27.10.2023, 07:33 ✶
Brennie nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wypadła z budynku pędem w ślad za Heather, w myślach już przeklinając na całą robotę papierkową, jaka ich czekała. Właściciele tego miejsca też mieli cholernego pecha, jeśli planowali dokończyć budowę, bo zniszczenia nie były może straszliwe, ale na pewno znaczace.
Kolizje tych dwóch obcych światów, magii i mugoli, rzadko kończyły się dobrze. Zwłaszcza dla tej drugiej strony.
Chłopiec trząsł się jak osika. Jeśli jednak używał jakiejś magii, to już nie znać było jej efektów. Nie próbował walczyć z uściskiem Wood, chociaż i jej nie objął, sztywny w jej uścisku na podobieństwo lalki. Heather w pewnym momencie musiała zwolnić, a potem się zatrzymać, jeśli nie chciała wpaść do wykopanej dziury. Teren był trudny i ciężko było się tutaj poruszać w ciemnościach. Zwłaszcza, że chociaż dzieciak był chudy jak na swój wiek, to miał jakieś dziesięć lat i swoje ważył i mimo sprawności fizycznej zawodowego sportowca, zaczynał jej odrobinę ciążyć w ramionach.
Coś za nimi trzasnęło, kiedy Brenna dobiegła do Wood, zziajana, pokryta pyłem, z dłońmi pokaleczonymi po upadku.
- Dobra robota - pochwaliła dziewczynę, a potem znowu rozpaliła różdżkę. Światło padło na ich trójkę i najbliższe otoczenie. - Młody, nie mamy zamiaru zrobić ci krzywdy. Chcemy wyjaśnić ci, co się stało i odstawimy cię z powrotem do rodziców - zapewniła łagodnym tonem, spoglądając na dziecko. Wydawało się, że ta deklaracja go nie uspokoiła: zaczął się trząść jeszcze bardziej, a gdy wreszcie się odezwał, jąkał się.
- Ja... ja... n-nie chcia-chciałem... z...zbiją mnie...
Kolizje tych dwóch obcych światów, magii i mugoli, rzadko kończyły się dobrze. Zwłaszcza dla tej drugiej strony.
Chłopiec trząsł się jak osika. Jeśli jednak używał jakiejś magii, to już nie znać było jej efektów. Nie próbował walczyć z uściskiem Wood, chociaż i jej nie objął, sztywny w jej uścisku na podobieństwo lalki. Heather w pewnym momencie musiała zwolnić, a potem się zatrzymać, jeśli nie chciała wpaść do wykopanej dziury. Teren był trudny i ciężko było się tutaj poruszać w ciemnościach. Zwłaszcza, że chociaż dzieciak był chudy jak na swój wiek, to miał jakieś dziesięć lat i swoje ważył i mimo sprawności fizycznej zawodowego sportowca, zaczynał jej odrobinę ciążyć w ramionach.
Coś za nimi trzasnęło, kiedy Brenna dobiegła do Wood, zziajana, pokryta pyłem, z dłońmi pokaleczonymi po upadku.
- Dobra robota - pochwaliła dziewczynę, a potem znowu rozpaliła różdżkę. Światło padło na ich trójkę i najbliższe otoczenie. - Młody, nie mamy zamiaru zrobić ci krzywdy. Chcemy wyjaśnić ci, co się stało i odstawimy cię z powrotem do rodziców - zapewniła łagodnym tonem, spoglądając na dziecko. Wydawało się, że ta deklaracja go nie uspokoiła: zaczął się trząść jeszcze bardziej, a gdy wreszcie się odezwał, jąkał się.
- Ja... ja... n-nie chcia-chciałem... z...zbiją mnie...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.