• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[4.03.1971] Tu mi kaktus wyrośnie

[4.03.1971] Tu mi kaktus wyrośnie
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#7
23.10.2023, 00:02  ✶  

Ta źle poukładana głowa sięgała w końcu do prawdziwego i bardziej nawet ogólnego strachu - że będzie się niewystarczająco dobrym. Za mało doskonałym. Dlatego zostaniesz w końcu sam - tak by to leciało. To było irracjonalne, bo w końcu było wiele osób, które temu zaprzeczały. Ich obecność w życiu Laurenta stanowiła żywy dowód na to, że blondyn prezentował sobą coś więcej. Na tyle, że naprawdę sporo osób gotowych było nawet ręczyć za jego bezpieczeństwo swoim życiem. Ilu ludzi mogło coś takiego powiedzieć o sobie? Być może sporo. A być może właśnie niewielu. Strata jednak tej powierzchowności może była zupełnie pusta z jego strony, może powinien usłyszeć, że przecież nie tylko wygląd się liczy, albo że - nie jest on najważniejszy. Bo to, że nie tylko się liczył..? Tak, to prawda. Nie tylko. Było wiele ważniejszych cech... ale Laurent był próżny. Kiedy spędziło się z nim więcej czasu to była cecha zauważalna. Odpychała go brzydota prawie tak samo jak pokonywało go okrucieństwo. Był przyzwyczajony do zadbanych ludzi (bo niekoniecznie musieli być od razu piękni), do pięknych salonów i do pewnej dozy uprzejmości, kultury osobistej. Nawet przejawy grubiaństwa i chamstwa potrafiły sprawiać, że wpadał w dyskomfort, a przynajmniej odbierał to jako uskok od jego norm i tego, czym chciałby się otaczać. On po prostu nie pokazywał tej próżności i uważał ją samą za brzydką cechę. I przede wszystkim nie dostrzegał tylko powierzchowności, bo nawiązywał bliższe relacje (i trwałe) tylko z ludźmi, którzy mieli w sobie wartość emocjonalną i mentalną.

W tym kompleksie własnej niedoskonałości i tej małej próżności to było oderwanie przynajmniej połowy jego życia, a może i nawet większej. Gdyby Victoria zaczęła się tu śmiać chyba by się rozpłakał - o to w końcu też nie było bardzo trudno. Bywali ludzie wrażliwi i bywał Laurent, który zaczynał płakać, kiedy widział chorą jaskółkę leżącą na trawie. To jest - płakał już po tym, jak ją uratował, albo... jak nie udało się jej uratować. W przypadku tego drugiego płakał następne dwa dni i za każdym razem, jak mu się o tym przypomniało. Płakał, kiedy inni doznawali krzywdy i nie płakali, kiedy działo się coś złego, kiedy był przerażony... Beksa. Był zwyczajną beksą, żeby potem wyjść na salony i prezentować sobą pewność siebie, która nie szła w parze z obrazem tak przewrażliwionego człowieka. Już zupełnie by go ogarnęła rozpacz od tego śmiechu, bo od tego, żeby tutaj jego głowa strzeliła w niego samego piorunem dzielił ich dosłownie krok. Na szczęście nie dość, że żaden piorun nie strzelił to jeszcze katastrofa została zarzegnana.

- Nie, nic mi nie jest. - Odparł trochę pośpiesznie na to pytanie, czy boli. No nie bolał. W zasadzie w ogóle tego CZEGOŚ nie czuł, na Morganę, on nie chciał nawet o tym myśleć ani się nad tym zastanawiać. Tym nie mniej - musiał. Chciał się tego pozbyć, bardzo potrzebował pomocy Victorii, była tutaj zbawieniem, w ogóle... to, że tutaj była było zbawienne samo w sobie. Gdyby stało się to przy kimś innym, albo gdyby wydarzyłoby się, jakby wyszedł... o zgrozo. Jakie to by było złe! Jakie tragiczne! W każdym razie - rzeczywiście nic nie czuł z tą paskudną rośliną. A jej prychnięcie odebrał rzeczywiście jako krytykę tego, co było na pudełku. No bo tak, sam się w zasadzie załamał. - Boże, jakbym cofnął się do szkoły. - Chociaż tam potrafili nawet bardziej okrutne żarty sobie z niego robić. Z tej jego głupiej naiwności i wiary w ludzi, bo nawet nie pomyślał, że ktoś mógł mieć na myśli czegoś złego. Powiedział to z twarzą schowaną w dłoniach i tylko pokiwał głową, przysiadając na wannie. Czekając na zbawienie Victorii. Była tutaj jego aniołem stróżem, jego wybawicielką, poskramiaczką kaktusów! Spojrzał na nią przez palce rozchylone na boki... i zdjął dłonie z twarzy, gdy zadała to pytanie. Ocenił. Wycenił. Odwrócił się w kierunku lustra trochę niepewnie. Efekt był prawie jak balonika, z którego nagle uszło powietrze.

- Och... - Odetchnął z ulgą i położył dłonie na poziomie serca, by zaraz złapać Victorię i objąć ją, przyciągając do siebie wielką wybawicielkę. - Mój ty aniele stróżu... dziękuję ci... - Ucałował jej nagą skórę. - Jakie to było upokarzające... - Wzdrygnął się aż i wzdrygnął mocno, jakby chciał z siebie strzepnąć to wspomnienie i nigdy, ale to NIGDY do niego nie wracać. Chociaż pewnie po czasie zacznie jednak bawić.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (2292), Victoria Lestrange (1863)




Wiadomości w tym wątku
[4.03.1971] Tu mi kaktus wyrośnie - przez Laurent Prewett - 22.10.2023, 10:55
RE: [4.03.1971] Tu mi kaktus wyrośnie - przez Victoria Lestrange - 22.10.2023, 11:56
RE: [4.03.1971] Tu mi kaktus wyrośnie - przez Laurent Prewett - 22.10.2023, 15:32
RE: [4.03.1971] Tu mi kaktus wyrośnie - przez Victoria Lestrange - 22.10.2023, 16:17
RE: [4.03.1971] Tu mi kaktus wyrośnie - przez Laurent Prewett - 22.10.2023, 16:58
RE: [4.03.1971] Tu mi kaktus wyrośnie - przez Victoria Lestrange - 22.10.2023, 18:17
RE: [4.03.1971] Tu mi kaktus wyrośnie - przez Laurent Prewett - 23.10.2023, 00:02
RE: [4.03.1971] Tu mi kaktus wyrośnie - przez Victoria Lestrange - 23.10.2023, 08:21

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa