- Bardzo dobre przyzwyczajenie, przynajmniej, jak na razie. - Nie, żeby to do końca rozumiała, bo sama Geraldine, gdy przebywała zbyt długo w Londynie zaczynała się dusić. Przytłaczało ją miasto na dłuższą metę. Dlatego też uciekała, kiedy tylko mogła. Całe dzieciństwo spędziła w górach, tam znajdował się jej rodzinny dom, nadal nie do końca potrafiła się odnaleźć w mieście, mimo, że mieszkała tutaj od dawna. Nie do końca więc rozumiała to przyzwyczajenie Olivii.
- Lepiej dmuchać na zimne, w tych czasach nic nie jest pewne. - Liczyła na to, że jej opowieści skłonią znajomą do zainteresowania się tematem. Szczególnie, że wspomniała o tym, iż ma zamiar zacząć opuszczać swoją jaskinię. Powinna wiedzieć, na co może się natknąć poza nią.
Yaxley uważała, że bezpieczniej dla nich będzie, jeśli będą się bali, tego, co siedzi w Kniei. Nie będą się tam pchali, wiedziała, że ciekawość potrafiła skłaniać do naprawdę głupich czynów. Oby te wszystkie ofiary i artykuły faktycznie odsunęły od nich myśl o tym, żeby wchodzić do lasu. Niech Merlin ich broni od podejmowania takich lekkomyślnych decyzji.
- Nie podoba mi się takie podejście. - Miała wrażenie, że jej towarzyszce brakuje pewności siebie, co nie do końca akceptowała. - Zmień nastawienie. Na pewno sobie poradzisz, będzie to najwspanialsze miejsce w Londynie, w którym będzie można kupić eliksiry, a reszta jakoś się sama ogarnie. - Ona nigdy nie przejmowała się księgowością, nie miała do tego głowy, a jakoś żyła i pracowała, najwyraźniej jednak Olivia chciała, żeby wszystko miało ręce i nogi, co było całkiem rozsądne.
- Ciekawe zainteresowanie. Zawsze uważałam, że oni są całkiem bystrzy. Tak wyśmienicie radzą sobie bez magii! - W przeciwieństwie do reszty swojej rodziny Gerry naprawdę traktowała mugoli z szacunkiem.