25.10.2023, 01:37 ✶
Z pewnością Victoria miała świętą rację – przynajmniej w przypadku Patricka, choć ten był więcej niż pewien, że raczej nie był odosobniony w swoim pragnieniu. Wszyscy tu zebrani chcieli przestać być Zimnymi. Być może wiodły nimi zupełnie różne pobudki, ale cel pozostawał ten sam (Stewarda na ten przykład, nie tyle nawet przerażało tkwiące w nim zimno, co fanatyczny ojciec i niechciana sława, która spłynęła wraz z tą przypadkową podróżą do limbo).
Zmarszczył brwi i podniósł wzrok na Mavelle, gdy ta wypowiedziała swoje słowa o nekromantach. Czyżby znała jakiegoś? Steward nie powiedziałby, że spodziewałby się po niej podobnych znajomości, ale jednocześnie nie powiedziałby, że zaskoczyło go, że mogłaby kogoś takiego znać. Sam z nekromantami niewiele mógł pomóc. Tak, niby wiedział, że Florence odrobinę znała się na tej sztuce, ale nigdy nie nazwałby jej nekromantką (to miano, może trochę fobicznie pozostawiał seryjnym mordercom pokroju szaleńca, którego zjadły jego własne twory). W jego głowie największym problemem byłoby odnalezienie jakiegoś ghula.
- Chodziliśmy do Hogwartu. Pełno tam duchów – zauważył. Nie żeby jakoś miał się upierać przy swojej teorii, ale wydawało mu się, że akurat ze znalezieniem ducha nie powinni mieć problemu. Sam znał dobrze przynajmniej dwa duchy. Jednym z nich była Jęcząca Marta, drugim upierdliwy arystokrata, którego miał nieszczęście razem z Brenną spotkać na cmentarzu (i przez którego stoczył walkę na śmierć i życie w zapyziałym mauzoleum na końcu świata). – A wampiry mają chyba jakiś rejestr ministerialny. Wystarczy sprawdzić, czy nie znalazłby się tam jakiś ochotnik. – I znowu przez głowę przeszedł mu znajomy Brenny. Młody mężczyzna, całkiem niedawno zamieniony w wampira, może by się zgodził na drobny datek energetyczny?
Steward westchnął. Własna nieprzydatność trochę w niego w tym momencie uderzyła. Tak bardzo skupiał się na siedzącym w głowie ojcu, że właściwie niewiele sam zrobił, by pozbyć się bycia zimnym. Tyle co pozwolił się zbadać Florence… Na myśl o niej poczuł przyjemny uścisk w żołądku. I tak teraz już wiedział, że odpowiadał za to rytuał miłosny z Beltane, ale nie zmieniało to tego, że nadal czuł co czuł (ach, no i nie oszukujmy się, nawet bez niego żywił do Florence wiele silnych i ciepłych uczuć).
- Jeśli chcecie, mogę spróbować znaleźć jakiegoś ducha – zaproponował. – Ale, być może, ten pomysł kompletnie nie ma sensu. – Tak naprawdę nie miał zielonego pojęcia, czy jego pomysł nie był zbyt głupi i zbyt niebezpieczny do realizacji. Atreus mógł mieć rację, że przypadkiem oddałby duchowi fragment siebie i stałby się niepełny. – Jakbyście potrzebowali z czymś mojej pomocy, dawajcie znać. Spróbuję pomóc. – O ile będę umiał.
Zmarszczył brwi i podniósł wzrok na Mavelle, gdy ta wypowiedziała swoje słowa o nekromantach. Czyżby znała jakiegoś? Steward nie powiedziałby, że spodziewałby się po niej podobnych znajomości, ale jednocześnie nie powiedziałby, że zaskoczyło go, że mogłaby kogoś takiego znać. Sam z nekromantami niewiele mógł pomóc. Tak, niby wiedział, że Florence odrobinę znała się na tej sztuce, ale nigdy nie nazwałby jej nekromantką (to miano, może trochę fobicznie pozostawiał seryjnym mordercom pokroju szaleńca, którego zjadły jego własne twory). W jego głowie największym problemem byłoby odnalezienie jakiegoś ghula.
- Chodziliśmy do Hogwartu. Pełno tam duchów – zauważył. Nie żeby jakoś miał się upierać przy swojej teorii, ale wydawało mu się, że akurat ze znalezieniem ducha nie powinni mieć problemu. Sam znał dobrze przynajmniej dwa duchy. Jednym z nich była Jęcząca Marta, drugim upierdliwy arystokrata, którego miał nieszczęście razem z Brenną spotkać na cmentarzu (i przez którego stoczył walkę na śmierć i życie w zapyziałym mauzoleum na końcu świata). – A wampiry mają chyba jakiś rejestr ministerialny. Wystarczy sprawdzić, czy nie znalazłby się tam jakiś ochotnik. – I znowu przez głowę przeszedł mu znajomy Brenny. Młody mężczyzna, całkiem niedawno zamieniony w wampira, może by się zgodził na drobny datek energetyczny?
Steward westchnął. Własna nieprzydatność trochę w niego w tym momencie uderzyła. Tak bardzo skupiał się na siedzącym w głowie ojcu, że właściwie niewiele sam zrobił, by pozbyć się bycia zimnym. Tyle co pozwolił się zbadać Florence… Na myśl o niej poczuł przyjemny uścisk w żołądku. I tak teraz już wiedział, że odpowiadał za to rytuał miłosny z Beltane, ale nie zmieniało to tego, że nadal czuł co czuł (ach, no i nie oszukujmy się, nawet bez niego żywił do Florence wiele silnych i ciepłych uczuć).
- Jeśli chcecie, mogę spróbować znaleźć jakiegoś ducha – zaproponował. – Ale, być może, ten pomysł kompletnie nie ma sensu. – Tak naprawdę nie miał zielonego pojęcia, czy jego pomysł nie był zbyt głupi i zbyt niebezpieczny do realizacji. Atreus mógł mieć rację, że przypadkiem oddałby duchowi fragment siebie i stałby się niepełny. – Jakbyście potrzebowali z czymś mojej pomocy, dawajcie znać. Spróbuję pomóc. – O ile będę umiał.