25.10.2023, 17:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.10.2023, 21:03 przez Brenna Longbottom.)
Namówienie do czegoś Brenny wbrew pozorom nie było aż tak trudne, bo miała problemy z odmawianiem przyjaciołom. A napicie się po pracy piwa (kremowego w przypadku Brenny, bo za żadne skarby nie pozwoliłaby sobie obecnie na bycie pijaną) w towarzystwie Heather nie było czymś problematycznym. Opierała się początkowo głównie z jednego powodu: raportów piętrzących się na jej biurku coraz bardziej i bardziej, jakby ktoś rzucił na nie zaklęcie mnożące, działające kiedy tylko Brenna odwracała na sekundę od nich wzrok. Nie miała ostatnio czasu się nimi zająć.
Ostatecznie dała się jednak zaciągnąć do Kotła, zastąpiwszy mundur zwykłą szatą, jaką chowała w swojej wypełnionej po brzegi, ministerialnej szafce. Entuzjazm Heather bawił ją ogromnie, bo ruda chwilowo mówiła nawet więcej niż sama Brenna, aż ciężko było coś wcisnąć w jej monologi (chociaż nie omieszkała spytać, czy jej przyszły "zięć", Cameron Lupin, wie, jak bardzo jego "narzeczoną" interesują takie widowiska...). Jeśli szło o nią, to nie był najlepszy dzień jej życia, ale dobrze, że chociaż Heather była zadowolona.
- Już, już... - mruknęła, puszczając Wood przodem, kiedy ta dostrzegła starszego z Longbottomów. Sama zamówiła piwo dla Heather i kremowe dla siebie, a potem ruszyła za partnerką, by klepnąć brata w ramię na powitanie.
- Co ty tu robisz? Nie miałeś dzisiaj spędzić wieczoru z Norą? - spytała, przysiadając się do niego. A potem jej wzrok powędrował ku scenie. Kandydatom nie poświęciła choćby jednego spojrzenia, zwłaszcza, że maski skutecznie kryły ich tożsamość. Za to utkwiła wzrok w Norze Figg, wystrojonej, umalowanej, właśnie zaczynającej wypytywanie swoich potencjalnych "randek"... Ją rozpoznałaby nawet gdyby maska nie chroniła tożsamości, bo przecież głos dziewczyny znała tylko trochę słabiej niż swój własny.
Dobrze, że nie zdążyła zacząć pić tego kremowego, bo chyba by umarła przez zakrztuszenie.
Czy ta nieśmiała, niepewna siebie Nora naprawdę sama zgłosiłaby się do takiego widowiska...
...zaraz...
Spojrzenie Brenny przesunęło się z Nory i skupiło na Eriku. Pochyliła się nawet ku niemu, by na pewno musiał spojrzeć jej w oczy, to raz, i dwa, by mogła zniżyć głos do szeptu, a on ją usłyszał. Ewentualnie mogła "podsłuchać" jeszcze Heather, ale nie przeszkadzała raczej ludziom przy innych stolikach.
- Mój najukochańszy braciszku - powiedziała bardzo cicho, bardzo czułym tonem. - Powiedz mi... Czy to twoja sprawka?
Ostatecznie dała się jednak zaciągnąć do Kotła, zastąpiwszy mundur zwykłą szatą, jaką chowała w swojej wypełnionej po brzegi, ministerialnej szafce. Entuzjazm Heather bawił ją ogromnie, bo ruda chwilowo mówiła nawet więcej niż sama Brenna, aż ciężko było coś wcisnąć w jej monologi (chociaż nie omieszkała spytać, czy jej przyszły "zięć", Cameron Lupin, wie, jak bardzo jego "narzeczoną" interesują takie widowiska...). Jeśli szło o nią, to nie był najlepszy dzień jej życia, ale dobrze, że chociaż Heather była zadowolona.
- Już, już... - mruknęła, puszczając Wood przodem, kiedy ta dostrzegła starszego z Longbottomów. Sama zamówiła piwo dla Heather i kremowe dla siebie, a potem ruszyła za partnerką, by klepnąć brata w ramię na powitanie.
- Co ty tu robisz? Nie miałeś dzisiaj spędzić wieczoru z Norą? - spytała, przysiadając się do niego. A potem jej wzrok powędrował ku scenie. Kandydatom nie poświęciła choćby jednego spojrzenia, zwłaszcza, że maski skutecznie kryły ich tożsamość. Za to utkwiła wzrok w Norze Figg, wystrojonej, umalowanej, właśnie zaczynającej wypytywanie swoich potencjalnych "randek"... Ją rozpoznałaby nawet gdyby maska nie chroniła tożsamości, bo przecież głos dziewczyny znała tylko trochę słabiej niż swój własny.
Dobrze, że nie zdążyła zacząć pić tego kremowego, bo chyba by umarła przez zakrztuszenie.
Czy ta nieśmiała, niepewna siebie Nora naprawdę sama zgłosiłaby się do takiego widowiska...
...zaraz...
Spojrzenie Brenny przesunęło się z Nory i skupiło na Eriku. Pochyliła się nawet ku niemu, by na pewno musiał spojrzeć jej w oczy, to raz, i dwa, by mogła zniżyć głos do szeptu, a on ją usłyszał. Ewentualnie mogła "podsłuchać" jeszcze Heather, ale nie przeszkadzała raczej ludziom przy innych stolikach.
- Mój najukochańszy braciszku - powiedziała bardzo cicho, bardzo czułym tonem. - Powiedz mi... Czy to twoja sprawka?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.