Gerry się rozczarowała. Nie udało jej się wyczarować drabiny, która miała pomóc Erikowi wspiąć się do nich. Co za niefart. - Erik, chodź do nas, na górę. Nie zostawiaj na dole. Wszystko zaczyna płonąć. - Wolała go uprzedzić, jak wygląda sytuacja, nie chciała, żeby tam został i spłonął z tym statkiem. Musiał uciekać, a że znajdował się niżej, to pewnie zajmie mu to więcej czasu.
Coraz więcej skupisk ognia pojawiało się w pomieszczeniu. Yaxley czuła, że kończy im się czas. Jeśli nie spłoną tu żywcem, to zaraz zaczną się dusić tym dymem. Musieli stąd spierdalać. Definitywnie.
Żywe trupy zaczęły się nimi ponownie interesować. Jeden z nich wybrał sobie za cel Vikę, drugi Gerry. Nie zamierzała zwlekać. Tym bardziej, że na ziemi znajdowali się inni. Im też chciała pomóc.
Odwróciła się w stronę nadchodzącego nieumarłego. Machnęła różdżką i wypowiedziała głośno zaklęcie, które miało odciąć mu głowę.
kształtowanie
Sukces!
Slaby sukces...
W pomieszczeniu robiło się tłoczno, jednak bardzo dobrze, to oznaczało, że większość osób, która przybyła na ten statek powoli spotykała się w jednym miejscu. Jedyne, co nie dawało jej spokoju to to, że nie miała pojęcia, gdzie są jej kuzyni. Nie zamierzała się stąd jednak bez nich ruszyć. Zajmie się tym jednak później, jak pozbędą się tej jędzy, co to chciała ich tutaj spalić.