29.10.2023, 21:42 ✶
Może przedstawienie było zbędne, może ściągnęli tylko uwagę na siebie (niepotrzebnie), a może jednak to była ta szansa na to, by ktoś skupił uwagę właśnie na nich, nie na Menodorze wchodzącej do środka. Gorzej, jeśli ktoś usadowił się właśnie w środku – co za problem, zwłaszcza mając do dyspozycji magię, spacyfikować lokatora i zająć strategiczne miejsce do obserwacji?
Może, dużo było tych może – miała jednak cichą nadzieję, że niewłaściwe oczy nie spojrzały w ich kierunku. Tyle że wolała, oczywiście, zakładać, że właśnie tak było, co za sobą pociągało kolejne założenia, konkretny tok myślenia.
Stąd też nie było ciepłych uśmiechów po odegranej scence, brakowało serdecznych uścisków i przeprosin (choć na dobrą sprawę – później, gdy ponownie się spotkali w ustalonym miejscu, z troską dopytała, czy przypadkiem nie przesadziła; mimo wszystko, starała się się, żeby to wyglądało wiarygodnie). A potem, gdy już czekała w wyznaczonym miejscu, pozostawało obgryzanie paznokci. Metaforyczne, bo jednak nie leżało to w naturze Bones, żeby znęcać się nad swoimi paznokciami.
Ba, może nawet nie powinni byli puszczać Crawley samej… ale trudno, czasu nie dało się cofnąć, podjętych wyborów nie dało się już zmienić. Odetchnęła z ulgą, gdy kobieta wróciła, cała i zdrowa, wraz ze zdobyczą. Ale…
- Po prostu cudownie – stwierdziła chmurnie na takie wieści. Oczywiście że ktoś się tu kręcił. Co tylko dowodziło, że bardzo głupio wybrali, puszczając Menodorę samą – a jeśli ktoś by był w mieszkaniu? Jeśli by na kogoś natrafiła…? Cudownie.
Żadnego rozdzielania się więcej.
- W każdym razie, dobra robota – pochwaliła Dorę, odbierając od niej rzeczy. Teraz miała większe szanse na złapanie tropu – I zbierajmy się, nie traćmy więcej czasu. Kings Cross? – zasugerowała następne miejsce, do jakiego powinni się udać. Może jakimś cudem coś…
Może.
W każdym razie, gdzieś musieli zacząć.
Może, dużo było tych może – miała jednak cichą nadzieję, że niewłaściwe oczy nie spojrzały w ich kierunku. Tyle że wolała, oczywiście, zakładać, że właśnie tak było, co za sobą pociągało kolejne założenia, konkretny tok myślenia.
Stąd też nie było ciepłych uśmiechów po odegranej scence, brakowało serdecznych uścisków i przeprosin (choć na dobrą sprawę – później, gdy ponownie się spotkali w ustalonym miejscu, z troską dopytała, czy przypadkiem nie przesadziła; mimo wszystko, starała się się, żeby to wyglądało wiarygodnie). A potem, gdy już czekała w wyznaczonym miejscu, pozostawało obgryzanie paznokci. Metaforyczne, bo jednak nie leżało to w naturze Bones, żeby znęcać się nad swoimi paznokciami.
Ba, może nawet nie powinni byli puszczać Crawley samej… ale trudno, czasu nie dało się cofnąć, podjętych wyborów nie dało się już zmienić. Odetchnęła z ulgą, gdy kobieta wróciła, cała i zdrowa, wraz ze zdobyczą. Ale…
- Po prostu cudownie – stwierdziła chmurnie na takie wieści. Oczywiście że ktoś się tu kręcił. Co tylko dowodziło, że bardzo głupio wybrali, puszczając Menodorę samą – a jeśli ktoś by był w mieszkaniu? Jeśli by na kogoś natrafiła…? Cudownie.
Żadnego rozdzielania się więcej.
- W każdym razie, dobra robota – pochwaliła Dorę, odbierając od niej rzeczy. Teraz miała większe szanse na złapanie tropu – I zbierajmy się, nie traćmy więcej czasu. Kings Cross? – zasugerowała następne miejsce, do jakiego powinni się udać. Może jakimś cudem coś…
Może.
W każdym razie, gdzieś musieli zacząć.