Laurent miał definitywnie złe wyobrażenie tych konwersacji, jakie zachodziły między kobietą a jej mugolskimi ofiarami. To wyobrażenie zostało zweryfikowane przez wyjaśnienia. Skąd w ogóle taka wizja? Lisicy, która wpełza między kury i uśmiecha się do nich ślicznie udając jedną z nich, a za uśmiechem chowa rząd ostrych zębów? Nie pił jednak do krzywdy, jaka mogła wywrócić życie człowieka do góry nogami - zrozumiał, że to były znajomości przypadkowe i nie robiące żadnych nadziei. A przynajmniej z jej strony miały nie robić, bo wyobrażał sobie, że kiedy tak piękna kobieta zagadywała mężczyznę, to ten jednak nadzieję sobie robić mógł. Kiedy ona prezentowała zainteresowanie nim, jego hobby, jego wiedzą, kiedy okręcała sobie go wokół paluszka. Tak, taką miał wizję, kiedy o tym powiedziała po raz pierwszy. Głównie przez ten uśmiech - jej uśmiech. Ten błysk w oku. Było w tym coś niebezpiecznego, co zapewne wielu pociągało - ludzie w końcu lubili osobistości z charakterkiem. Na pewno podziałało na blondyna, który teraz przed nią siedział, bo pokazało zupełnie inne kolorki kobiety, która wpatrywała się w otaczające go istoty i szczebiotała na ich temat. Powiedzieć, że mu się nie podobała ta iskra w niej byłoby kłamstwem. Nie podobała mu się jednak wizja kogoś, kto rzeczywiście czerpie przyjemność z igraniem na emocjach głębszych. Bo faktycznie - do tego pił wcześniej. Dalsza część już była w zasadzie jego wybrnięciem z sytuacji i gładką próbą przejścia z tematem na obszar prywatny, ale jednocześnie zmywający tamto chwilowe, nieprzyjemne wrażenie, jakie mogło zostać na nich obojga. Uniósł brwi w zdziwieniu, słysząc takie brzydkie słowo z ust tak pięknej kobiety. To było coraz częściej spotykane. Pewne zasady, normy zachowań rozluźniały się i przekleństwa potrafiły latać na lewo i prawo nawet wśród tych, którzy tak szumnie uznawali się za inteligencję tego świata. Nie skomentował tego jednak, bo to nie tak, że mu to wielce przeszkadzało. To słowo w zasadzie idealnie pasowało do zdania, jakie powiedziała. Przeszkadzało mu dopiero wtedy, kiedy co drugie słowo to była rzucana kurwa.
- Masz rację. To złożona sprawa. Świat nie zawsze jest taki prosty i hojny, żeby pozwalać nam zawsze na szczerość. - Kłamstwa i niedopowiedzenia chodziły po tym świecie parami i przybierały ludzkie twarze. Można się co najwyżej oszukiwać, że tak nie było, a naiwność Laurenta czasami pozwalała mu w błogosławiony niemal sposób zapominać o tym, jacy ludzie potrafili być źli i podstępni. Nie zmieniało to tego, że sam przecież częstokroć wolał kłamstwo niż prawdy. Nie uważał, że prawda powinna być wyższą wartością wyznawaną przez ludzi, że to do niej powinno się dążyć. To było zbyt niebezpieczne. Zbyt niepewne - a ci, co mniej wiedzieli, zazwyczaj lepiej spali.
- Dziękuję, mam magizoologa, który zajmuje się stworzeniami w rezerwacie. - To było naprawdę miłe z jej strony, bo w końcu mogła przynieść eliksiry, zabrać kwitek i odejść stąd tak o. Kiedy na nią spoglądał widział autentyczną miłość do magicznych stworzeń, zapewne gdyby mogła to wytuliłaby je wszystkie po kolei... ale by tego nie zrobiła z uwagi na szacunek do tych stworzeń. Nie, dopóki ta istota sama nie chciałaby zostać przytulona. Znał to uczucie z autopsji, w końcu sam chciał otoczyć opieką każde z żywych stworzeń. Wobec ludzi również się to zaliczało. Może brzmiało to abstrakcyjnie, ale Laurent kochał ludzi. I wierzył w nich, wierzył w czarodziei. Uważał, że w tych czasach, w jakich żyli, było to tym istotniejsze, żeby taką wiarę zachowywać i nie wątpić w każdą osobę, którą spotyka się na drodze.
Michael mierzył przez moment Olivię spojrzeniem. Tak, duma zdawała się opisywać wręcz jednym słowem tego rumaka bardziej niż niejednego czarodzieja. To stworzenie wydawało się gotowe umrzeć za swoją dumę, jak i zaciekle o nią walczyć. Nie ważne, z kim. Ale Michael był też próżny, chociaż udawał, że tak nie jest. Paroma komplementami czy okazaniem mu szacunku łatwo było go do siebie przekonać. Dlatego ten uśmiech i uprzejme powitanie sprawiło, że spojrzenie czerwonych oczu na tle śnieżnej sierści zelżało i przestało być aż tak intensywne. W akceptacji.
- Hahaha... powinnaś mu to powiedzieć, Uwielbia komplementy. - Odpowiedział jej cicho. - Też tak uważam. - Szepnął i objął ją ramieniem, kiedy tak do niego... hm, przylgnęła? Dotknęła jego ramienia? Tak czy siak objął ją od tyłu, by zachęcająco poprowadzić ją w przód, do pięknych abraksanów, ale zaraz cofnął swoją rękę. Zainteresowane wierzchowce podeszły, inne się cofnęły bardziej niechętne do nowej osoby, a jeszcze inne ignorowały zupełnie. Nie wszystkie z nich jednak mówiły ludzkim głosem. Spędzili tutaj chwilę czasu.
- Będę musiał wracać do obowiązków, tym nie mniej dziękuję za przemiły czas. - Naprawdę bardzo miło było spotkać Olivię, zobaczyć, jak dojrzała, jak, jego zdaniem, nabrała skrzydeł i animuszu prawdziwej kobiety. Choć chciałby ją zobaczyć w bardziej eleganckim wydaniu, to na pewno. - Jeśli miałabyś kiedyś ochotę odetchnąć od miejskiego zgiełku - zapraszam. W czerwcu już będzie o wiele przyjemniej. - Zapewnił ją, bo i słońce już świeciło cieplej i mniej było takich wiatrów, jak dzisiaj. Odprowadził ją prosto pod kominek, odbierając od niej swoją szatę.