22.10.2023, 10:12 ✶
Olivia uniosła brew. Uczuciami? Nie miała pojęcia, na jakiej podstawie Laurent wysnuł taki wniosek, ale czuła się w obowiązku, by skontrować jego wrażenie o niej. Nie mogła przecież pozwolić, by zakodował sobie, że jest... Kimś, kto grzebie w uczuciach i gra na nich ostrożnie, by potem zadać ostateczny cios. To nie była ona.
- Nie. Nie bawię się uczuciami innych, to niehonorowe - powiedziała, ostrożnie wyplątując się z szaty, którą narzucił na jej ramiona. - Igranie z uczuciami jest nie w porządku i nigdy bym nikomu czegoś takiego nie zrobiła. Lubię po prostu sprawdzać, co wiedzą i ile wiedzą. Niewiedza z naszej strony to ogromne zagrożenie, powiedziałabym że na równi z ignorancją.
Nie uważała mugoli za niebezpiecznych. Byli w gorszej pozycji - oni nie mieli magii, nie wiedzieli tyle, ile czarodzieje. Ale ignorowanie całkowicie ich świata było bezcelowe i głupie. Ich światy, mimo że z pozoru kompletnie inne, przetykały się i przenikały, ignorując sztywno wyznaczone granice. Olivia uważała, że stawianie nieprzesuwalnych granic nie było mądrym posunięciem w większości przypadków.
- Londyn potrafi być pięknym miejscem, chociaż nie powiem, żebym kochała smród i zaduch, który tam panuje. Ale ma... Inny klimat, inaczej wpływa na człowieka - i nie każdy mógł sobie pozwolić na mieszkanie na uboczu. Olivia ostrożnie wstała i odwiesiła płaszcz w to samo miejsce, z którego Laurent go wziął. Musnęła odruchowo materiał palcami w zamyśleniu, nim wróciła na kanapę. Rozgrzała się, nie był już jej potrzebny.
Gdy Laurent przesunął kwitek w jej stronę, tylko rzuciła na niego okiem, a potem schowała go do torebki, do książeczki z podobnymi papierkami. Sprawa załatwiona.
- Myślałam że już nie zaproponujesz - roześmiała się, po raz drugi ruszając się z kanapy. Była wygodna, aż żal było ją opuszczać, podobnie jak ciepłe wnętrze biura Laurenta, ale pragnienie by zobaczyć wielkie, skrzydlate konie było silniejsze. Coś jednak tknęło Olivię, zanim wyszli. - Zamówiłeś dużo eliksirów... Czy wszystko z nimi w porządku?
Wydawała się szczerze zaniepokojona losem abraksamów. W zasadzie to nie wiedziała, czy wszystko z nimi okej i Laurent po prostu zrobił zapasy, czy może też któryś jest chory i lepiej byłoby zostawić go w spokoju. Doskonale wiedziała, jak każdy myślący człowiek, że chorych zwierząt nie powinno się niepotrzebnie wystawiać na stres, a wizyta obcego na pewno stresowa była.
- Nie. Nie bawię się uczuciami innych, to niehonorowe - powiedziała, ostrożnie wyplątując się z szaty, którą narzucił na jej ramiona. - Igranie z uczuciami jest nie w porządku i nigdy bym nikomu czegoś takiego nie zrobiła. Lubię po prostu sprawdzać, co wiedzą i ile wiedzą. Niewiedza z naszej strony to ogromne zagrożenie, powiedziałabym że na równi z ignorancją.
Nie uważała mugoli za niebezpiecznych. Byli w gorszej pozycji - oni nie mieli magii, nie wiedzieli tyle, ile czarodzieje. Ale ignorowanie całkowicie ich świata było bezcelowe i głupie. Ich światy, mimo że z pozoru kompletnie inne, przetykały się i przenikały, ignorując sztywno wyznaczone granice. Olivia uważała, że stawianie nieprzesuwalnych granic nie było mądrym posunięciem w większości przypadków.
- Londyn potrafi być pięknym miejscem, chociaż nie powiem, żebym kochała smród i zaduch, który tam panuje. Ale ma... Inny klimat, inaczej wpływa na człowieka - i nie każdy mógł sobie pozwolić na mieszkanie na uboczu. Olivia ostrożnie wstała i odwiesiła płaszcz w to samo miejsce, z którego Laurent go wziął. Musnęła odruchowo materiał palcami w zamyśleniu, nim wróciła na kanapę. Rozgrzała się, nie był już jej potrzebny.
Gdy Laurent przesunął kwitek w jej stronę, tylko rzuciła na niego okiem, a potem schowała go do torebki, do książeczki z podobnymi papierkami. Sprawa załatwiona.
- Myślałam że już nie zaproponujesz - roześmiała się, po raz drugi ruszając się z kanapy. Była wygodna, aż żal było ją opuszczać, podobnie jak ciepłe wnętrze biura Laurenta, ale pragnienie by zobaczyć wielkie, skrzydlate konie było silniejsze. Coś jednak tknęło Olivię, zanim wyszli. - Zamówiłeś dużo eliksirów... Czy wszystko z nimi w porządku?
Wydawała się szczerze zaniepokojona losem abraksamów. W zasadzie to nie wiedziała, czy wszystko z nimi okej i Laurent po prostu zrobił zapasy, czy może też któryś jest chory i lepiej byłoby zostawić go w spokoju. Doskonale wiedziała, jak każdy myślący człowiek, że chorych zwierząt nie powinno się niepotrzebnie wystawiać na stres, a wizyta obcego na pewno stresowa była.