Zaśmiała się widząc jak zaczął zajadać się jej zupą. Zawsze lubiła patrzeć jak ludzie jedli jej dania. Był to dla niej przyjemny widok, bo wiedziała, że tak im przekazuje swoją miłość. Nic więc dziwnego, że codziennie ludzie od niej dostawali porcje dań, czy kanapek. Zawsze każdego karmiła i nigdy tego nie zaprzestanie robić. Jeśli kiedyś przestanie występować jako akrobatka to zażąda wozu z pełna kuchnią i stołami, gdzie będą mogli wszyscy jeść jak na stołówce. W sumie to bardzo by chciała coś takiego tutaj zrobić, aby mieć pewność, że każdy z Bellów zjadł porządny posiłek przed pracą i snem.
– Stanley prosił, abyśmy nie robili żadnej obławy – ostrzegła wskazując na niego palcem. W końcu obiecała, że nie rzucą się na nikogo i oddadzą ich w ręce BUMu. Chciała to zrobić, bo wiedziała, że ta sprawa bardzo była ważna dla jej przyjaciela.
– Może powinniśmy im zanieść trochę jedzenia, aby nie byli głodni? – zasugerowała. Zawsze robiła zapas jedzenia, więc to nie byłby dla niej kłopot, aby podejść z garem zupy, aby mogli sobie zjeść. Podniosła się z zamiarem zrobienia mu zupy, ale wtedy usłyszała dźwięki ciężkich kroków. Zamarła na chwilę i spojrzała na Alexa, ale potem usłyszała głos Flynna i podskoczyła z szerokim uśmiechem. Myślała, ze wjedzie jak człowiek drzwiami, ale ten się dobijał do okna. Podeszła tam, gdy tylko zobaczyła jego głowę. Cmoknęła go w czoło na powitanie.
– Chodź, mam zupę gulaszową – powiedziała i wskazała drzwi – Ale właź drzwiami. Masz piżamę? Mamy dzisiaj piżama party! – wyszczerzyła się szeroko i podeszła do garnka z zupą i nałożyła mu solidną porcję tak jak Alowi. Dla wszystkich od razu zaparzyła herbaty i poustawiała na stole.