26.10.2023, 23:09 ✶
Łzy wylewane przez Lorettę, były też łzami Severine. Gniew przyjaciółki zaciskał jej własne dłonie w pięści, zaś jej radość trzepotała w jej własnej klatce piersiowej. Zatem gdy czarownica przekroczyła próg jej mieszkania, odłożyła na bok swe rozterki, ukryła je głęboko w sobie i zamknęła na klucz milczenia, stając się jej podporą i tarczą. Niemym strażnikiem u jej boku, o twarzy niewzruszonej, jakby wyrytej w kamieniu; niekiedy rzeczywiście zdawało jej się, że jest skałą, jednak szybko przekonywała się, jak bardzo była w błędzie. Wydawały się z Lorettą takie różne - słońce i księżyc, jak dzień i noc, ogień i woda, lato i zima.
Leander pierdolony Yaxley, pomyślała z gorzkim uśmiechem. Trafiła za pierwszym razem; nie musiała nawet szczególnie się wysilać, by odgadnąć, kto był powodem tak silnego wzburzenia Loretty. Znienawidziła tego człowieka w chwili, w której przyjaciółka przedstawiła go jako swojego narzeczonego, zaś pogardę podsycały wszystkie jego występki przeciwko pannie Lestrange. Wielokrotnie dawała jej do zrozumienia, że nie jest on mężczyzną dla niej, że choć przy nim płonie, to ogień ten jest zbyt intensywny, że wkrótce dosięgnie jej skrzydeł i je spopieli, lecz Loretta nie słyszała, lub nie chciała słyszeć rozpaczliwego krzyku Severine wybrzmiewającego pomiędzy jej słowami. W końcu więc przestała krzyczeć.
Ostatnie miesiące były koszmarem, gdy ukrywała się ze swoim stanem w Kornwalii, jak mantrę powtarzając kłamstwo o ciężkiej zakaźnej chorobie, która zamknęła ją na świat. Rozmawiały wówczas poprzez listy, ale ile prawdy można przekazać w starannie ułożonych zdaniach? Ile zataić, gdy nie można spojrzeć drugiej osobie w oczy, zbadać jej mimiki, usłyszeć drżenie głosu, dostrzec zdenerwowania w pośpiesznych gestach?
Na wieść o zerwaniu zaręczyn przez twarz Severine przeszedł grymas ulgi, zbyt silny, by mogła za nim zapanować. Przynajmniej stała za plecami przyjaciółki.
— Nie porzucił cię. Nie w tym znaczeniu tego słowa — odpowiedziała spokojnie, po czym delikatnie objęła Lorettę w pasie i zaprowadziła na jeden z foteli przed kominkiem. Wieczór był zimny, alkohol dawał złudne poczucie ciepła, a dłonie czarownicy zdawały się być zbyt chłodne, by poradził sobie z nimi trawiący ją od środka żar. Odeszła od niej na chwilę i chwiejnym krokiem podeszła do kredensu. Przy okazji uderzyła biodrem o jego krawędź, przez co mebel niebezpiecznie się zachwiał, zaś znajdujące się w nim szkło odbiło się od siebie z charakterystycznym łoskotem. Po chwili wróciła do Loretty z dwiema szklankami i jeszcze jedną butelką laudanum - podejrzewała bowiem, że taka ilość okaże się niewystarczająca na to, co zamierzała jej przekazać. Napełniła oba naczynia, rozlewając przy tym nieco trunek na blat, po czym wcisnęła szklankę w dłonie swej gościni i usiadła na drugim fotelu.
— Twój rycerz zwyczajnie obsrał zbroję — rzuciła nieskrępowana faktem, że damie, prawniczce i kim tam jeszcze niby była, taki język nie przystoi — Nie ma w tym twojej winy, skarbie. Byłaś dla niego aż za dobra. Gdybyś tylko wiedziała, co na jego temat mówi się w palestrze... — przekręciła głowę na bok i sięgnęła po paczkę papierosów na stoliku. Podsunęła ją najpierw Lestrange, a później sama włożyła jednego z papierosów do ust. Analogicznie postąpiła z zapalniczką.
