25.10.2023, 20:55 ✶
– Jasne – przytaknęła Brenna, kiedy pracownicy zajęli się mężczyzną. Wzrok utkwiła w kobiecie, gotowa i trzepnąć ją kolejnym czarem, gdyby się ocknęła, i podtrzymać, jeżeli ta miałaby się zacząć zataczać.
Nie lubiła tego typu sytuacji. Wiedziała, że to koniecznie, ale mieszanie w cudzych umysłach i wspomnieniach zawsze budziło w niej jakiś sprzeciw. Nie buntowała się przeciwko temu, może dlatego, że wychowali się w świecie, gdy było to normalne… niekiedy jednak cichy głosik szeptał jej do ucha coś o wolnej woli.
Chyba czytała za dużo mugolskich książek i komiksów.
– Chyba nawet Departament Tajemnic tego nie rozumie – mruknęła Brenna, kiedy pracownicy zabrali się za hipnotyzowanie kobiety. Odsunęła się nieco, chociaż już niby nie były tutaj potrzebne… woląc poczekać aż skończą. – Ale bardziej niż to, że oni coś widzą, a my nie, niepokoi mnie, że ktokolwiek coś widzi… Czy to może… przebijać tu limbo?
Anomalia.
Widma w Kniei.
Zimni.
Słońce i księżyc na niebie.
Co narobił Voldemort? Co oni narobili?
Brenna odetchnęła. Te myśli krążyły jej po głowie i miały dręczyć ją jeszcze długo, ale nie miało przecież sensu poświęcanie im nazbyt wiele uwagi. W końcu… po prostu będą musieli stawić czoła temu, co nadejdzie – cokolwiek by to nie było.
– Chodźmy skończyć z tymi plakatami – powiedziała, kiedy amnestazjatorzy deportowali się z mugolami. Brenna ruszyła z powrotem między drzewa. Rzecz jasna – z różdżką w ręku.
Nie lubiła tego typu sytuacji. Wiedziała, że to koniecznie, ale mieszanie w cudzych umysłach i wspomnieniach zawsze budziło w niej jakiś sprzeciw. Nie buntowała się przeciwko temu, może dlatego, że wychowali się w świecie, gdy było to normalne… niekiedy jednak cichy głosik szeptał jej do ucha coś o wolnej woli.
Chyba czytała za dużo mugolskich książek i komiksów.
– Chyba nawet Departament Tajemnic tego nie rozumie – mruknęła Brenna, kiedy pracownicy zabrali się za hipnotyzowanie kobiety. Odsunęła się nieco, chociaż już niby nie były tutaj potrzebne… woląc poczekać aż skończą. – Ale bardziej niż to, że oni coś widzą, a my nie, niepokoi mnie, że ktokolwiek coś widzi… Czy to może… przebijać tu limbo?
Anomalia.
Widma w Kniei.
Zimni.
Słońce i księżyc na niebie.
Co narobił Voldemort? Co oni narobili?
Brenna odetchnęła. Te myśli krążyły jej po głowie i miały dręczyć ją jeszcze długo, ale nie miało przecież sensu poświęcanie im nazbyt wiele uwagi. W końcu… po prostu będą musieli stawić czoła temu, co nadejdzie – cokolwiek by to nie było.
– Chodźmy skończyć z tymi plakatami – powiedziała, kiedy amnestazjatorzy deportowali się z mugolami. Brenna ruszyła z powrotem między drzewa. Rzecz jasna – z różdżką w ręku.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.