24.10.2023, 14:32 ✶
Olivia nie do końca wiedziała, czemu Laurent skinął głową i co mu chodzi po głowie, ale uznała to za dobry znak. Głównie dlatego, że ona wolała sytuacje jasne i pewne - przynajmniej po jakimś czasie. Nie lubiła być zwodzoną i zwodzić. Wychodziła z założenia, że na samym początku ludzie się muszą dotrzeć, obojętnie czy była to relacja romantyczna, czy tylko koleżeńska. Ale gdy znali się na tyle, by sobie ufać, to zwodzenie było… Tak, okrutne to niezwykle adekwatne słowo, wyłączając oczywiście przekleństwa.
- Są, oczywiście, ale nie o takich uczuciach mówię. W innym przypadku każdy, kto zrani czyjeś uczucia albo chce chronić drugą osobę przez zranieniem, byłby skurwysynem, a przecież nie o to tu chodzi - odpowiedziała gładko, uśmiechając się gdy przesunął w jej stronę płaszcz. - Dziękuję. I nie wiem, czy jestem w stanie ci odpowiedzieć na to pytanie. Kryje się za tym jakaś fascynacja. Lubię to napięcie, gdy czują się skołowani, ale nigdy nie posuwam się dalej czy do rzeczy niebezpiecznych, jak mówisz. Zwykle nawet z nimi nie rozmawiam, po prostu obserwuję. Eksperymentuję, jak wolisz, czysto naukowe podejście.
Bardzo pięknie ubrała w płaszczyk cudownych i eleganckich słów najzwyklejszą w życiu wścibskość i chęć pchania nosa w nie swoje sprawy. Nawet jeśli oboje wiedzieli, że za tym “poszukiwaniem wiedzy” kryje się bezczelna ciekawość, to przynajmniej była ona ładnie opakowana. W metaforyczne pudełko z czerwoną wstążką.
Ruda otuliła się szczelniej płaszczem, gdy wyszli na zewnątrz. Od razu poczuła na swojej twarzy chłodny powiew wiatru. Zadrżała przy tym pierwszym kontakcie, dziękując w duchu Laurentowi po raz kolejny za to, że nie pozwolił jej odwiesić płaszcza.
- Rozumiem. Cieszę się, że to tylko ścięgno i będę trzymać kciuki za hipogryfa. Jeśli chcecie, mogę porozmawiać z ojcem, na pewno zna kogoś, kto zajmuje się wyłącznie leczeniem magicznych stworzeń. Ale jeśli on go zna, to pewnie już jest przy chorym hipogryfie w rezerwacie - powiedziała lekko, raźnym krokiem idąc obok mężczyzny. Z oddali widziała srebrzysto-białe zwierzęta. Czuła niezdrową ekscytację na samą myśl o tym, że podejdzie do nich tak blisko. Zupełnie jakby po raz pierwszy w życiu miała takiego dotknąć. Była tak zaaferowana, że z początku nie dosłyszała połowy tego, co mówił do niej Laurent.- Co?
Miała jeszcze dodać jaki Michael, ale nie zdążyła, bo Prewett już wołał rzekomego Michaela po imieniu. Olivia otuliła się szczelniej płaszczem. Dobrze, że mocno zaciskała szczęki, by zęby o siebie nie dzwoniły, bo inaczej niechybnie szczęka by jej opadła na ziemię, gdy w odezwie na wołanie podbiegł do nich jeden z abraksamów.
- Dzień dobry, Michaelu. Miło cię poznać. Nie będę zbliżać się do źrebiąt i nie będę was niepokoić - mimo że była zaskoczona jego słowami, to przywołała na twarz ciepły uśmiech. Starała się, by nie odebrał jej jako osoby, która przyszła do zoo pooglądać zwierzątka i pociumciać nad młodymi. Doskonale wiedziała, że abraksamy są dumne. I pamiętliwe jak cholera, tak jak niemagiczne konie. Dlatego też odczekała, aż oddali się od nich na pewną odległość, po czym przysunęła się do Laurenta tak, że otarła się o jego bok. - Jest wspaniały.
