22.10.2023, 21:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.10.2023, 21:08 przez Brenna Longbottom.)
- Mam na myśli połączenie umysłu mordercy z umysłem ofiary. Druga osoba może pojawiać się z dwóch przyczyn, przynajmniej moim zdaniem. Albo ten gość jest tak chory, że organizuje igrzyska, albo to kwestia tego, że… pojawia się ktoś, komu na tej osobie zależy. Jakby… otwierają ją na siebie, w efekcie ubocznym przyciąga też kogoś, po kim ta osoba spodziewałaby się ratunku? Obstawiałabym to drugie, bo zdawał się mnie nie spodziewać, ale nie mamy pewności – wyjaśniła Brenna, bardzo cierpliwie, i jak na siebie wypowiadając wszystkie słowa powoli i wyraźnie, żeby Borgin na pewno zrozumiał. I pomyśleć, że ten człowiek był kuzynem tak niesamowicie inteligentnej Dory. Widać Suzanne zabrała w loterii genetycznej prawie wszystkie szare komórki przodków, przekazała je swoim dzieciom i dla takiego Stanleya niewiele zostało.
Zawahała się nieco przy jego pytaniu, ale ostatecznie ściągnęła z szyi chustkę, czyniąc ten dzień pewnie jednym z najszczęśliwszych w jego życiu. Bo wciąż znajdowały się tam bardzo blade siniaki. Tyleż radości dla Borgina: ktoś próbował ją zabić! Tyleż rozczarowania: ten ktoś nie zdołał osiągnąć celu!
- Tak, ja – przyznała, bo w końcu to było w raportach, które przesyłała do Biura. I cóż, wizytę w Mungu ciężko było ukryć, uzdrowiciele plotkowali. I jej brat plotkował. Oczywiście, rodzinie i przyjaciołom nie zamierzała się przyznać, że celowo się wystawiła, wiedząc, że atak nastąpi, ale akurat Stanley na pewno nie będzie tym zmartwiony albo zły. Najwyżej pożałuje, że nie wiedział, by trzymać kciuki. Za mordercę, oczywiście. – W ten sposób przy okazji sprawdziliśmy, czy pojawia się fizycznie. Niestety: nie. Ale trudno powiedzieć, na ile jestem przypadkiem miarodajnym, bo chyba bardzo go wkurwiłam, jeśli nie za pierwszym, to za drugim razem, gdy wpadłam na niego w cudzych snach.
Mógł się uprzeć przy ponowieniu ataku, chociaż raz go odstraszono, bo po prostu zirytowała go gdzieś w momencie, w którym zepchnęła go z trybun w sennej stadninie Prewettów. Po tym, jak już raz nie pozwoliła mu dorwać Victorii.
– Prorok, nekrologi, wszystkie tajemnicze przypadki, gdy znaleziono kogoś martwego we własnym łóżku… przekopuję się przez to – mruknęła Brenna. W porządku, nawet Stanley czasem miewał dobre pomysły, ale w końcu jakoś musiał się utrzymać w tej pracy przez tyle lat. Chyba nie wszystko dało się załatwić na piękne oczy. Na Caspiana zresztą ta metoda by nie podziałała. – Na razie nie mam tropu. A czy robią to aurorzy? Nie wiem. Nie dostałam nawet informacji, czy ktoś przejął śledztwo.
Wzruszyła ramionami, niby to obojętnie, chociaż w głębi ducha wkurwiała się na to naprawdę niesamowicie. Jakby nie było, ona tu żadnego śledztwa nie prowadziła, co oznaczało, że wszystko, co robiła, robiła dodatkowo, po godzinach. Co też ją wkurzało, bo nie mogła na przykład wystąpić po oficjalne informacje z Departamentu Tajemnic. Może jednak ktoś działał – a po prostu z jakichś powodów utajniono całą sprawę?
Albo ten człowiek… był nieuchwytny? Nie istniał sposób, aby go dorwać?
Zawahała się nieco przy jego pytaniu, ale ostatecznie ściągnęła z szyi chustkę, czyniąc ten dzień pewnie jednym z najszczęśliwszych w jego życiu. Bo wciąż znajdowały się tam bardzo blade siniaki. Tyleż radości dla Borgina: ktoś próbował ją zabić! Tyleż rozczarowania: ten ktoś nie zdołał osiągnąć celu!
- Tak, ja – przyznała, bo w końcu to było w raportach, które przesyłała do Biura. I cóż, wizytę w Mungu ciężko było ukryć, uzdrowiciele plotkowali. I jej brat plotkował. Oczywiście, rodzinie i przyjaciołom nie zamierzała się przyznać, że celowo się wystawiła, wiedząc, że atak nastąpi, ale akurat Stanley na pewno nie będzie tym zmartwiony albo zły. Najwyżej pożałuje, że nie wiedział, by trzymać kciuki. Za mordercę, oczywiście. – W ten sposób przy okazji sprawdziliśmy, czy pojawia się fizycznie. Niestety: nie. Ale trudno powiedzieć, na ile jestem przypadkiem miarodajnym, bo chyba bardzo go wkurwiłam, jeśli nie za pierwszym, to za drugim razem, gdy wpadłam na niego w cudzych snach.
Mógł się uprzeć przy ponowieniu ataku, chociaż raz go odstraszono, bo po prostu zirytowała go gdzieś w momencie, w którym zepchnęła go z trybun w sennej stadninie Prewettów. Po tym, jak już raz nie pozwoliła mu dorwać Victorii.
– Prorok, nekrologi, wszystkie tajemnicze przypadki, gdy znaleziono kogoś martwego we własnym łóżku… przekopuję się przez to – mruknęła Brenna. W porządku, nawet Stanley czasem miewał dobre pomysły, ale w końcu jakoś musiał się utrzymać w tej pracy przez tyle lat. Chyba nie wszystko dało się załatwić na piękne oczy. Na Caspiana zresztą ta metoda by nie podziałała. – Na razie nie mam tropu. A czy robią to aurorzy? Nie wiem. Nie dostałam nawet informacji, czy ktoś przejął śledztwo.
Wzruszyła ramionami, niby to obojętnie, chociaż w głębi ducha wkurwiała się na to naprawdę niesamowicie. Jakby nie było, ona tu żadnego śledztwa nie prowadziła, co oznaczało, że wszystko, co robiła, robiła dodatkowo, po godzinach. Co też ją wkurzało, bo nie mogła na przykład wystąpić po oficjalne informacje z Departamentu Tajemnic. Może jednak ktoś działał – a po prostu z jakichś powodów utajniono całą sprawę?
Albo ten człowiek… był nieuchwytny? Nie istniał sposób, aby go dorwać?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.