13.11.2022, 11:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.11.2022, 11:42 przez Brenna Longbottom.)
Gdy otworzył drzwi, z boku pudeł ukazała się uśmiechnięta twarz Brenny. Longbottom występowała dziś w swojej "codziennej" wersji: rozczochrana, ubrana byle jak, bo przebrać się planowała już w Biurze.
- No co ty. Gdybym chciała cię wyprowadzać, zatrudniłabym szwadron tragarzy. A potem cię ogłuszała, tak na wszelki wypadek, żebyś nie dostał zawału, jak oni noszą twoje cenne książki - odparła wesoło, wtaczając się do pomieszczenia i starając przy tym nie zabić o nic, co zostałoby ustawione na podłodze. - Łapa ogra, skrzydło hipogryfa, gdzieś zaplątał się mugolski miotacz ognia... i tak. Sześćdziesiąt pączków - oświadczyła, starając się rozdysponować pudła jako tako po okolicy.
Mogłoby wydawać się, że żartuje. Ale wtedy Brenna sprawnie wygrzebała jedno z pudeł, otworzyła je i... oczom Castiela faktycznie ukazało się jakieś sześćdziesiąt pączków. Prezentujących się całkiem apetycznie, pięknie wysmażonych, puszystych, z różnymi polewami.
- Jak sądzisz, rzucono na nie jakąś klątwę? Te z lewej są z czekoladą, te w środku z marmoladą, a te z prawej z budyniem. Chcesz jednego? - spytała z szelmowskim uśmiechem, podsuwając mu pudło. A potem zlitowała się nad Flintem, udzielając wyjaśnień. - Częstuj się. Niosę je do Biura, wczoraj kupiłam ich całe mnóstwo w świeżo otwartej kawiarni, Brygadziści jak się na to rzucą, nic nie zostawią po trzech minutach. A jak zostawią, to nic nie szkodzi, ja sama je szybciutko zjem, po tym, jak skończę oskarżać kolegów z pracy o herezje. I nie patrz na mnie z taką grozą, z tych pudeł tylko trzy są do zerknięcia przez ciebie, w tym jeden do dokładnego - zapewniła. Ot na stosiku znajdowały się także jej rzeczy do przebrania, to wielkie pudło pączków kupione w Norze Norze, aby ucieszyć współpracowników i przy okazji rozreklamować biznes koleżanki, a była jeszcze waza, którą musiała podrzucić do historyka. A jej gadulstwo i sposób wysławiania się... Cała Brenna.
Niezależnie od tego, czy wziął sobie pączka, czy nie, pudło zostało zamknięte, a Brenna otworzyła dwa kolejne. Jedno, bardzo wielkie, wcale nie okazało się pełne tysiąca rzeczy: po prostu umieszczono w nim… bardzo obszerną suknię. W drugim, niewielkim, znajdował się naszyjnik.
– Ta pierwsza została podarowana przez panią, która może lubić dowcipy. Sprawdzałam ją, ale wolałabym się upewnić, że nic nie przegapiłam i jak ktoś ją założy, nie okaże się, że nie da się jej na przykład zdjąć. Bo zostanę wtedy zlinczowana. Natomiast ten naszyjnik zdaje mi się trochę podejrzany.
- No co ty. Gdybym chciała cię wyprowadzać, zatrudniłabym szwadron tragarzy. A potem cię ogłuszała, tak na wszelki wypadek, żebyś nie dostał zawału, jak oni noszą twoje cenne książki - odparła wesoło, wtaczając się do pomieszczenia i starając przy tym nie zabić o nic, co zostałoby ustawione na podłodze. - Łapa ogra, skrzydło hipogryfa, gdzieś zaplątał się mugolski miotacz ognia... i tak. Sześćdziesiąt pączków - oświadczyła, starając się rozdysponować pudła jako tako po okolicy.
Mogłoby wydawać się, że żartuje. Ale wtedy Brenna sprawnie wygrzebała jedno z pudeł, otworzyła je i... oczom Castiela faktycznie ukazało się jakieś sześćdziesiąt pączków. Prezentujących się całkiem apetycznie, pięknie wysmażonych, puszystych, z różnymi polewami.
- Jak sądzisz, rzucono na nie jakąś klątwę? Te z lewej są z czekoladą, te w środku z marmoladą, a te z prawej z budyniem. Chcesz jednego? - spytała z szelmowskim uśmiechem, podsuwając mu pudło. A potem zlitowała się nad Flintem, udzielając wyjaśnień. - Częstuj się. Niosę je do Biura, wczoraj kupiłam ich całe mnóstwo w świeżo otwartej kawiarni, Brygadziści jak się na to rzucą, nic nie zostawią po trzech minutach. A jak zostawią, to nic nie szkodzi, ja sama je szybciutko zjem, po tym, jak skończę oskarżać kolegów z pracy o herezje. I nie patrz na mnie z taką grozą, z tych pudeł tylko trzy są do zerknięcia przez ciebie, w tym jeden do dokładnego - zapewniła. Ot na stosiku znajdowały się także jej rzeczy do przebrania, to wielkie pudło pączków kupione w Norze Norze, aby ucieszyć współpracowników i przy okazji rozreklamować biznes koleżanki, a była jeszcze waza, którą musiała podrzucić do historyka. A jej gadulstwo i sposób wysławiania się... Cała Brenna.
Niezależnie od tego, czy wziął sobie pączka, czy nie, pudło zostało zamknięte, a Brenna otworzyła dwa kolejne. Jedno, bardzo wielkie, wcale nie okazało się pełne tysiąca rzeczy: po prostu umieszczono w nim… bardzo obszerną suknię. W drugim, niewielkim, znajdował się naszyjnik.
– Ta pierwsza została podarowana przez panią, która może lubić dowcipy. Sprawdzałam ją, ale wolałabym się upewnić, że nic nie przegapiłam i jak ktoś ją założy, nie okaże się, że nie da się jej na przykład zdjąć. Bo zostanę wtedy zlinczowana. Natomiast ten naszyjnik zdaje mi się trochę podejrzany.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.