Brennie trzeba było przyznać jedno - tłumaczyła całkiem dobrze i może powinna przemyśleć jednak karierę w Hogwarcie dla świętego spokoju wszystkich, a zwłaszcza Borgina. Prawda też była taka, że z ich dwójki to ona była panią detektyw i to jej płacili za rozwiązywanie problemów czy zagadek seryjnych morderców, a on miał tylko przynieść, podać i pozamiatać, ewentualnie wypełnić setny raport, którego zapewne i tak nikt nie przeczyta.
- Nie dobrze, nie dobrze... - pokiwał głową - Mam nadzieję, że nic złego Ci się nie stało - przyznał. Oczywiście nie było w tym ani grama prawdy, ponieważ najchętniej to chciałby aby coś się stało, chociaż 3 dni w Mungu świadczyły, że nic takiego nie miało miejsca... A szkoda. Czy dało się jakoś skontaktować z tym przestępcą? Stanley z wielką chęcią złożyłby zamówienia na kolejne ataki na Brenne, wszak to mogło spowodować kolejne wolne dni od jej towarzystwa - Ty to lubisz igrać z losem - westchnął, wszak nie taką wersję wydarzeń chciał usłyszeć. I nie chodziło już o to, że Brennie nie stała się większa krzywda - pal licho. Rozchodziło się o fakt ponownych ataków - ktoś kto przeżył to raz, mógł zostać zaatakowany ponownie i to było właśnie niepokojące w tym wszystkim. Czy ona chociaż raz nie mogła przynieść dobrych wieści? Jakiś pozytywów? Jak widać nie, aż by się chciało powiedzieć - tam gdzie pojawia się Brenna, pojawiają się też problemy - Lepiej nie wpadaj na niego trzeci raz bo mu jeszcze żyłka jakaś pęknie... - dodał, a następnie przepisał kolejne zdanie do raportu dla Longbottom.
- I nic? Naprawdę Aż się wierzyć nie chce, że przez tyle lat nic nie miało miejsca... - stwierdził, zaciągając się papierosem, ponieważ limit słów powoli zbliżał się do wyczerpania, a tak to następował reset licznika - A jakby wysłać listy do innych Ministerstw? Gdzieś za granicą poszukać? - zaproponował. Może to była kwestia nowa w Wielkiej Brytanii ale gdzie indziej już mogli o tym słyszeć? Chociaż inne ministerstwa nie mogły mieć takiej Brenny... A może każdy kraj miał swoją Brennę? Cholibka... To byłby prawdziwy problem. Taka Brennotopia jakby je wszystkie zebrać? Aż zastygł w pisaniu na taką myśl. Stanley uspokój się. To nie może być prawdą - Prędzej czy później będą się musieli tym zająć... Bo albo nas ten gość wykończy albo Ty to rozwiążesz - stwierdził z lekkim wzruszeniem ramion, podsuwając Longbottom dwa raporty - Ten dla Ciebie, a to mój oryginał. Możesz sobie je porównać - wytłumaczył, wskazując na odpowiednie kartki papieru. Borgin specjalnie dał jej drugą do sprawdzenia jakby chciała się upewnić, że ten nic nie przekręcił ani nie zmienił. Obydwie miały taką samą zawartość - W teorii można by pewnie jeszcze jakiś wniosek napisać do pani Moody o rozpoczęcie pracy nad tą sprawą... Coś by się pewne wymyśliło do tego dokumentu - dodał, opierając się ponownie na krześle i łapiąc oddech "prawie wolności". Czuł, że jeszcze chwila, jeszcze moment i stanie się ponownie wolnym człowiekiem. Oczywiście wolnym od Brenny, bo o to mu chodziło.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972