23.10.2023, 19:15 ✶
Słuchała z zapartym tchem opowieści Geraldine, a im dłużej słuchała, tym większy strach ją ogarniał. Nigdy nie słyszała o takich stworzeniach. Nawet o czymś podobnym. Zdecydowanie były straszniejsze od dementorów - i bardziej niebezpieczne. Poczuła nieodpartą chęć, by znowu sięgnąć po papierosa. Zanim jednak to zrobiła, chwyciła za szklankę towarzyszki i wstała.
- Po czymś takim muszę się napić - wymamrotała, wypijając wino duszkiem. Ruszyła do lady i zamówiła im obu to samo. Jeśli Gerry chciałaby oddać jej pieniądze, machnęłaby tylko ręką. Najwyżej po następną kolejkę pójdzie ona. Tak to działało - raz ta, raz tamta. A tu jeszcze tamta dawała takie historie, że Olivia bała się, że może mieć dzisiaj większy problem z zaśnięciem. - A jeśli nie opuszczają Kniei, bo im tak nakazał?
Zapytała cicho, w końcu sięgając po papierosa. Nie dlatego, że musiała - po prostu czuła, że musi coś ze sobą zrobić, a wypicie duszkiem zawartości kieliszka nie wchodziło w grę. Więc postanowiła zatruć płuca: sprytne, nie ma co.
- Albo coś poszło nie tak i mieli zaatakować wszystkich. Możemy gdybać, ale chyba wstęp tam jest teraz zabroniony? - zapytała, drżącą ręką odpalając zapalniczkę. Musiała powtórzyć ten ruch kilka razy, zanim nie uzyskała płomienia, zdolnego odpalić ćmika. - Co się z nim stało? Z chłopcem?
Uwierało ją to. Drażniły ją wszelkie niedopowiedzenia, zwłaszcza jeśli na wyciągnięcie ręki miała osobę, od której mogła wyciągnąć informacje. Podejrzewała, że chłopak trafił do Munga, ale może... umarł? Jej serce ścisnął lód na samą myśl o tak strasznym losie.
- Po czymś takim muszę się napić - wymamrotała, wypijając wino duszkiem. Ruszyła do lady i zamówiła im obu to samo. Jeśli Gerry chciałaby oddać jej pieniądze, machnęłaby tylko ręką. Najwyżej po następną kolejkę pójdzie ona. Tak to działało - raz ta, raz tamta. A tu jeszcze tamta dawała takie historie, że Olivia bała się, że może mieć dzisiaj większy problem z zaśnięciem. - A jeśli nie opuszczają Kniei, bo im tak nakazał?
Zapytała cicho, w końcu sięgając po papierosa. Nie dlatego, że musiała - po prostu czuła, że musi coś ze sobą zrobić, a wypicie duszkiem zawartości kieliszka nie wchodziło w grę. Więc postanowiła zatruć płuca: sprytne, nie ma co.
- Albo coś poszło nie tak i mieli zaatakować wszystkich. Możemy gdybać, ale chyba wstęp tam jest teraz zabroniony? - zapytała, drżącą ręką odpalając zapalniczkę. Musiała powtórzyć ten ruch kilka razy, zanim nie uzyskała płomienia, zdolnego odpalić ćmika. - Co się z nim stało? Z chłopcem?
Uwierało ją to. Drażniły ją wszelkie niedopowiedzenia, zwłaszcza jeśli na wyciągnięcie ręki miała osobę, od której mogła wyciągnąć informacje. Podejrzewała, że chłopak trafił do Munga, ale może... umarł? Jej serce ścisnął lód na samą myśl o tak strasznym losie.