23.10.2023, 22:26 ✶
„Walczyłam, w końcu jestem brygadzistką, byłam na służbie, jak wielu innych” – powiedziała naszej redakcji Heather Wood... - oczy Murtagha prześlizgiwały się po artykule z Proroka Codziennego z umiarkowaną ciekawością. Nie potrzebował gazet, żeby być za bieżąco z najciekawszymi wydarzeniami, ale też uważał za swój obowiązek wiedzieć, co prasa pisze na ten temat. W końcu to ona z dużej mierze kształtowała opinię publiczną. Tym razem czytanie ze zrozumieniem utrudniał mu jeden mały szczegół - lada moment w jego biurze miała pojawić się Sarah Macmillan, jego "mlodsa siostsycka", jak ją kiedyś przedrzeźniająco nazywał. Sam nie wiedział, czego spodziewać się po tym spotkaniu. Czy dziewczyna będzie chciała sprowadzić go na powrót na łono rodziny? Czy będzie na niego zła, czy może bardziej zmartwiona? W jej listach dostrzegł obie te emocje. Nie mogąc dalej skupić się na czytaniu, odłożył gazetę i rozejrzał się po swoim biurze.
Pomieszczenie było dość przestronne. Mieściło w sobie zabytkowe, mahoniowe biurko i fotel na którym właśnie siedział, skórzaną kanapę i dwa fotele ze stolikiem kawowym dla bardziej nieformalnych rozmów, rzędy szaf z poustawianymi na nich księgami oraz duże, zaczarowane okno, za którym tego dnia padał rzęsisty deszcz. Większość pracy jego biura odbywała się w trzech pomieszczeniach, do których prowadziły ozdobione podobizną skrzata domowego drzwi. On już od dawna nie musiał zajmować się większością praktycznych aspektów rejestracji i relokacji skrzatów domowych i robił to tylko w wyjątkowych sytuacjach. Przez większość czasu nadzorował pracę swoich podwładnych, składał podpisy na pismach i odpowiadał za komunikację z szefami innych biur ministerstwa, kiedy to było wymagane.
Jego przemyślenia przerwało pojawienie się w biurze dziewczyny, która wparowała do środka, nawet nie pukając. Jego twarz nie zdradziła żadnego wyrazu, a usta rozwarły się lekko aby wyrzucić ją za drzwi, ale wtedy ona usiadła i usłyszał jej głos. Jakże drogi mu niegdyś, sepleniący sopran, którego radość była kiedyś jego jedynym celem w życiu. Och, jakże dawno temu to było! Serce zabiło mu szybciej - nie wiedział, ze strachu czy podekscytowania - ale ukrył to szybko, odsuwając na bok gazetę i poprawiając krzywo leżące pióro.
- Szybko wydajesz opinie, siostrzyczko. - jego głos ociekał sarkazmem, ale czy nie jest powszechnie wiadomym, że najlepszą obroną jest atak? - Wystarczy ominąć kilka rodzinnych obiadków, oraz poświęcić się swoim ideałom a już jest się zdrajcą? - dodał, uspokajając swój głos do spokojnego stacatto, każde słowo wypowiadając z rozwagą.
- Proszę powiedz, że nie fatygowałaś się aż tutaj bo się za mną stęskniłaś. - naprawdę starał się nie okazywać tego, że widok siostry przywołał w nim wspomnienia z dzieciństwa, z czasów kiedy jego kompas moralny nie był jeszcze tak spaczony a jego ręce ubrudzone krwią niewinnych.
Pomieszczenie było dość przestronne. Mieściło w sobie zabytkowe, mahoniowe biurko i fotel na którym właśnie siedział, skórzaną kanapę i dwa fotele ze stolikiem kawowym dla bardziej nieformalnych rozmów, rzędy szaf z poustawianymi na nich księgami oraz duże, zaczarowane okno, za którym tego dnia padał rzęsisty deszcz. Większość pracy jego biura odbywała się w trzech pomieszczeniach, do których prowadziły ozdobione podobizną skrzata domowego drzwi. On już od dawna nie musiał zajmować się większością praktycznych aspektów rejestracji i relokacji skrzatów domowych i robił to tylko w wyjątkowych sytuacjach. Przez większość czasu nadzorował pracę swoich podwładnych, składał podpisy na pismach i odpowiadał za komunikację z szefami innych biur ministerstwa, kiedy to było wymagane.
Jego przemyślenia przerwało pojawienie się w biurze dziewczyny, która wparowała do środka, nawet nie pukając. Jego twarz nie zdradziła żadnego wyrazu, a usta rozwarły się lekko aby wyrzucić ją za drzwi, ale wtedy ona usiadła i usłyszał jej głos. Jakże drogi mu niegdyś, sepleniący sopran, którego radość była kiedyś jego jedynym celem w życiu. Och, jakże dawno temu to było! Serce zabiło mu szybciej - nie wiedział, ze strachu czy podekscytowania - ale ukrył to szybko, odsuwając na bok gazetę i poprawiając krzywo leżące pióro.
- Szybko wydajesz opinie, siostrzyczko. - jego głos ociekał sarkazmem, ale czy nie jest powszechnie wiadomym, że najlepszą obroną jest atak? - Wystarczy ominąć kilka rodzinnych obiadków, oraz poświęcić się swoim ideałom a już jest się zdrajcą? - dodał, uspokajając swój głos do spokojnego stacatto, każde słowo wypowiadając z rozwagą.
- Proszę powiedz, że nie fatygowałaś się aż tutaj bo się za mną stęskniłaś. - naprawdę starał się nie okazywać tego, że widok siostry przywołał w nim wspomnienia z dzieciństwa, z czasów kiedy jego kompas moralny nie był jeszcze tak spaczony a jego ręce ubrudzone krwią niewinnych.