13.11.2022, 13:06 ✶
- To zaraz będę chciała sprawdzić, jak to działa – przyznała Brenna uczciwie. – To faktycznie mają takie zaklęcie? Bo jak tak, to szybko się mnie nie pozbędziesz, bo będe je wszystkie oglądać i szukać tych, które są zaczarowane.
Co poradzić? Poza byciem hiper aktywną, niemożliwie rozgadaną, była też straszliwie ciekawska. A poza tym bardzo, bardzo lubiła książki. Chętnie obłożyłaby takim zaklęciem swoje piękne wydanie Tolkiena, tak na wszelki wypadek, gdyby któryś z domowników nie zdawał sobie sprawy z tego, jaką świętością jest ta książka i spróbował ją pożyczyć bez konsultacji z nią (podczas której udzieliłaby właściwej instrukcji czytania i zagroziła klątwą do siódmego pokolenia włącznie za zagięty róg).
- Jakie poświęcenie z twojej strony. Weź jeszcze tego z marmoladą, powinieneś sprawdzić działanie tego czaru na każdym rodzaju – zakpiła. Zasadniczo, dorównywała Castielowi pod względem tego, ile jadał, więc jego apetyt ani trochę jej nie dziwił. Musiała nawet przyjmować podwójne porcje eliksirów, inaczej za nic nie chciały działać.
- Na pewno nie w taką – przyznała, wskazując wspaniałą, ciemną kreację, ozdobioną piórami abraksanów. Brenna zwykle nie nosiła sukienek nie dlatego, że miała coś przeciwko nim. Po prostu energia roznosiła ją do tego stopnia, że najczęściej spodnie i tenisówki były dużo praktyczniejsze, bo pozwalały jej przemieszczać się z odpowiednią szybkością. Na balu jednak owszem, planowała wystąpić w sukience, choć była pewna, że jednej z najskromniejszych, jakie tego dnia przyjdzie oglądać gościom.– Ale mama zabiłaby mnie, gdybym przyszła w spodniach. Mam też zadanie bojowe, muszę zmusić do założenia kiecki moją kuzynkę.
Jeśli Brenna rezygnowała z eleganckich strojów na ogół, a zakładała je, gdy był ku temu powód bez wielkich wojen, tak w przypadku Mavelle podejrzewała, że przyjdzie jej użyć przemocy.
- Alleluja. Ofiarodawczyni nie jest raczej czarnoksiężnikiem, ale nie zdziwiłabym się, gdyby zostawiła jakiś mały podarek, bo uznała to za zabawne. – Wyraźnie odetchnęła z ulgą. Suknia była imponującym podarunkiem na licytację, poza tym Brenna nie chciała obrazić Seraphiny, ale też nie mogła ryzykować reputacji nie tyleż swojej, bo ta jej nigdy nie obchodziła, ile swojej rodziny. A dla rodziny Brenna zrobiłaby bardzo, bardzo wiele.
Spoważniała trochę, kiedy usiadł za biurkiem. Wyglądało na to, że jednak miała rację. Jej paranoja i jak to nazywał Erik, czarnowidztwo, raz wyszły im na dobre…
– Rutynowo przeglądamy wszystkie licytowane przedmioty, czy przypadkiem nikt… nie pomylił się przy ofiarowywaniu – powiedziała gładko, bo brzmiało to lepiej niż „upewniamy się, czy ktoś nie chce narobić nam problemów”. Brenna była wesoła i zdawała się beztroska, ale w niektórych sprawach sprawdzała każdy, najdrobniejszy szczegół. Tak w pracy, jak i tu: wartość przedmiotu, czy nie pochodził z kradzieży, datowanie oraz… jego magię. – Pod różnymi kątami. Historia tego naszyjnika, przedstawiona mi przez ofiarodawcę, zdawała mi się niekompletna. Raz, okazało się, że bardzo często go sprzedawano i to szybko. Dwa, według specyfikacji nie powinien być zaklęty, a jednak zareagował na moje próby rozproszenia magii… chociaż nie udało mi się zdjąć czarów lub klątw, jeśli jakieś na nim spoczywają.
