13.11.2022, 00:45 ✶
Mężczyzna próbował coś mówić, ale Florence przerwała mu stanowczym tonem, krótko informując, że nie dolega mu już nic poważnego i niedługo zostanie zabrany do Munga. Szybki rzut oka w jego przyszłość, okupiony atakiem migreny, pozwalał mniemać, że za godzinę wciąż będzie żywy, mogła więc biec dalej.
Dopadła Seraphiny i kobiety. Dopiero klękając przy nich, spojrzała wreszcie na twarz Prewett - i to tylko dlatego, że rozpoznała jej głos, bo w pierwszej chwili całą swoją uwagę skupiała na rannej. Otworzyła lekko usta, zdumiona, bo Seraphina była jedną z ostatnich osób, które spodziewałaby się tu zastać. Nie zadawała jednak głupich pytań w rodzaju "jak się tu znalazłaś?" ani nie wygłaszała stwierdzeń w rodzaju "och, Seraphina, to ty?!", bo w tej chwili nie było na to czasu.
- Jesteś ranna? - spytała zamiast tego, spoglądając na czerwień, barwiącą sukienkę Seraphiny. - Dasz tutaj radę? - upewniła się jeszcze. Była specjalistką raczej w leczeniu urazów pomagicznych, łamaniu klątw i zdejmowaniu skutków zaklęć niż chorobach genetycznych, ale każdy uzdrowiciel musiał liznąć i innych specjalizacji, a ona interesowała się chorobą Milforda nijako prywatnie. Nie na tyle, by faktycznie w pełni pojmować wszystkie skutki uboczne, ale na tyle, by dość mgliście zdawać sobie sprawę z tego, że przebywanie tutaj mogło być dla Seraphiny trudniejsze niż dla całkiem zdrowej osoby.
A było trudne nawet dla Florence, która w tej chwili chciałaby znaleźć się przynajmniej w trzech miejscach jednocześnie.
Pochyliła się nad kobietą, kontrolując jej stan i zmięła w ustach przekleństwo. Urazy wewnętrzne, jak nic, pomyślała. Dlaczego, och dlaczego to nie mogło być po prostu jakieś zaklęcie albo klątwa? W tym Florence się specjalizowała, urazy powstałe wobec zadeptania były już czymś, co wymagało od niej więcej trudów...
- Nie naciskaj zbyt mocno, nie dotykaj klatki piersiowej - poprosiła w odpowiedzi na pytanie, czy "robi to dobrze", kiedy kobieta jęknęła i spróbowała się poruszyć. Florence wyszeptała zaklęcie, najpierw jedno, później drugie. Nie przerwała, chociaż gdzieś zza rogiem rozległy się jakieś trzaski, coś, co mogło równie dobrze świadczyć o tym, że Brygada właśnie kogoś aresztowała, ktoś korzystał z zamieszania i włamywał się do jednego z pobliskich sklepów albo że sprawcy zamieszania jednak wcale nie znikli...
Dopadła Seraphiny i kobiety. Dopiero klękając przy nich, spojrzała wreszcie na twarz Prewett - i to tylko dlatego, że rozpoznała jej głos, bo w pierwszej chwili całą swoją uwagę skupiała na rannej. Otworzyła lekko usta, zdumiona, bo Seraphina była jedną z ostatnich osób, które spodziewałaby się tu zastać. Nie zadawała jednak głupich pytań w rodzaju "jak się tu znalazłaś?" ani nie wygłaszała stwierdzeń w rodzaju "och, Seraphina, to ty?!", bo w tej chwili nie było na to czasu.
- Jesteś ranna? - spytała zamiast tego, spoglądając na czerwień, barwiącą sukienkę Seraphiny. - Dasz tutaj radę? - upewniła się jeszcze. Była specjalistką raczej w leczeniu urazów pomagicznych, łamaniu klątw i zdejmowaniu skutków zaklęć niż chorobach genetycznych, ale każdy uzdrowiciel musiał liznąć i innych specjalizacji, a ona interesowała się chorobą Milforda nijako prywatnie. Nie na tyle, by faktycznie w pełni pojmować wszystkie skutki uboczne, ale na tyle, by dość mgliście zdawać sobie sprawę z tego, że przebywanie tutaj mogło być dla Seraphiny trudniejsze niż dla całkiem zdrowej osoby.
A było trudne nawet dla Florence, która w tej chwili chciałaby znaleźć się przynajmniej w trzech miejscach jednocześnie.
Pochyliła się nad kobietą, kontrolując jej stan i zmięła w ustach przekleństwo. Urazy wewnętrzne, jak nic, pomyślała. Dlaczego, och dlaczego to nie mogło być po prostu jakieś zaklęcie albo klątwa? W tym Florence się specjalizowała, urazy powstałe wobec zadeptania były już czymś, co wymagało od niej więcej trudów...
- Nie naciskaj zbyt mocno, nie dotykaj klatki piersiowej - poprosiła w odpowiedzi na pytanie, czy "robi to dobrze", kiedy kobieta jęknęła i spróbowała się poruszyć. Florence wyszeptała zaklęcie, najpierw jedno, później drugie. Nie przerwała, chociaż gdzieś zza rogiem rozległy się jakieś trzaski, coś, co mogło równie dobrze świadczyć o tym, że Brygada właśnie kogoś aresztowała, ktoś korzystał z zamieszania i włamywał się do jednego z pobliskich sklepów albo że sprawcy zamieszania jednak wcale nie znikli...