26.10.2023, 08:19 ✶
Wychowany w rodzinie, gdzie na wszystko wystarczało pieniędzy, a chłopcy mogli być chłopcami, młody Potter nie miał jeszcze nigdy okazji podjąć się prawdziwie fizycznej pracy. Wszystko było jeszcze zabawą, nic nie było poważne - może oprócz młodzieńczych uczyć, tak ochoczo tłamszonych przez dorosłych, ale taki był już przecież ich urok, że stare dziady nic nie rozumiały. Prawda o nim i o jego obecności była więc taka: nie pojmował powagi sytuacji w nawet najmniejszym stopniu, ale był osobą na tyle towarzyską, aby widzieć list od Alice nie zadawać sobie zbyt wielu pytań i po prostu ruszyć „do Franka”, czyli po prostu do rodowej posiadłości Longbottomów, miejsca znanego również spokrewnionymi z nimi James'a (ale spójrzmy prawdzie w oczy - starsi ludzie to byli kompletni nudziarze, więc kojarzył ich głównie z tego, jak się w nich jako chłystek wpatrywał w nich zmieszany na rodzinnych przyjęciach).
- Uwaaaaaaaga! - Ryknął na całe gardło, pikując na miotle w stronę tych grządek, co je mieli obrabiać. Przy samej ziemi szarpnął za trzonek z całej swojej siły (miał jej ogromne pokłady - miał już NAŚCIE lat), cudem ratując się przed wleceniem w resztki jakiegoś rozszarpanego zielska, przeleciał obok Menodory hamując lot z całych sił, ale ostatecznie musiał wspomóc się nogami, żeby nie wlecieć w ścianę. Zahaczył więc stopą o grunt, spadł w dół, przetoczył się tak bardzo niezgrabnie, a później wstał, poprawiając przekręcone okulary. - Widzieliście to, wpadłem w panikę jak sobie przypomniałem, że... A nieważne. Myślicie, że mugole mnie widzieli? - Mówił to, podbiegając do nich, zupełnie jakby wszyscy tu zebrani nie mieli nic do roboty niż go nasłuchiwać z oddali. - Cześć wszystkim - kontynuował machając ręką, na przekór zdrowemu rozsądkowi. Tylko szybko, mówcie mu co miał robić, zanim do was dotrze, że to bez sensu.
- Uwaaaaaaaga! - Ryknął na całe gardło, pikując na miotle w stronę tych grządek, co je mieli obrabiać. Przy samej ziemi szarpnął za trzonek z całej swojej siły (miał jej ogromne pokłady - miał już NAŚCIE lat), cudem ratując się przed wleceniem w resztki jakiegoś rozszarpanego zielska, przeleciał obok Menodory hamując lot z całych sił, ale ostatecznie musiał wspomóc się nogami, żeby nie wlecieć w ścianę. Zahaczył więc stopą o grunt, spadł w dół, przetoczył się tak bardzo niezgrabnie, a później wstał, poprawiając przekręcone okulary. - Widzieliście to, wpadłem w panikę jak sobie przypomniałem, że... A nieważne. Myślicie, że mugole mnie widzieli? - Mówił to, podbiegając do nich, zupełnie jakby wszyscy tu zebrani nie mieli nic do roboty niż go nasłuchiwać z oddali. - Cześć wszystkim - kontynuował machając ręką, na przekór zdrowemu rozsądkowi. Tylko szybko, mówcie mu co miał robić, zanim do was dotrze, że to bez sensu.