Alice nie uważała żeby list Franka był jakoś szczególnie przesadzony. Wiedziała, że dbał o rośliny, często bardziej niż o ludzi, więc wzięła sobie jego problemy do serduszka i poprosiła wujka o pomoc. Otto był człowiekiem, którego uważała za osobę radzącą sobie ze wszystkim, dobrą i wspaniałą, więc oczywiste było, że poprosi go o pomoc. Dumnie siedziała na swoim koniku i tuptała obok swojego wuja. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Czasami tęskniła za swoimi rodzicami, ale Otto i Josephine skutecznie zapełniali tę dziurę w sercu, a ona w podzięce za pomoc starała się im dać dużo uśmiechu. Utrata rodziców sprawiła, że Alice odrobinę wydoroślała, bo takie doświadczenia zostawiają piętno na sercu, ale nie zatraciła swojej naturalnej radości z chwil spędzonych z rodziną. Otto bardzo dobrze sobie radził w roli ojca zastępczego i to pomogło jej stanąć na nogi, a nie zatracić w smutku. Uwielbia pomagać Josephine w domowych obowiązkach i wiele się od niej uczy.
Alice, gdy wjechała na swoim koniku do ogródka Longbottomów wyglądała dumnie, majestatycznie i potężnie, bo tak właśnie się czuła. Chciała, aby Frank zzieleniał z zazdrości, że ma takiego super wujka, o którym mu dużo opowiadała. Z przyjemnością przyjęła pomoc wujka i zsiadła z konika. Wygląd ogródka był tragiczny, ale wygląd Franka pracującego w pocie czoła był wręcz przeciwny, a gdy Otto zadał jej pytani do ucha poczuła jak wypływa na jej twarz rumieniec.
– To Frank, mój przyjaciel wujku – mruknęła i podbiegła do Dory przytulając ją lekko. – Jak się czujesz? Zaraz wszystko naprawimy. Wujek ma siły za stu facetów, naprawi każdą rzecz! – uśmiechnęła się do niej, a potem podeszła do Franka. – Co mam zrobić? James też powinien być za chwilę – oparła dłonie o uda i patrzyła jak siłował się z ziemią, aby ją przekopać. Franek był taki silny.