Brenna jak zawsze wykazywała się ogromną troską. Ponownie wyciągnęła dłoń ku Norce, pomogło jej z tym okropnym uczuciem samotności, które się pojawiło. Uścisnęła rękę Brenny mocno, żeby tamta również poczuła jej obecność. Zapewne poczuła się podobnie. Przyjaciółka, jak zawsze była dla niej wsparciem, dbała o nią. Pomogło. Dobrze było wiedzieć, że ciągle jest przy niej, że jej nie zostawi, chociaż przez chwilę Figg czuła, że jest bardzo daleko, zupełnie sama. Na szczęście to poczucie samotności minęło.
Zastanawiała się, co przyjdzie za chwilę, bo czuła, że nie jest to koniec, w końcu dopiero zasiedli do stołu. Bała się, że będzie tylko gorzej, że nadal będą manipulowani i wydarzy się coś złego. Figg czuła się bezsilna, nie znosiła tego.
Connor Fisher i Blair Hayes przywitali ją raczej oschle. Zastanawiała się z czego to wynika, nie żeby im się specjalnie dziwiła, to całe spotkanie było sporą farsą. W końcu duża część tutaj obecnych miała już niedługo stracić pamięć. Nie uważała tego za specjalnie sprawiedliwe, ale też nie umiała znaleźć innego rozwiązania. Musieli dbać o to, aby świat czarodziejów nadal pozostawał w ukryciu.
Wtedy poczuła, jak ziemia zaczyna drżeć. Czy działo się tak naprawdę? Czy był to kolejne halucynacje. Spojrzała ponownie na Longbottom chcąc się upewnić, że i ona to czuje. Wzrok przeniosła na ognisko, ono również się poruszyło, to musiało dziać się naprawdę. Tym razem ogarnęło ją uczucie, które bardzo dobrze znała, tyle, że było dużo silniejsze niż zazwyczaj. Często czuła się maleńka, ale dzisiaj jeszcze bardziej w nią to uderzyło. Nie było w niej nic wyjątkowego, przeciętność towarzyszyła jej od zawsze, już nigdy o tym nie zapomni.
Dotarło do niej, że to przez ten księżyc. Tylko, co dalej? Nie chciała, żeby ci wszyscy ludzie przy stole widzieli jej wahania nastrojów, chociaż i oni zapewne mieli podobnie. - Brenn, odejdziemy tam dalej? - Spytała cicho przyjaciółkę, bo wiedziała tylko tyle, że nie chce być sama, ale nie chciała też siedzieć w takiej dużej grupie.