25.10.2023, 17:45 ✶
- Niewiele wiem o widmach i nekromancji, ale na każdym przedmiocie i miejscu pozostają swego rodzaju echa po wydarzeniach i ludziach. Być może to tym żywiły się w domu Mildred – powiedziała Brenna, dość nieporadnie. Bo jak miała wyjaśnić to, co chwytała instynktownie, odkąd była małym dzieckiem? Nie umiała ubrać tego w słowa, nie wspominając o tym, że nie miała żadnej pewności, czy faktycznie to, czym żywiły się widma, i co widywała ona, było w jakiś sposób pokrewne. Rzucała zaklęciami na ślepo.
– Obawiam się, że jednorożca mogłyby zjeść na śniadanie – mruknęła. Skoro żywiły się życiem i zapewne magią, to… jednorożce były samą magią i samym życiem.
Jeżeli szło o raporty, to Brenna sama nie wiedziała, ile i jakie były, i gdzie trafiły, bo po Beltane były ich całe stosy. Ale ciało wuja trafiło do Biura Koronera, zanim je skremowano, z pewnością więc sporządzono stosowane dokumenty. Brenna w końcu nie próbowała wykradać ciała Derwina, a nawet gdyby wpadło jej to do szalonej głowy – nie miałaby szans, przetransportowano je przecież początkowo do namiotów, gdzie wolontariusze znosili szczątki. A informacje wolontariuszy odnośnie dziwnych spotkań w lesie przekazywano zapewne Brygadzie, chociaż ona akurat usłyszała o tym z ust do ust – niemniej wątpiła, czy Alastor nie zostawiłby odpowiedniej informacji w Biurze Aurorów.
– Nie wiem – powiedziała Victorii bezradnie, gdy ta zaczęła wypytywać, czy istoty rosły w siłę przez ostatnie trzy tygodnie. Czy tak było? Może się mnożyły? Albo dotąd ukrywały? – Wiedziałam, że coś wyszło tutaj z Beltane i próbowałam dowiedzieć się, co. Ale nic po Beltane nie wskazywało na to, że dalej tutaj są i dotąd nie byłam niczego pewna. Może coś więcej jest w informacjach w Departamencie, jednak ja do tych nie dotarłam. Tylko do tych po sabacie. Te pewnie znajdziesz u aurorów.
Nie odpowiedziała na dywagacje Laurenta odnośnie Rowle’a, bo miała dziwne wrażenie, że to niekoniecznie kompetencje tego wydziału.
Kiwnęła za to niemo głową Patrickowi. Nie mogła obiecać rezultatów. Ale mogła już obiecać, że spróbuje – i na pewno podzieli się z nim wszystkim, co znajdzie.
– Lecę do Ministerstwa. Do zobaczenia, Laurent – rzuciła Brenna, by chwilę później się teleportować.
– Obawiam się, że jednorożca mogłyby zjeść na śniadanie – mruknęła. Skoro żywiły się życiem i zapewne magią, to… jednorożce były samą magią i samym życiem.
Jeżeli szło o raporty, to Brenna sama nie wiedziała, ile i jakie były, i gdzie trafiły, bo po Beltane były ich całe stosy. Ale ciało wuja trafiło do Biura Koronera, zanim je skremowano, z pewnością więc sporządzono stosowane dokumenty. Brenna w końcu nie próbowała wykradać ciała Derwina, a nawet gdyby wpadło jej to do szalonej głowy – nie miałaby szans, przetransportowano je przecież początkowo do namiotów, gdzie wolontariusze znosili szczątki. A informacje wolontariuszy odnośnie dziwnych spotkań w lesie przekazywano zapewne Brygadzie, chociaż ona akurat usłyszała o tym z ust do ust – niemniej wątpiła, czy Alastor nie zostawiłby odpowiedniej informacji w Biurze Aurorów.
– Nie wiem – powiedziała Victorii bezradnie, gdy ta zaczęła wypytywać, czy istoty rosły w siłę przez ostatnie trzy tygodnie. Czy tak było? Może się mnożyły? Albo dotąd ukrywały? – Wiedziałam, że coś wyszło tutaj z Beltane i próbowałam dowiedzieć się, co. Ale nic po Beltane nie wskazywało na to, że dalej tutaj są i dotąd nie byłam niczego pewna. Może coś więcej jest w informacjach w Departamencie, jednak ja do tych nie dotarłam. Tylko do tych po sabacie. Te pewnie znajdziesz u aurorów.
Nie odpowiedziała na dywagacje Laurenta odnośnie Rowle’a, bo miała dziwne wrażenie, że to niekoniecznie kompetencje tego wydziału.
Kiwnęła za to niemo głową Patrickowi. Nie mogła obiecać rezultatów. Ale mogła już obiecać, że spróbuje – i na pewno podzieli się z nim wszystkim, co znajdzie.
– Lecę do Ministerstwa. Do zobaczenia, Laurent – rzuciła Brenna, by chwilę później się teleportować.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.