Mabel miała taką swoją grę, w którą grała odkąd przeprowadziły się do Londynu. Idąc po chodniku, mówiła sobie w głowie nazwę rośliny, a potem stawiała stopy co tyle kocich łbów ile było zgłosek w danym słowie.
Stokrotka.
Raz, dwa, trzy. Krok.
Róża.
Raz, dwa. Krok.
Sałata.
Raz, dwa, trzy. Krok.
Jak się okazało, gra działała też całkiem nieźle w Hogsmeade, kiedy szła z ciocią na spacer.
Kiedy Brenna stanęła w drzwiach cukierni, pytając czy może ją zabrać na spacer, Nora długo nie musiała się zastanawiać nad odpowiedzią, tym bardziej, że Mabel w kilka chwil była już spakowana i maśliła do matki oczy. Dziewczynka nie musiała nawet wiedzieć dokąd idą, byle dalej od wielkiego, zatłoczonego, pełnego spalin i turystów miasta. Fakt, że wybierały się akurat do całkowicie magicznej wioski, był dla Mabel wisienką na torcie. Nie była pewna, dlaczego Brenna trzyma ją za rękę, tak jak wtedy kiedy miała pięć czy sześć lat, ale nie oponowała specjalnie. Wiedziała, że dorośli czasem byli trudni do zrozumienia, oraz wiedziała, że ciocia ją kocha, i to jej wystarczało.
— ...cukrowe pióra na tony. — skończyła swój wywód ciotka, a Mabel pokiwała uprzejmie głową. Oczywiście, że chętnie wybierze się z ciocią do sklepu! Oczywiście, że wybierze tam sobie co tylko zechce! Oczywiście, że mama znowu będzie kręcić głową i udawać złą, kiedy wróci do domu z potężnym zapasem słodyczy i magicznych gadżetów! Mabel uśmiechnęła się jeszcze szerzej do swoich myśli, wyobrażając sobie minę mamy.
— A jak ja będę w Hogwarcie, to będę mogła tu przychodzić sama? — zapytała, rozglądając się po wiosce i już wyobrażając sobie, gdzie poszłaby najpierw. Wiedziała, że do Szkoły Magii pójdzie dopiero za trzy lata, a ponieważ nie znała innych magicznych dzieci, które już by tam uczęszczały, to Hogwart jawił jej się jako wielka niewiadoma, którą znała tylko z opowieści dorosłych. A pamięć dorosłych bywała zwodnicza.
Ubrana w krótkie spodenki i topik z hasłem "Summer Vibes", wcale nie przejmowała się tym, że większość włosów już dawno wysunęło jej się z gumki, w którą pośpiesznie związała je w domu. Teraz tworzyły wokół jej głowy ognistą aureolę, oświetlone ciepłym, czerwcowym słońcem. Kiedy zabudowania nieco się przerzedziły, a Mabel zobaczyła w oddali zielone łąki i dróżkę do nich prowadzącą, nie mogła powstrzymać niewielkiego podskoku ekscytacji.
– Idę o zakład, że rozpoznasz dużo więcej roślin niż ja, gdy dotrzemy na miejsce – Och, ona była tego pewna! Ale tymczasem, delikatnie wysunęła dłoń z uścisku ciotki i odrobinę wydłużyła krok.
— No jasne ciociu, ale najpierw musisz się tam dotoczyć! BEREK! — Ostatnie słowo wrzasnęła, klepiąc Brennę w przedramię, nie z całej siły, ale też nie przejmując się specjalnie delikatnością. Następnie obróciła się na pięcie i puściła się szaleńczym biegiem po gruntowej ścieżce, pomiędzy dwoma niewysokimi, kamiennymi murkami.
![[Obrazek: 3e4b77c921d9fd41deef380cb6c9e4e3797cb99c.png]](https://64.media.tumblr.com/cff7388827bd82a58c093faa326ba62d/fd6c0caf87950e38-4f/s1280x1920/3e4b77c921d9fd41deef380cb6c9e4e3797cb99c.png)