22.10.2023, 20:29 ✶
Olivia lekko uniosła obie brwi. Czyżby Rowle nie miał jeszcze nic? Z ciekawością spojrzała najpierw na trzymaną przez mężczyznę książkę, a potem na swój pergamin. Lekko zadrżały jej ręce, a na usta zabłąkał się cień uśmiechu. Zaraz jednak spochmurniała - przecież skoro on nie miał nic, to najprawdopodobniej jej wypracowanie nadawało się do kosza. No, ale lepiej oblać, niż nie przynieść nic...? Tak przynajmniej próbowała sobie wmówić. W głowie Olivii zaiskrzyła myśl, że przecież jeśli faktycznie pójdą razem, to będzie mogła poprawić swój esej na tyle dyskretnie, że nikt jej nigdy nie oskarży o zżynanie od lepszych od siebie. To był iście genialny, mistrzowski plan. Teraz to dopiero się uśmiechnęła.
- Pewnie, czemu nie - kiwnęła dwa razy głową, może trochę za energicznie. - Myślałam też o tym, żeby podpytać kogoś, może starszych roczników, ale tu mam zerowe szanse, bo nikogo nie znam. Ale może któryś nauczyciel...? Albo ktoś, kto ma wszystkie magiczne księgi skatalogowane we własnej głowie?
Obdarzyła Leviathana uśmiechem, gdy użył przezwiska, którego z jakiegoś powodu tylko on używał, a pergamin wsunęła do torby. I tyle go widzieli. Poprawiła jeszcze książkę, trzymaną w lewej ręce, i cofnęła się przez drzwi. Dobrze, że w okolicy nie wisiał żaden obraz z zrzędzącym czarodziejem lub czarownicą - tacy lubili komentować to, jak bardzo uczniowie czuli się zagubieni w Hogwarcie. Nie wszyscy, oczywiście, ale Olivia kilka najbardziej niemiłych obrazów zapamiętała lepiej, niż kilkadziesiąt miłych. Tak już działał umysł ludzki.
- Nie mogli nam przecież zadać czegoś, co jest aż tak trudne. Musieliśmy coś przeoczyć, prawda? Nie oblaliby nas w taki sposób - wymruczała, schodząc ostrożnie po krętych, kamiennych schodach. Mieli spory kawałek do przejścia, mogli więc poutyskiwać na nauczycieli. Albo zastanowić się, czy na pewno wszystko zrozumieli tak, jak trzeba.
Naraz jednak Olivia zatrzymała się, jakby ktoś zmienił jej nogi w kamień. Najpierw usłyszeli ciche łkanie, a potem zawodzenie. Nie czuli chłodu i nie widzieli cieni, odbijających się na posadzce, ale Olivia już wiedziała, co oznacza ta kakofonia dźwięków.
- Marta - jęknęła cicho, rozglądając się w panice na boki. Jęcząca Marta wychynęła zza rogu tuż po tym, jak do ich uszu dobiegło żałosne zawodzenie - wszystko trwało zaledwie kilka sekund. Spotkanie tego ducha w tej części korytarzy było dość niecodzienne - jej łazienka znajdowała się na niższym piętrze. Z reguły jej nie opuszczała, nawiedzając nie tylko pomieszczenie, ale i każdą niczego nieświadomą dziewczynę, która postanowiła skorzystać nie z tej łazienki, co trzeba. W teorii nie była ona wyłączona z użytku, ale w praktyce nie dało się z niej korzystać. Chłopcy też to wiedzieli, ale co innego słyszeć opowieści o płaczącym duchu, a co innego słyszeć i widzieć szarą, przezroczystą postać, zalewającą się łzami. Fascynujący, ale nieco odstręczający widok. - Chodź.
Olivia pociągnęła Rowleya za nadgarstek, a sama wskoczyła w najbliższy korytarz. Przytuliła się do ściany pomiędzy kolumnami tak, jakby od tego zależało jej życie. Blada zwykle twarz była jeszcze bledsza.
- Zasłoń mnie, błagam, bo zaraz ja będę kolejnym duchem nawiedzającym Hogwart - syknęła, książką zasłaniając twarz. Jak dziecko, które myśli, że gdy nie widać jego głowy, to nie widać reszty ciała.
- Pewnie, czemu nie - kiwnęła dwa razy głową, może trochę za energicznie. - Myślałam też o tym, żeby podpytać kogoś, może starszych roczników, ale tu mam zerowe szanse, bo nikogo nie znam. Ale może któryś nauczyciel...? Albo ktoś, kto ma wszystkie magiczne księgi skatalogowane we własnej głowie?
Obdarzyła Leviathana uśmiechem, gdy użył przezwiska, którego z jakiegoś powodu tylko on używał, a pergamin wsunęła do torby. I tyle go widzieli. Poprawiła jeszcze książkę, trzymaną w lewej ręce, i cofnęła się przez drzwi. Dobrze, że w okolicy nie wisiał żaden obraz z zrzędzącym czarodziejem lub czarownicą - tacy lubili komentować to, jak bardzo uczniowie czuli się zagubieni w Hogwarcie. Nie wszyscy, oczywiście, ale Olivia kilka najbardziej niemiłych obrazów zapamiętała lepiej, niż kilkadziesiąt miłych. Tak już działał umysł ludzki.
- Nie mogli nam przecież zadać czegoś, co jest aż tak trudne. Musieliśmy coś przeoczyć, prawda? Nie oblaliby nas w taki sposób - wymruczała, schodząc ostrożnie po krętych, kamiennych schodach. Mieli spory kawałek do przejścia, mogli więc poutyskiwać na nauczycieli. Albo zastanowić się, czy na pewno wszystko zrozumieli tak, jak trzeba.
Naraz jednak Olivia zatrzymała się, jakby ktoś zmienił jej nogi w kamień. Najpierw usłyszeli ciche łkanie, a potem zawodzenie. Nie czuli chłodu i nie widzieli cieni, odbijających się na posadzce, ale Olivia już wiedziała, co oznacza ta kakofonia dźwięków.
- Marta - jęknęła cicho, rozglądając się w panice na boki. Jęcząca Marta wychynęła zza rogu tuż po tym, jak do ich uszu dobiegło żałosne zawodzenie - wszystko trwało zaledwie kilka sekund. Spotkanie tego ducha w tej części korytarzy było dość niecodzienne - jej łazienka znajdowała się na niższym piętrze. Z reguły jej nie opuszczała, nawiedzając nie tylko pomieszczenie, ale i każdą niczego nieświadomą dziewczynę, która postanowiła skorzystać nie z tej łazienki, co trzeba. W teorii nie była ona wyłączona z użytku, ale w praktyce nie dało się z niej korzystać. Chłopcy też to wiedzieli, ale co innego słyszeć opowieści o płaczącym duchu, a co innego słyszeć i widzieć szarą, przezroczystą postać, zalewającą się łzami. Fascynujący, ale nieco odstręczający widok. - Chodź.
Olivia pociągnęła Rowleya za nadgarstek, a sama wskoczyła w najbliższy korytarz. Przytuliła się do ściany pomiędzy kolumnami tak, jakby od tego zależało jej życie. Blada zwykle twarz była jeszcze bledsza.
- Zasłoń mnie, błagam, bo zaraz ja będę kolejnym duchem nawiedzającym Hogwart - syknęła, książką zasłaniając twarz. Jak dziecko, które myśli, że gdy nie widać jego głowy, to nie widać reszty ciała.