Co poradzić? Poza byciem hiper aktywną, niemożliwie rozgadaną, była też straszliwie ciekawska. A poza tym bardzo, bardzo lubiła książki. Chętnie obłożyłaby takim zaklęciem swoje piękne wydanie Tolkiena, tak na wszelki wypadek, gdyby któryś z domowników nie zdawał sobie sprawy z tego, jaką świętością jest ta książka i spróbował ją pożyczyć bez konsultacji z nią (podczas której udzieliłaby właściwej instrukcji czytania i zagroziła klątwą do siódmego pokolenia włącznie za zagięty róg).
- Jakie poświęcenie z twojej strony. Weź jeszcze tego z marmoladą, powinieneś sprawdzić działanie tego czaru na każdym rodzaju – zakpiła. Zasadniczo, dorównywała Castielowi pod względem tego, ile jadał, więc jego apetyt ani trochę jej nie dziwił. Musiała nawet przyjmować podwójne porcje eliksirów, inaczej za nic nie chciały działać.
- Na pewno nie w taką – przyznała, wskazując wspaniałą, ciemną kreację, ozdobioną piórami abraksanów. Brenna zwykle nie nosiła sukienek nie dlatego, że miała coś przeciwko nim. Po prostu energia roznosiła ją do tego stopnia, że najczęściej spodnie i tenisówki były dużo praktyczniejsze, bo pozwalały jej przemieszczać się z odpowiednią szybkością. Na balu jednak owszem, planowała wystąpić w sukience, choć była pewna, że jednej z najskromniejszych, jakie tego dnia przyjdzie oglądać gościom.– Ale mama zabiłaby mnie, gdybym przyszła w spodniach. Mam też zadanie bojowe, muszę zmusić do założenia kiecki moją kuzynkę.
Jeśli Brenna rezygnowała z eleganckich strojów na ogół, a zakładała je, gdy był ku temu powód bez wielkich wojen, tak w przypadku Mavelle podejrzewała, że przyjdzie jej użyć przemocy.
- Alleluja. Ofiarodawczyni nie jest raczej czarnoksiężnikiem, ale nie zdziwiłabym się, gdyby zostawiła jakiś mały podarek, bo uznała to za zabawne. – Wyraźnie odetchnęła z ulgą. Suknia była imponującym podarunkiem na licytację, poza tym Brenna nie chciała obrazić Seraphiny, ale też nie mogła ryzykować reputacji nie tyleż swojej, bo ta jej nigdy nie obchodziła, ile swojej rodziny. A dla rodziny Brenna zrobiłaby bardzo, bardzo wiele.
Spoważniała trochę, kiedy usiadł za biurkiem. Wyglądało na to, że jednak miała rację. Jej paranoja i jak to nazywał Erik, czarnowidztwo, raz wyszły im na dobre…
– Rutynowo przeglądamy wszystkie licytowane przedmioty, czy przypadkiem nikt… nie pomylił się przy ofiarowywaniu – powiedziała gładko, bo brzmiało to lepiej niż „upewniamy się, czy ktoś nie chce narobić nam problemów”. Brenna była wesoła i zdawała się beztroska, ale w niektórych sprawach sprawdzała każdy, najdrobniejszy szczegół. Tak w pracy, jak i tu: wartość przedmiotu, czy nie pochodził z kradzieży, datowanie oraz… jego magię. – Pod różnymi kątami. Historia tego naszyjnika, przedstawiona mi przez ofiarodawcę, zdawała mi się niekompletna. Raz, okazało się, że bardzo często go sprzedawano i to szybko. Dwa, według specyfikacji nie powinien być zaklęty, a jednak zareagował na moje próby rozproszenia magii… chociaż nie udało mi się zdjąć czarów lub klątw, jeśli jakieś na nim spoczywają.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.