Otrzymane zapewnienie nie tylko go ucieszyło, ale przede wszystkim uspokoiło. Naprawdę nie posądzał tej dziewczyny o zamiar skrzywdzenia należących do niego psidwaków, tylko ludzie są różni i nawet w tym miejscu mógł trafić znacznie gorzej, na kogoś, kto nie ma wewnętrznych oporów przed zrobieniem krzywdy zwierzętom. Takie zapewnienie ze strony Elaine pogłębiło całkiem dobre pierwsze wrażenie, jakie na nim zrobiła, bo miała serce na właściwym miejscu.
— Dobrze to o pannie świadczy. — Docenił skierowane do niego słowa. — Jako właściciel tych muszę dmuchać na zimne. Taki incydent musiałbym zgłosić do Ministerstwa, które zajmuje się wydawaniem pozwoleń na posiadanie psidwaków. — Nie wszyscy o tym muszą wiedzieć, że posiadanie tych magicznych zwierząt wymaga spełnienia szeregu wymogów i wypełnienia sterty papierów. Już dawno zaproponowałby jej możliwość pogłaskania swoich psów, jednak nie wydawało mu się to dobrym pomysłem. Przynajmniej w tym momencie, tym bardziej, że psidwaki nadal chowały się za jego nogami i wydawały się nadal być płochliwe. W dalszym ciągu czuł na sobie spojrzenie młodej czarownicy.
— W taką pogodę najchętniej nie wracałbym do domu, tylko spędzał czas w takich miejscach jak to albo we własnym sadzie, leżąc na hamaku i obserwując biegające psy. — Wyznał swojej rozmówczyni po tym jak wymienili uścisk dłoni. W dalszym ciągu uśmiech nie schodził mu z ust. Na moment udało mu się odepchnąć odczuwane przez niego przygnębienie i całą gamę negatywnych emocji, które towarzyszyły mu od czasu Beltane. Pozostawił za sobą swoje wszystkie problemy, co wiązało się z krótkotrwałym uczuciem ulgi. Nie zacznie zwierzać się z tego wszystkiego tej dziewczynie. To nie było w jego stylu. Nawet gdyby było inaczej to tego rodzaju szczerość oznaczała tylko dodatkowe problemy.
— Nieczęsto to słyszę... bo zwykle większość osób mnie rozpoznaje na pierwszy rzut oka, o ile interesują się sportem. Jestem szukającym Zjednoczonych z Puddlemere. Ja natomiast panny zupełnie nie kojarzę, choć bywam często w Dolinie. Pracuje panna tutaj? — Starał się aby jego odpowiedź brzmiała jak najbardziej neutralnie. Tak jak czasem potrzebował odetchnąć od tłumów swoich fanów i rozpoznających go na ulicy osób, odetchnąć trochę, tak naprawdę trudno było od tego uciec. Drugą kwestią było to, że naprawdę istniały osoby, które go nie znały albo kojarzyły w taki sposób, jak właśnie Elaine. Nie mógł powiedzieć tego samego. Może zechce powiedzieć, czy pracuje w tym miasteczku i gdzie konkretnie, jeśli tak. W jakimś stopniu widział ją zatrudnioną w restauracji "U Lizzy".