, a poza nimi znajdowała się lada, Brenna zaś skoczyła na ślepo, nie mając pojęcia, jak wygląda lokal – wylądowała idealnie, w ciemnym kącie, nie wpadając zupełnie na nic. Uniosła natychmiast różdżkę, plecami przyciskając się do ściany i rozejrzała w tonącym w mroku pomieszczeniu, ale czarnoksiężnika jeszcze tutaj nie było.
– Włażę pod stół, a ty schowaj się za ladą – oceniła, kiedy Victoria tylko się pojawiła. – Mam nadzieję, że nasi go nie przepłoszą… – mruknęła, a potem jeszcze zerknęła na Lestrange i chociaż w ciemnościach nie dało się dostrzec, że się uśmiecha, to rozbawienie wkradło się do jej głosu. Mimo zdenerwowania, bo to nie tak, że w ogóle nie martwiła się sytuacją i tym, że mogą oberwać. Zwłaszcza że Tori może oberwać. – Prawie jak po egzaminach, kiedy chowałyśmy się przed Irytkiem – dodała, a potem już nie w ludzkiej, a zwierzęcej formie pomknęła pod najbliższy stolik. Jako ciemna wilczyca była trudniejsza do zauważania i mogła wejść do kryjówki, w której człowiek raczej nie mógłby się łatwo ukryć.
Minęła minuta.
Jedna, druga, trzecia…
Brenna, w wilczej formie, tego oczywiście nie wiedziała, ale na piętnaście minut przed umówionym terminem spotkania, rozległ się trzask. Tuż przy drzwiach.
Przybył gość honorowy.
A raczej…
…goście.
Bo trzasnęło dwa razy.
(teleportować się teleportuje, ale rzucam pod post, czy na coś wpadnie - im niższy wynik, tym słabsze lądowanie)
Rzut N 1d100 - 85
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.