To wszystko było w ogólnym rozrachunku bardzo złym pomysłem. Całe wejście na ten przeklęty statek i cała ta przeprowadzona przez niego eksploracja, która miała swoje zwieńczenie w tym momencie... poczuł ból serca, jakby ono miało zatrzymać się w tym momencie pod wpływem niewidzialnego, lecz bardzo prawdziwego uścisku. Przycisnął dłoń do klatki piersiowej, w momencie gdy zabrakło mu tchu i osunął się zamroczony na podłogę. Zmrużył powieki, chcąc pozbyć się tych mroczków sprzed swoich oczu. Zdecydowanie nie chciał już tego oglądać i choć było mu wszystko jedno w tym momencie, tak ten przeklęty statek nie odpuszczał. Czując, że umiera widział mokre od wody ściany, odpadające tapety, zwiędłe kwiaty, szkło i ciemność, która zapanowała po awarii szalejącej sieci elektrycznej.
Czując nadchodzący koniec pomyślał o swojej rodzinie, którą pozostawił w prawdziwym świecie, czekającą na jego powrót. Nie pomyślał za to o swoim celu, którego nie zdążył zrealizować - nie wymierzył zasłużonej sprawiedliwości za krzywdy wyrządzone jego rodzinie, nie odpłacił krwią za krew nawet jeśli to nie przywróci światu wspaniałego człowieka, do którego niebawem dołączy. Zakręciło mu się w głowie, pociemniało przed oczami i stracił przytomność. Ostatnie, co poczuł przed osunięciem się w ciemność, poczuł słabnący uścisk pod żebrami, bijące serce.
Po przebudzeniu szumiało mu w głowie, czuł pod czaszką słabnący z każdą chwilą ból i czuł się naprawdę słaby. Powoli docierało do niego, że znajdował się na pokładzie statku, tam gdzie zapadł w naprawdę długi sen. Zatarła mu się granica między jawą i snem, czego zwieńczeniem była jego własna śmierć. Dla niego było to prawdziwe. Koszmarne, bolesne, ale prawdziwe. Nie podniósł się od razu, wsłuchując się w dobiegające z pokładu odgłosy.
Dopiero kiedy poczuł się zakorzeniony w prawdziwym świecie, z trudem i ciężkim westchnięciem podniósł się do siadu a potem ostrożnie stanął na drżących nogach. Potrzebował chwili na odzyskanie stabilności. Po rozejrzeniu wokół siebie nie dostrzegł żadnej z osób, które razem z nim wkroczyły na ten statek. Poza jedną - na drewnianych deskach leżała zwinięta w kłębek dziewczyna, która w tym śnie była żoną Sebastiana Heinzela. Jego żoną. Dostrzegał też nieruchome ciała. Martwi? Prawdopodobnie.
— Jak się czujesz? — Zwrócił się do młodej kobiety. Nie było to nad wyraz trafione pytanie, ale nieszczególnie teraz o to dbał. Będzie potrzebować po tym wszystkim kilku dni wolnego. Czuł się okropnie. Dotarły w końcu do niego odgłosy walki, dlatego zdecydował podążyć się w stronę atrium. Drogę znał bardzo dobrze, skoro w tamtym śnie zwiedził część tego statku - wyglądał on znacznie lepiej. Zbliżając się do wejścia do atrium, spostrzegł że ono płonie. Ktoś musiał podpalić ten statek, co nie było rozsądne. Ogień blokował mu przejście, a sam nie chciał zostać żywą pochodnią. Dlatego postanowił spróbować ugasić te płomienie wykształtowanym przez siebie potężnym strumieniem wody. Nie sięgnął po swoją różdżkę, posługując się własnymi rękami podczas czarowania.
Rzucam 2k100 na wykształtowanie potężnego strumienia wody do ugaszenia ognia przy wejściu do atrium
Sukces!
Sukces!