Szepnęła tak, by abraksam jej przypadkiem nie usłyszał. Jeszcze by go uraziła albo uznałby ją za bezczelną. Ale nie mogła się powstrzymać przed komentarzem.
- Są, oczywiście, ale nie o takich uczuciach mówię. W innym przypadku każdy, kto zrani czyjeś uczucia albo chce chronić drugą osobę przez zranieniem, byłby skurwysynem, a przecież nie o to tu chodzi - odpowiedziała gładko, uśmiechając się gdy przesunął w jej stronę płaszcz. - Dziękuję. I nie wiem, czy jestem w stanie ci odpowiedzieć na to pytanie. Kryje się za tym jakaś fascynacja. Lubię to napięcie, gdy czują się skołowani, ale nigdy nie posuwam się dalej czy do rzeczy niebezpiecznych, jak mówisz. Zwykle nawet z nimi nie rozmawiam, po prostu obserwuję. Eksperymentuję, jak wolisz, czysto naukowe podejście.
Bardzo pięknie ubrała w płaszczyk cudownych i eleganckich słów najzwyklejszą w życiu wścibskość i chęć pchania nosa w nie swoje sprawy. Nawet jeśli oboje wiedzieli, że za tym “poszukiwaniem wiedzy” kryje się bezczelna ciekawość, to przynajmniej była ona ładnie opakowana. W metaforyczne pudełko z czerwoną wstążką.
Ruda otuliła się szczelniej płaszczem, gdy wyszli na zewnątrz. Od razu poczuła na swojej twarzy chłodny powiew wiatru. Zadrżała przy tym pierwszym kontakcie, dziękując w duchu Laurentowi po raz kolejny za to, że nie pozwolił jej odwiesić płaszcza.
- Rozumiem. Cieszę się, że to tylko ścięgno i będę trzymać kciuki za hipogryfa. Jeśli chcecie, mogę porozmawiać z ojcem, na pewno zna kogoś, kto zajmuje się wyłącznie leczeniem magicznych stworzeń. Ale jeśli on go zna, to pewnie już jest przy chorym hipogryfie w rezerwacie - powiedziała lekko, raźnym krokiem idąc obok mężczyzny. Z oddali widziała srebrzysto-białe zwierzęta. Czuła niezdrową ekscytację na samą myśl o tym, że podejdzie do nich tak blisko. Zupełnie jakby po raz pierwszy w życiu miała takiego dotknąć. Była tak zaaferowana, że z początku nie dosłyszała połowy tego, co mówił do niej Laurent.- Co?
Miała jeszcze dodać jaki Michael, ale nie zdążyła, bo Prewett już wołał rzekomego Michaela po imieniu. Olivia otuliła się szczelniej płaszczem. Dobrze, że mocno zaciskała szczęki, by zęby o siebie nie dzwoniły, bo inaczej niechybnie szczęka by jej opadła na ziemię, gdy w odezwie na wołanie podbiegł do nich jeden z abraksamów.
- Dzień dobry, Michaelu. Miło cię poznać. Nie będę zbliżać się do źrebiąt i nie będę was niepokoić - mimo że była zaskoczona jego słowami, to przywołała na twarz ciepły uśmiech. Starała się, by nie odebrał jej jako osoby, która przyszła do zoo pooglądać zwierzątka i pociumciać nad młodymi. Doskonale wiedziała, że abraksamy są dumne. I pamiętliwe jak cholera, tak jak niemagiczne konie. Dlatego też odczekała, aż oddali się od nich na pewną odległość, po czym przysunęła się do Laurenta tak, że otarła się o jego bok. - Jest wspaniały.
Szepnęła tak, by abraksam jej przypadkiem nie usłyszał. Jeszcze by go uraziła albo uznałby ją za bezczelną. Ale nie mogła się powstrzymać przed komentarzem.