22.10.2023, 19:55 ✶
Connor Fisher i Blair Hayes
Oboje powitali Norę skinięciem głowy, ale nie odezwali się wcale. Blair odwróciła zmieszane spojrzenie od Brenny i wlepiła je w cokolwiek innego, co tylko mogła nim odnaleźć. Connor widząc to, naburmuszył się jeszcze bardziej i powiedział:
- TY chcesz nam jakoś pomóc... przecież pomogliście nam już wystarczająco...
Był ewidentnie zły. Na nią, na świat, albo na coś innego, w każdym razie - nie radził sobie z tym za dobrze, skoro oburknął takim tekstem. Cały czas nerwowo skubał skórki przy paznokciach swoich rąk. Nie było wiadomo, dlaczego w ogóle tutaj przyszedł, skoro się aż tak źle bawili. Nie pomogło zaproponowanie przez Nordgersima trunku - odmówili i wyglądali tak, jakby mieli zaraz się stąd zbierać.
Allan Bigsby
Bigsby złapał Laurenta za ramię. Być może również to poczuł - nagłe oddalanie się od wszystkich - dlatego postanowił położyć swoją rękę na kimś, kto był blisko w fizyczny sposób. Odetchnął głęboko.
- Wszystko, co czuję, jest cholernie dziwne...
Wydawało się, że jego oczy się zeszkliły.
- Błagam cię, dobry człowieku, jeżeli ja jako straceniec - bo tak właśnie traktował to całe kasowanie mu pamięci - jak śmierć, jak wyrok śmierci - mogę mieć jakąś prośbę, to... - Rozejrzał się wokoło, w bardzo konspiracyjny sposób. Nie powinien ufać pierwszemu-lepszemu człowiekowi, jaki się do niego dosiadł, ale przepiękny, charyzmatyczny i wręcz... czarujący Laurent miał naprawdę duży dar przekonywania samym spojrzeniem błękitnych oczu. - Nawet jeżeli nie będziesz mógł mi tego pokazać, nie daj temu umrzeć. - To powiedziawszy, wyciągnął w wewnętrznej kieszeni swojej marynarki kilka kartek wyrwanych z dziennika, prawdopodobnie jednego z tych, które skonfiskowało mu Ministerstwo. - Weź je, ty możesz.
A na tych kartkach, drżącą ręką, Bigsby zapisał swój liczący na oko ze dwadzieścia wersów wiersz, kilka innych przemyśleń, ciekawych zwrotów, kawałek prozy... Widać było, że się lubił bawić słowem.
- Ja już nie mam nadziei, że mi i tego nie zabiorą.
Znajdując się tak blisko, mogłeś wyraźnie poczuć, że Bigsby śmierdział wódką. A to, co ci przekazał, na pewno nie było całością jego twórczości. Musiał wyrwać cokolwiek, w pośpiechu. Przykro się na to patrzyło.
Tia Lewis i Lillian Mills
Dziewczyny najwyraźniej nie zauważyły Erika. Nie odezwały się do niego ani słowem.
- Ginevra? Nie obraź się, ale wy wszyscy macie takie staroświeckie imiona... To u was jakaś moda, Ginny? - Tia machnęła ręką. - Takie pogodowe sprawy to przecież nie jest nic szczególnego, zdarzają się dosyć często. - Z jej opinii dało się wyciągnąć dwie rzeczy: po pierwsze, prawdopodobnie nie doceniała rangi dziwactw, jakimi były pogodowe anomalie w rozumieniu czarodziejów. Po drugie: budowała wokół siebie wrażenie posiadania dosyć szerokiej wiedzy o świecie, dobrze też wyłapywała detale, była zaznajomiona z niejedną ciekawostką. Możliwe, że gdyby zapytać ją o jakieś mugolskie sprawy, znałaby się na tym o wiele lepiej niż inni obecni tutaj mugole. - W snach... - Nie wyglądała na pocieszoną...
- P-przecież t-to jest zupe-ełnie niesprawiedliwe... - Odezwała się Lily, a Tia poklepała ją po plecach.
- No trudno... - To nie brzmiało jak „no trudno, w takim razie nie spróbujemy uciec” tylko „no trudno, to uciekniemy bez twojej pomocy, pani Egipcjanko”, a Mavelle je trochę zdenerwowała, bo nawet nie spróbowała odpowiedzieć...
- Bigsby to poeta, nasmarował z piętnaście tekstów o tym co widzi, a ci cali „amnezjatorzy” mu zabrali te dzienniki i jutro ma mieć kolejne przeszukanie.
Czując to, co wy, Lily zachwiała się, ale Tia utrzymała ją w miejscu.
Palmerowie
Ray Palmer posmutniała od razu, kiedy ghoul odpowiedział jej, że magii nie można było się tak po prostu nauczyć. Jaka w tym była w ogóle sprawiedliwość? Dlaczego wszyscy tutaj zdawali się potrafić czarować, tylko nie ona?
- Bez sensu - mruknęła pod nosem, ale jej oczy momentalnie rozświetliły się, kiedy Ururu kontynuował wypowiedź. - Czyli ona się we mnie obudzi - no bo na pewno nie „być może obudzi”, świat nie mógł być tak okrutny, żeby ją pozbawić takiej możliwości - jak będę miała jedenaście lat - a później zamilkła, odliczając na palcach, ileż to jej jeszcze zostało czasu... Jej ojciec nie wyglądał na szczególnie zadowolonego.
- Chłopcze, zadajesz mi tyle pytań, a nie dajesz żadnego czasu na odpowiedź? Przyszedłeś tutaj zakpić z nas, czy jaki masz w tym cel? - Kilka razy machnął ręką przed swoją twarzą, jakby odganiał muchę. - Strasznie od ciebie śmierdzi.
Pokora
Samotność odeszła w nieznane, zamiast tego poczuliście, jak ziemia pod waszymi stopami zdaje się drżeć. Wraz z nią zadrżało również to maleńkie ognisko rozpalone w okolicy. Żadne z was, nawet ci obyciu już z widzeniem w nim dziwactw, nie dojrzało w płomieniach nic prócz siły żywiołu, ale panował wokół taki dziwny nastrój. Pokora - myśl o własnej maleńkości nawiedziła wasze głowy tak samo niespodziewanie jak wszystkie inne emocje, ale pojawiło się coś jeszcze - tym razem czuliście to bardzo wyraźnie - to był ten księżyc - to on właśnie na was wpływał, to on stał za tym wszystkim, a może bardziej - Ona? Bo przecież mówiło się o bogini, nie bogu - o Pani Księżyca, Matce spoglądającej na was z góry. Fenomen astronomiczny, wyciek czegoś ze szczelin, czy boska interwencja - jakie to miało znaczenie, jeżeli czuliście, że nie tylko temu ulegacie, ale po prostu chcecie temu ulec?
Tura trwa do 26.10. Sory za poślizg, zwalam wszystko na 5G, które smaży mi mózg. Dzisiejsza emocja.