Zbił z ojcem przysłowiowego misiaczka i od razu jakoś tak poczuł się lepiej, bliżej. Poczuł się jakby znowu byli rodziną... ale nigdy nią przecież nie przestali być. Ciągle byli sobą ale pozwalali na to aby ten dzień dyktował im warunki - Już lepiej - odparł Dagurowi - Jasne. Bawcie się dobrze. Pamiętam, pamiętam. Jak tylko się trochę obrobimy z robotą to na pewno się zgłoszę - zapewnił Brennę, a później jeszcze pomachał do Pani Nory na pożegnanie. Nadal czuł się trochę źle z tym, że ją pominął ale... przeprosił i nie został o nic oskarżony, więc nie mogło być aż tak źle.
- Chcemy Wam tylko pomóc. Jak sąsiedzi sąsiadowi. Nie mamy przecież złych zamiarów - zwrócił się do Connora i zapewnił go w swoich przekonaniach - Jeżeli cokolwiek Cię trapi to wiedz, że możesz na nas liczyć. Ty Blair również - dodał kierując swoje słowa do Hayers. Może ona będzie trochę bardziej rozmowna od drugiego mieszkańca.
- Ojcze? - skinął głową do Dagura, podsuwając mu polany kieliszek. Taki dobry kielonek nie był przecież zły, a i mógł tylko pomóc. Dwa inne kieliszki też były polane na wszelki wypadek dla Connora i Blair gdyby jednak się skusili - Zdrowie - uniósł do małego toastu. Trzeba było pić powoli i rozkoszować się tym wszystkim co dobre, a później spróbować kilku dań.
I myk. Pierwsze koty za płoty i od razu człowiekowi się zrobiło milej na duszy. Hjalmar przetarł buzie i aż przetarł oczy - Mocna w tym roku wyszła - przyznał, a później zaczął rozmyślać że może tak naprawdę nie była aż tak mocna? Może była taka jak zawsze? A on wraz z ojcem w sumie byli tylko rzemieślnikami, których fach nie różnił się od ich Angielskich konkurentów? Wszystko wskazywało, że tak właśnie musiało być - Każdy fach jest dobry. Nasz, Islandzki ma swoje piękno... Ale ten Angielski też jest przecież wspaniały - stwierdził, zwracając się do ojca odnośnie sztuki kowalskiej. Strasznie dziwnie to wszystko wpływało na Hjalmara.