• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
[12.12.1968] Głos wołający do domu | Laurent & Philip

[12.12.1968] Głos wołający do domu | Laurent & Philip
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#1
25.10.2023, 14:20  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.04.2024, 14:23 przez Eutierria.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Laurent Prewett (Ziewnięcie to bezgłośny krzyk).

Obiecał mu w końcu wycieczkę, prawda?

Wycieczka nie mogła odbyć się wcześniej, ale to nawet nie dlatego, że Laurent i tak by na nią nie pojechał. Zanurzony w hedonizmie i jednocześnie umoczony grzechem obdzierającym go ze wszystkich piór nie potrafiłby się (nie mógł) oderwać od tej tragedii, w jakiej zanurzył pióro swojego życia. To był brzydki tusz. Miał już z nim pozostać. Ten tusz był malowany na pergaminie jego skóry i nie był widoczny dla gołego oka, ale on go czuł, widział i niemal smakował. Nie był smaczny. Miał smak goryczy i nie przysparzał o miłe doznania. Ten sam tusz można było zmyć jednym sposobem - zapomnieniem. Nie wypieraniem tego, że on tam był, a zaakceptowaniem, że już się od ciebie nie odłączy, bo swojej skóry nie mógł zmienić ten tęczowołuski wąż, którego ludzie mylili z aniołem. Ta wycieczka nie mogła się odbyć wcześniej z prostego powodu - w Tajlandii grudzień i styczeń były najlepszymi miesiącami, w których warto było tam jechać. Mijała pora deszczowa, przestawało być tak wilgotno i parno, było ciepło, słońce uśmiechało się do odwiedzających. Dokładnie tak samo, jak uśmiechał się Laurent tego wieczoru, gdy szedł po plaży.

Lazur morza zachwycał każdym błyskiem odbijanym w słońcu, a drewniane molo, przy którym cumowały łodzie, aż się prosiło o to, by na nim zasiąść i pomoczyć nogi w tej wodzie. To nie ono jednak było ich kierunkiem a restauracja, która stała i czekała przy plaży z widokiem na piękniące się skały, o które te promienie światła powoli znikającego za horyzontem się obijały i zaginały, tworząc fantazyjną grę półcieni. Blondyn okręcił się na palcach w tym piasku w rytm nuconej przez siebie melodii jednej z popularniejszych piosenek w świecie czarodziei w dzisiejszych czasach. Królował zaś jazz, więc nie trudno było w niej o energię. Nie obrócił się w pełni - szedł tyłem, spoglądając teraz na Philipa będącego kilka kroków za nim. Szedł w rozpiętej koszuli z krótkim rękawem, w krótszych spodniach, w ręce niósł swoje buty, które tylko przeszkadzały w chodzeniu po piasku. Zresztą Laurenta w tych warunkach wystarczyło spuścić z oka tylko na sekundę i już stał w wodzie, jakby ta była prawdziwym magnesem na selkie, który bez niej się nie obejdzie. W istocie tak było. To miejsce napełniało go energią, napełniało go siłą. Jego serce znowu biło. A to był ciężki rok. Bardzo, bardzo ciężki rok, po którym Laurent całkiem mocno schudł - a wszystko to zwalał na ciężar pracy związany z rezerwatem i stres. Był w końcu bardzo podatny na ludzkie emocje, więc i ciężko było to kwestionować. Za bardzo się wszystkim przejmował. Za łatwo. Powinien darować sobie zarządzanie czymkolwiek i pozostać ledwo inwestorem, który zbiera mamonę z zasianego ziarna.

- But damn, those eyes
So pretty I could cry
How could I
Not get hypnotized
By those eyes
By those eyes
I'd die for those eyes
Every time.

Zaśpiewał, a jego oczy zdawały się rozjaśnić, palmy zazielenić i pokłonić niżej, piasek nabrał bardziej złocistego koloru, morze wyciągnęło bardziej swoje fale i och, jak łatwo w tej magii było odebrać wrażenie, że nie było istoty piękniejszej ponad syrenę, w kierunku której Philip teraz wędrował, która ciągnęła go do odpoczynku pod palmami na deskach tarasu tej restauracji? Gwiazdy pojawiły się w pierwszych pomrugach, niebo zabarwiło różem i fioletem, przeplatając z zachodzącym dniem, przesuwając barwy... a wszystko to ledwo krótką chwilę, nim głos selkie zamilknął, a on błyszczał swoimi oczyma z tym szerokim uśmiechem, trochę psotnym. Bo przecież dobrze wiedział, jak działał na Philipa.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (3716), Philip Nott (2150)




Wiadomości w tym wątku
[12.12.1968] Głos wołający do domu | Laurent & Philip - przez Laurent Prewett - 25.10.2023, 14:20
RE: [12.12.1968] Głos wołający do domu | Laurent & Philip - przez Philip Nott - 26.10.2023, 20:35
RE: [12.12.1968] Głos wołający do domu | Laurent & Philip - przez Laurent Prewett - 27.10.2023, 11:23
RE: [12.12.1968] Głos wołający do domu | Laurent & Philip - przez Philip Nott - 27.10.2023, 23:17
RE: [12.12.1968] Głos wołający do domu | Laurent & Philip - przez Laurent Prewett - 29.10.2023, 21:36
RE: [12.12.1968] Głos wołający do domu | Laurent & Philip - przez Philip Nott - 30.10.2023, 17:13
RE: [12.12.1968] Głos wołający do domu | Laurent & Philip - przez Laurent Prewett - 31.10.2023, 10:36
RE: [12.12.1968] Głos wołający do domu | Laurent & Philip - przez Philip Nott - 01.11.2023, 17:20
RE: [12.12.1968] Głos wołający do domu | Laurent & Philip - przez Laurent Prewett - 01.11.2023, 23:57
RE: [12.12.1968] Głos wołający do domu | Laurent & Philip - przez Philip Nott - 03.11.2023, 20:31
RE: [12.12.1968] Głos wołający do domu | Laurent & Philip - przez Laurent Prewett - 04.11.2023, 11:08

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa