— Głodny? Oh, tak, bardzo możliwe.
Jedzenie brzmiało jak dobry punkt startowy. Zdecydowanie powinni ruszyć się z miejsca, a nie siedzieć tutaj i narażać się na niebezpieczeństwo. Szczególnie, że czasy były nienajlepsze, chociaż Ururu sobie sprawy z tego nie zdawał.
— Jakie to dziwne, że to wciąż trwa... Przez tyle lat się nie poddali... Może mi panienka opowiedzieć o tym trochę więcej? Ale nie tutaj, pewnie nie jest to najlepsze miejsce na dyskusję. Proszę, chodźmy stąd... I dziękuję za ofertę. Jakie to szczęście, że na panienkę wpadłem. Inni by mi nie pomogli.
Źli ludzie by go ominęli. Dobrzy mogliby się bać. Dziwaczny chłopaczek o niezwykłej kolorystyce, odziany w zbyt duży płaszcz, bosy. Z nawiedzonymi oczami i uśmiechem. Nie wspominając o bzdurach, jakie wypływały z jego ust. Ale Heather była młoda i dzielna. Z jakiegoś powodu chciała pomóc temu ledwie żywemu nieszczęściu.
Ururu trochę ożywił się przez rozmowę. Chodzenie wciąż sprawiało mu trudność, ale zdecydowanie był w stanie podążać z panną Wood do jej domu.