25.10.2023, 21:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.10.2023, 21:26 przez Brenna Longbottom.)
Brenna unikała alkoholu jak ognia od dobrych dwóch lat pozwalając sobie co najwyżej na łyk szampana czy drinka przy toastach na balach. Chociaż nie upijała się już wcześniej – co mogło mieć coś wspólnego z tym, że kiedy zrobiła to ostatni raz, to było naprawdę… niezapomniane doświadczenie. Victoria Lestrange mogła potwierdzić.
– Nie zachowuj się niegrzecznie, Heath. Sprawisz jej przykrość – mruknęła Brenna kącikiem ust. Starała się mówić cicho, by nie przeszkadzać innym i nie zwracać na nich uwagi, chociaż okrzyk Wood na pewno był doskonale słyszalny. Oby Nora tego nie wyłapała. – A zmiana nie była nudna, tylko normalna. Nie wiem, dlaczego zakładasz, że codziennie pakuję się w kłopoty.
Robiła to najwyżej co drugi dzień. Zresztą w tej chwili istniały poważniejsze sprawy. Bo Brenna może nie była tą najbardziej mądrą istotą pod słońcem, ale była gliną. I w tej chwili weszła w pełen tryb przesłuchującego, stosującego zasadę „każde słowo może zostać wykorzystane przeciwko tobie”.
– Merlin? Powstał z grobu specjalnie, żeby wrobić Norę w to widowisko? No proszę, tego się nie spodziewałam – mruknęła cicho, nie odrywając spojrzenia od Erika. – Zaraz. Mogła „im” odmówić? Erik, czyli to nie tak, że ją na to namówiłeś, ale ona nie wiedziała, przychodząc tutaj? – spytała, przybliżając się do niego jeszcze bardziej. W pierwszej chwili sądziła, że to był po prostu jego pomysł… a on… on… on ją w to wrobił, o niczym nie uprzedzając?! Mogła odmówić "im", nie "jemu"?! Rzuciła szybkie spojrzenie na scenę, gdzie chwilę temu przedstawiono kandydatów, i tak, Nora zaczęła zadawać pytania całkiem pewna siebie, ale!!!
Oczywiście, że należał się jej jeden wieczór skupienia się na sobie, tyle że powinna chociaż wiedzieć wcześniej, czego się spodziewać! Przecież było oczywiste, że Nora nie dałaby rady odmówić tej Yvonne czy jak jej tam, kiedy ta już zaczęła wypychać ją na scenę.
– Coś dobrego? Czy ty słyszałeś, co o nich mówili? – wysyczała mu prawie wprost do ucha, by nawet Heather nie usłyszała wszystkiego, a irytacja, spotęgowana tylko tym, że czuła się dość paskudnie, zaczęła mieszać się w niej ze zmartwieniem o Norę. – Hazardzista. Leń patentowany. Prawdopodobnie jakaś męta z Nokturnu albo pozer, skoro w zgłoszeniu plótł coś o mroku w swojej duszy. I człowiek chwalący się publicznie zawartością portfela i spodni. Naprzeciwko nich siedzi matka naszego dziecka. I to wszystko dzięki tobie.
I on śmiał mieć do niej pretensje, że wylicytowano kolację z nim na biedne dzieci! Kiedy rzucał tutaj Norę na pożarcie jakimś lekkoduchom, leniom, konserwatystom i "wypełnionym wewnętrznym mrokiem"!!! I nawet galeon nie trafi na żadne cele charytatywne!!!
Lepiej niech się modli, by Nora uznała to wszystko za świetną zabawę.
Bo inaczej będzie płacił.
Odsunęła się, wciąż jednak mierząc Erika spojrzeniem. Nie oderwała od niego wzroku nawet, kiedy zwróciła się do Heather, z uśmiechem przylepionym na powrót do ust, jakby wszystko – było – w – porządku.
– A ty masz swojego faworyta, Ruda?
– Nie zachowuj się niegrzecznie, Heath. Sprawisz jej przykrość – mruknęła Brenna kącikiem ust. Starała się mówić cicho, by nie przeszkadzać innym i nie zwracać na nich uwagi, chociaż okrzyk Wood na pewno był doskonale słyszalny. Oby Nora tego nie wyłapała. – A zmiana nie była nudna, tylko normalna. Nie wiem, dlaczego zakładasz, że codziennie pakuję się w kłopoty.
Robiła to najwyżej co drugi dzień. Zresztą w tej chwili istniały poważniejsze sprawy. Bo Brenna może nie była tą najbardziej mądrą istotą pod słońcem, ale była gliną. I w tej chwili weszła w pełen tryb przesłuchującego, stosującego zasadę „każde słowo może zostać wykorzystane przeciwko tobie”.
– Merlin? Powstał z grobu specjalnie, żeby wrobić Norę w to widowisko? No proszę, tego się nie spodziewałam – mruknęła cicho, nie odrywając spojrzenia od Erika. – Zaraz. Mogła „im” odmówić? Erik, czyli to nie tak, że ją na to namówiłeś, ale ona nie wiedziała, przychodząc tutaj? – spytała, przybliżając się do niego jeszcze bardziej. W pierwszej chwili sądziła, że to był po prostu jego pomysł… a on… on… on ją w to wrobił, o niczym nie uprzedzając?! Mogła odmówić "im", nie "jemu"?! Rzuciła szybkie spojrzenie na scenę, gdzie chwilę temu przedstawiono kandydatów, i tak, Nora zaczęła zadawać pytania całkiem pewna siebie, ale!!!
Oczywiście, że należał się jej jeden wieczór skupienia się na sobie, tyle że powinna chociaż wiedzieć wcześniej, czego się spodziewać! Przecież było oczywiste, że Nora nie dałaby rady odmówić tej Yvonne czy jak jej tam, kiedy ta już zaczęła wypychać ją na scenę.
– Coś dobrego? Czy ty słyszałeś, co o nich mówili? – wysyczała mu prawie wprost do ucha, by nawet Heather nie usłyszała wszystkiego, a irytacja, spotęgowana tylko tym, że czuła się dość paskudnie, zaczęła mieszać się w niej ze zmartwieniem o Norę. – Hazardzista. Leń patentowany. Prawdopodobnie jakaś męta z Nokturnu albo pozer, skoro w zgłoszeniu plótł coś o mroku w swojej duszy. I człowiek chwalący się publicznie zawartością portfela i spodni. Naprzeciwko nich siedzi matka naszego dziecka. I to wszystko dzięki tobie.
I on śmiał mieć do niej pretensje, że wylicytowano kolację z nim na biedne dzieci! Kiedy rzucał tutaj Norę na pożarcie jakimś lekkoduchom, leniom, konserwatystom i "wypełnionym wewnętrznym mrokiem"!!! I nawet galeon nie trafi na żadne cele charytatywne!!!
Lepiej niech się modli, by Nora uznała to wszystko za świetną zabawę.
Bo inaczej będzie płacił.
Odsunęła się, wciąż jednak mierząc Erika spojrzeniem. Nie oderwała od niego wzroku nawet, kiedy zwróciła się do Heather, z uśmiechem przylepionym na powrót do ust, jakby wszystko – było – w – porządku.
– A ty masz swojego faworyta, Ruda?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.