— Powiem ci — rzekła po chwili namysłu, kiedy dym wypełniał jej płuca — Ale obiecaj, że zachowasz to dla siebie. Że nie przeczytam o tym w żadnym wywiadzie w Czarownicy, ani w Proroku, że nie palniesz o tym w rozgłośni Nottów, ani przy rodzinnym obiedzie. To bardzo delikatna sprawa, której rozgłos może zaszkodzić. Zgoda?
Wyciągnęła ku przyjaciółce mały palec. Jak za szkolnych czasów.
Leander pierdolony Yaxley, pomyślała z gorzkim uśmiechem. Trafiła za pierwszym razem; nie musiała nawet szczególnie się wysilać, by odgadnąć, kto był powodem tak silnego wzburzenia Loretty. Znienawidziła tego człowieka w chwili, w której przyjaciółka przedstawiła go jako swojego narzeczonego, zaś pogardę podsycały wszystkie jego występki przeciwko pannie Lestrange. Wielokrotnie dawała jej do zrozumienia, że nie jest on mężczyzną dla niej, że choć przy nim płonie, to ogień ten jest zbyt intensywny, że wkrótce dosięgnie jej skrzydeł i je spopieli, lecz Loretta nie słyszała, lub nie chciała słyszeć rozpaczliwego krzyku Severine wybrzmiewającego pomiędzy jej słowami. W końcu więc przestała krzyczeć.
Ostatnie miesiące były koszmarem, gdy ukrywała się ze swoim stanem w Kornwalii, jak mantrę powtarzając kłamstwo o ciężkiej zakaźnej chorobie, która zamknęła ją na świat. Rozmawiały wówczas poprzez listy, ale ile prawdy można przekazać w starannie ułożonych zdaniach? Ile zataić, gdy nie można spojrzeć drugiej osobie w oczy, zbadać jej mimiki, usłyszeć drżenie głosu, dostrzec zdenerwowania w pośpiesznych gestach?
Na wieść o zerwaniu zaręczyn przez twarz Severine przeszedł grymas ulgi, zbyt silny, by mogła za nim zapanować. Przynajmniej stała za plecami przyjaciółki.
— Nie porzucił cię. Nie w tym znaczeniu tego słowa — odpowiedziała spokojnie, po czym delikatnie objęła Lorettę w pasie i zaprowadziła na jeden z foteli przed kominkiem. Wieczór był zimny, alkohol dawał złudne poczucie ciepła, a dłonie czarownicy zdawały się być zbyt chłodne, by poradził sobie z nimi trawiący ją od środka żar. Odeszła od niej na chwilę i chwiejnym krokiem podeszła do kredensu. Przy okazji uderzyła biodrem o jego krawędź, przez co mebel niebezpiecznie się zachwiał, zaś znajdujące się w nim szkło odbiło się od siebie z charakterystycznym łoskotem. Po chwili wróciła do Loretty z dwiema szklankami i jeszcze jedną butelką laudanum - podejrzewała bowiem, że taka ilość okaże się niewystarczająca na to, co zamierzała jej przekazać. Napełniła oba naczynia, rozlewając przy tym nieco trunek na blat, po czym wcisnęła szklankę w dłonie swej gościni i usiadła na drugim fotelu.
— Twój rycerz zwyczajnie obsrał zbroję — rzuciła nieskrępowana faktem, że damie, prawniczce i kim tam jeszcze niby była, taki język nie przystoi — Nie ma w tym twojej winy, skarbie. Byłaś dla niego aż za dobra. Gdybyś tylko wiedziała, co na jego temat mówi się w palestrze... — przekręciła głowę na bok i sięgnęła po paczkę papierosów na stoliku. Podsunęła ją najpierw Lestrange, a później sama włożyła jednego z papierosów do ust. Analogicznie postąpiła z zapalniczką.
— Powiem ci — rzekła po chwili namysłu, kiedy dym wypełniał jej płuca — Ale obiecaj, że zachowasz to dla siebie. Że nie przeczytam o tym w żadnym wywiadzie w Czarownicy, ani w Proroku, że nie palniesz o tym w rozgłośni Nottów, ani przy rodzinnym obiedzie. To bardzo delikatna sprawa, której rozgłos może zaszkodzić. Zgoda?
Wyciągnęła ku przyjaciółce mały palec. Jak za szkolnych czasów.