22.10.2023, 23:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.11.2023, 19:59 przez Olivia Quirke.)
- Nie boję - odpowiedziała dopiero wtedy, gdy zawodzenie stało się na tyle ciche, że Marta nie mogła ich... jej - usłyszeć. Olivia odwróciła głowę tak, że policzkiem niemal dotykała kamiennej ściany. Była zimna i wilgotna, idealnie chłodziła rozgrzany od emocji policzek. wszystko dlatego, że gdy krew już się zorientowała, że nie musi płynąć w nogi by ruda mogła uciec, to wróciła do twarzy i sprawiła, że policzki Olivii pokryły się czerwienią. A Leviathan wcale sprawy nie ułatwiał. Nachylał się i zbliżał tak, jakby rozmawiał z kimś zdecydowanie bliższym, niż Olivia. - Ja...
Ruda przełknęła ślinę. Nie, poprawka - jednak ułatwiał. Całe to nachylanie się i świdrowanie wzrokiem, cała hipnotyzująca atmosfera została przerwana niemal natychmiast przez... No - bycie Leviathanem.
- Jeśli musisz wiedzieć, to nie - odpowiedziała, zadzierając głowę. Był od niej wyższy, lecz tym razem chodziło o to, by pokazać, że się go nie boi i nie wycofa w tej rozmowie, nawet jeśli z niej kpi. Zadarła więc wyzywająco podbródek, a ręce splotła z tyłu, przy ścianie, by ukryć drżenie od emocji. Tego miał nie widzieć. - Jeśli już musisz wiedzieć, to PRAWIE wysadziła toaletę i to tylko dlatego, że mnie nie zauważyła na początku. Zostawiłam tam przy tym coś... Cennego. Ogólnie wkurzyła się na mnie wtedy, bo podsłuchałam jej rozmowę z jakąś uczennicą Slytherinu. Nie wiem, kto to był, ale na pewno z wyższego roku. Chciała wrobić Martę w jakąś dziwną akcję z pierwszorocznymi. Mówili, że Marta umarła z żalu przez to, że się z niej wyśmiewali i chcą sprawdzić jej reakcję.
Starała się mówić spokojnie i powoli, ale zmiękła pod wpływem wzroku Rowleya. Spuściła więc swój własny i wbiła go w buty, a na koniec wzruszyła ramionami, jakby to było nic takiego. Jakby ta cała historia była tylko nic nieznaczącą opowiastką, anegdotką między zajęciami.
- No i Marta się wkurzyła. Bo tamte miały się z niej śmiać, a wiesz jak ona jest wyczulona, to chyba każdy wie. I obwinia o wszystko mnie, bo im przerwałam w tej małej zemście. Teraz pewnie lata i mnie szuka, żeby powiedzieć, że zostawiłam lis... pewną rzecz, którą na pewno przeczytała. I rozpowie każdemu - znowu wzruszyła ramionami. - Więc nie, nie boję się jej. Po prostu subtelnie i z gracją unikam konfrontacji!
Olivia poczuła się nieco lepiej, gdy wyrzuciła z siebie wszystko, co się stało w ostatnim tygodniu. Odetchnęła i wyraźnie się rozluźniła, nawet z powrotem przeniosła spojrzenie na Leviathana. I nawet się uśmiechnęła! A na piegowatej twarzy pojawił się zakłopotany uśmiech, spotęgowany ostatnimi wypowiedzianymi słowami. Obracanie wszystkiego w żart zawsze działało.
- No. To idziemy do tej biblioteki, czy mam ci wysłać sowę z zaproszeniem na różowej kopercie w zamian za twój ratunek godny średniowiecznych rycerzy? - rozszerzyła usta w szerokim uśmiechu, ale wciąż nie przestawała opierać się o ścianę. Dziękowała wszystkim siłom, że akurat nikt nie postanowił tędy przechodzić, bo sytuacja wyglądała bardzo jednoznacznie. A przecież taka nie była! Tylko kto by, kurczę, uwierzył w to, że chowała się przed Jęczącą Martą?
Ruda przełknęła ślinę. Nie, poprawka - jednak ułatwiał. Całe to nachylanie się i świdrowanie wzrokiem, cała hipnotyzująca atmosfera została przerwana niemal natychmiast przez... No - bycie Leviathanem.
- Jeśli musisz wiedzieć, to nie - odpowiedziała, zadzierając głowę. Był od niej wyższy, lecz tym razem chodziło o to, by pokazać, że się go nie boi i nie wycofa w tej rozmowie, nawet jeśli z niej kpi. Zadarła więc wyzywająco podbródek, a ręce splotła z tyłu, przy ścianie, by ukryć drżenie od emocji. Tego miał nie widzieć. - Jeśli już musisz wiedzieć, to PRAWIE wysadziła toaletę i to tylko dlatego, że mnie nie zauważyła na początku. Zostawiłam tam przy tym coś... Cennego. Ogólnie wkurzyła się na mnie wtedy, bo podsłuchałam jej rozmowę z jakąś uczennicą Slytherinu. Nie wiem, kto to był, ale na pewno z wyższego roku. Chciała wrobić Martę w jakąś dziwną akcję z pierwszorocznymi. Mówili, że Marta umarła z żalu przez to, że się z niej wyśmiewali i chcą sprawdzić jej reakcję.
Starała się mówić spokojnie i powoli, ale zmiękła pod wpływem wzroku Rowleya. Spuściła więc swój własny i wbiła go w buty, a na koniec wzruszyła ramionami, jakby to było nic takiego. Jakby ta cała historia była tylko nic nieznaczącą opowiastką, anegdotką między zajęciami.
- No i Marta się wkurzyła. Bo tamte miały się z niej śmiać, a wiesz jak ona jest wyczulona, to chyba każdy wie. I obwinia o wszystko mnie, bo im przerwałam w tej małej zemście. Teraz pewnie lata i mnie szuka, żeby powiedzieć, że zostawiłam lis... pewną rzecz, którą na pewno przeczytała. I rozpowie każdemu - znowu wzruszyła ramionami. - Więc nie, nie boję się jej. Po prostu subtelnie i z gracją unikam konfrontacji!
Olivia poczuła się nieco lepiej, gdy wyrzuciła z siebie wszystko, co się stało w ostatnim tygodniu. Odetchnęła i wyraźnie się rozluźniła, nawet z powrotem przeniosła spojrzenie na Leviathana. I nawet się uśmiechnęła! A na piegowatej twarzy pojawił się zakłopotany uśmiech, spotęgowany ostatnimi wypowiedzianymi słowami. Obracanie wszystkiego w żart zawsze działało.
- No. To idziemy do tej biblioteki, czy mam ci wysłać sowę z zaproszeniem na różowej kopercie w zamian za twój ratunek godny średniowiecznych rycerzy? - rozszerzyła usta w szerokim uśmiechu, ale wciąż nie przestawała opierać się o ścianę. Dziękowała wszystkim siłom, że akurat nikt nie postanowił tędy przechodzić, bo sytuacja wyglądała bardzo jednoznacznie. A przecież taka nie była! Tylko kto by, kurczę, uwierzył w to, że chowała się przed Jęczącą Martą?