Po opuszczeniu areny z podniesioną głową zupełnie jakby to on wygrał ten pojedynek został zaczepiony przez swojego sekundanta, do którego się uśmiechnął z zadowoleniem. Zdecydowanie było miło usłyszeć taką pochwałę. Zakończenie pojedynku oznaczało również, że mógł wypić kolejny kieliszek szampana. Od rzucania tych wszystkich zaklęć i wykonywania uników trochę zaschło mu w gardle. Wypity kieliszek szampana będzie swoistym uhonorowaniem tego, że nie przegrał tego pojedynku i to nawet jeśli nie zdołał go wygrać. Okazał się minimalnie lepszy od Louvaina, który zdołał przełamał jego obronę podczas ostatniej rundy.
— Dziękuję, Eriku. Bardzo wyrównana. — Docenił słowa swojego towarzysza. — Z pewnością liczył na swoją wygraną, podobnie jak ja liczyłem na to, że opuszczę arenę jako zwycięzca. Remis nie wydaje się niczym złym w perspektywie urządzenia widowiska dla wszystkich osób na widowni. — Potrafił wczuć się w swojego rywala, który od tego pojedynku oczekiwał tego samego, co on. Nierozstrzygnięcie tego pojedynku tworzyło pewien impas, jednak dla niego ten konflikt dobiegł końca... z tego względu, że podniósł rzuconą mu rękawicę wyłącznie dla swojego dobrego imienia i nie zamierzał tracić więcej czasu na toczenie pojedynków w jakiejkolwiek intencji powiązanej z Lorettą. Louvain będzie musiał żyć z niesatysfakcjonującym go wynikiem tego pojedynku. Podobnie jak on. Z dala od wszystkich widzów da upust swojemu niezadowoleniu z ostatecznego wyniku.
— W związku z tym, że ten pojedynek został nagłośniony przez prasę, powinienem się wypowiedzieć o nim na łamach prasy... więc tak, planuję. — Zapewnił Erika. Spodziewał się próby kontaktu ze strony mediów, choć jeśli on nie nastąpi to zamierzał wydać stosowne sprostowanie. Po chwili podszedł do nich Bellamy, do którego również się uśmiechnął. Odebrał też od niego swoją pelerynę, od razu ją zakładając.
— Nie mogło być inaczej, to nie była barowa bójka. — Zwrócił się do swojego przyjaciela, nie przestając się uśmiechać. — Jeśli tego spróbuje to zostanie spacyfikowany. — Wypowiadając te słowa, spojrzał z ukosa na Erika. Podczas Beltane Louvain pokazał, że jest zdolny do tego. Rzucił się na niego z pięściami. Nic więc dziwnego, że podszedł do tego znacznie poważniej i nie obrócił tego w żart.
— Dobrze się bawiłeś? — Zmienił temat, nie chcąc rozmawiać o tym czarodzieju, z którym dopiero co skończył się pojedynkować.