25.10.2023, 10:15 ✶
- Wiesz dobrze, że gdy nie muszę, to nie zapuszczam się poza Londyn - zaczęła, ale niemal natychmiast przerwała. No właśnie - gdy nie musi to nie wychodzi poza miasto. A teraz, niedługo, jej życie miało obrócić się o 180 stopni. Przecież wtedy będzie musiała wychodzić poza miasto. I to nie na przechadzki, a jeszcze dalej. Olivia westchnęła cicho.- Masz rację. Muszę nadrobić i zorientować się w sytuacji. Zwłaszcza że możliwe, że niedługo faktycznie będę musiała opuścić swoją norę.
Olivia zaśmiała się cicho, ale słowa Geraldine sprawiły, że straciła na pewności. Zastanawiała się czy ludzie naprawdę muszą się bać tego, co siedzi w Kniei, ale po kilku sekundach rozmyślań uznała, że Gerry ma rację. Niech się boją - ale tylko po to, by trzymać się od Kniei z daleka. Bo gdy nie będą się bać, to na pewno co poniektórzy będą próbować swoich sił w walce z tym dziwnym zjawiskiem. Olivia nie chciałaby być wtedy w ich skórze.
- Tak średnio bym powiedziała - mruknęła, gasząc peta w popielniczce. Zdmuchnęła resztki popiołu z blatu stolika tuż przy jej łokciu. - To znaczy mam jedną. Opuszczam Pękatą Fiolkę i będę pracować razem z bliską znajomą z Hogwartu. Ale trochę się obawiam tego, czy sobie poradzimy. Wiesz, ja znam się na robieniu eliksirów i cośtam na zielarstwie, a nie na księgowości i zdobywaniu klientów. Liczę, że ona uratuje sytuację - nie były to złe wieści, o nie. Ale nie były też tak pozytywne, jak Olivia by chciała. Owszem, obie czuły ekscytację na myśl o otwarciu sklepu, ale u rudej zdecydowanie było także sporo niepokoju. - A poza tym niewiele. Pracuję, jem, śpię, piję, czasem wyjdę podpatrzeć co robią mugole. Mają własne problemy, własny świat, ale czasami mam wrażenie, że niektórzy widzą więcej, niż myślimy. Więc łażę za nimi z ciekawości, patrzę co robią. Ale to wrażenie szybko się rozmywa, nie jestem w stanie złapać nic sensownego, by nawet pomyśleć i przeanalizować to, czy w ogóle się domyślają.
Wzruszyła ramionami. Nie miała co robić, to wtykała nos w nie swoje sprawy. Dość typowe zachowanie.
Olivia zaśmiała się cicho, ale słowa Geraldine sprawiły, że straciła na pewności. Zastanawiała się czy ludzie naprawdę muszą się bać tego, co siedzi w Kniei, ale po kilku sekundach rozmyślań uznała, że Gerry ma rację. Niech się boją - ale tylko po to, by trzymać się od Kniei z daleka. Bo gdy nie będą się bać, to na pewno co poniektórzy będą próbować swoich sił w walce z tym dziwnym zjawiskiem. Olivia nie chciałaby być wtedy w ich skórze.
- Tak średnio bym powiedziała - mruknęła, gasząc peta w popielniczce. Zdmuchnęła resztki popiołu z blatu stolika tuż przy jej łokciu. - To znaczy mam jedną. Opuszczam Pękatą Fiolkę i będę pracować razem z bliską znajomą z Hogwartu. Ale trochę się obawiam tego, czy sobie poradzimy. Wiesz, ja znam się na robieniu eliksirów i cośtam na zielarstwie, a nie na księgowości i zdobywaniu klientów. Liczę, że ona uratuje sytuację - nie były to złe wieści, o nie. Ale nie były też tak pozytywne, jak Olivia by chciała. Owszem, obie czuły ekscytację na myśl o otwarciu sklepu, ale u rudej zdecydowanie było także sporo niepokoju. - A poza tym niewiele. Pracuję, jem, śpię, piję, czasem wyjdę podpatrzeć co robią mugole. Mają własne problemy, własny świat, ale czasami mam wrażenie, że niektórzy widzą więcej, niż myślimy. Więc łażę za nimi z ciekawości, patrzę co robią. Ale to wrażenie szybko się rozmywa, nie jestem w stanie złapać nic sensownego, by nawet pomyśleć i przeanalizować to, czy w ogóle się domyślają.
Wzruszyła ramionami. Nie miała co robić, to wtykała nos w nie swoje sprawy. Dość typowe zachowanie.